czwartek, 7 lipca 2016

Zakrecony poniedzialek cz.2


W drodze ze szpitala zrobilam  zakupy i musialam jechac jakimis koszmarnymi objazdami, bo co druga ulica w robotach drogowych. Czlowiek ma wrazenie, ze cale miasto jest rozkopane, a moze tylko ja mam takiego pecha i rozkopy sa wylacznie na trasach, ktorymi musze sie poruszac? W pewnej chwili uslyszalam dzwiek, jaki wydaje samochodowy pomocnik parkowania. Stalam akurat na swiatlach, wiec pomyslalam, ze ten za mna za blisko podjechal. Potem jednak ruszylam, a dzwiek nadal sie powtarzal.
Kiedys juz mnie to auto wytriksowalo, bo nagle sensory zareagowaly na ciezar mojej malej torebki polozonej na siedzeniu pasazera i rozlegly sie alarmy i fanfary zwiastujace, ze pasazer nie jest zapiety. Ten pomocnik parkowania (nie wiem, jak na to sie w Polsce mowi, u nas Parkhilfe) czasem wlacza sie, kiedy pada deszcz i nie wiem, czy reaguje na padajace krople, czy zachodzi w nim od wilgoci jakies krotkie spiecie i zaczyna piszczec.
Tego dnia jednak bylo sucho, nikt za blisko mnie nie stal/nie jechal, a ta franca miauczy, jak nie przymierzajac Miecka pod zamknietymi drzwiami sypialni. Przelecialam cala tablice rozdzielcza, czy mi sie gdzie jaka kontrolka nie zapalila, ale nie. Na chwile ustalo, potem znow sie rozjazgotalo, a ja cala w nerwach i mysle sobie, co za pech, ze akurat nie ma chlopa i ze pewnie bede musialam sama udac sie do warsztatu, zeby cos z tym zrobili, bo przeciez nie sposob sie skupic na jezdzie. Takie piukanie gorsze od pisania esesmanow podczas jazdy, rozprasza jak czort. Tak kilka razy wlaczalo mi sie, a potem przestawalo znienacka. No nerwy mialam, jak nie wiem co.
Kiedy bylam juz blisko domu, ale jeszcze podczas jazdy, zorientowalam sie, ze to nie pomocnik drze ryja, ale dzwoni moja komorka. Schowana byla w torbie, wiec jej przytlumiony dzwiek wzielam za cos zupelnie innego. Nie mam zestawu glosnomowiacego, bo nie jezdze w dalekie trasy, a w miescie  nie potrzebuje, zawsze moge za chwile oddzwonic.
Kamien spadl mi z serca, ze to tylko telefon, a  nie zbieszone alarmy. Potem jednak przezylam chwile najwiekszej grozy w zyciu. Juz w domu zobaczylam, kto dzwonil, a tam:
- kilkakrotnie komorka slubnego,
- kilkakrotnie komorka mamy,
- na telefonie domowym mruga, ze tez bylo dzwonione.
Zeby byla jasnosc, moi rodzice nie dzwonia do mnie prawie nigdy, ja mam specjalna taryfe na Europe, wiec dzwonie do Polski za darmo. Po co wiec oni maja wydawac na rozmowy zagraniczne? Wiem, ze tego dnia ojciec mial zaczac radioterapie, wiem tez, o ktorej godzinie i ze czeka sie na ogol bardzo dlugo. Gdybym wiec zadzwonila do domu rodzicow i nikt by nie odbieral, doszlabym do slusznego wniosku, ze jeszcze ich nie ma z powrotem. Kiedy wiec zobaczylam, ze nagle wszyscy dobijali sie do mnie, natychmiast pomyslalam, ze cos zlego zdarzylo sie z ojcem i chca mnie jak najszybciej o tym powiadomic. Myslalam, ze zemdleje ze strachu i w tamtym momencie balam sie oddzwonic. W koncu pomyslalam raz kozie smierc, tak czy inaczej musze sie tego dowiedziec i nie ma co zwlekac. I co uslyszalam?
- A nic... chcielismy tylko ci powiedziec, ze jeszcze siedzimy w szpitalu.
I po to trzeba bylo pierdylion razy dzwonic, mimo ze nie odbieralam, co znaczy, ze nie moglam. Zdolalam tylko wydukac:
- Wasze szczescie, ze jestescie ode mnie tak daleko, bo za te moje nerwy i strach chyba bym Wam glowy poodkrecala i zagrala nimi w pilke nozna.

Aaa, jeszcze cos! Pamietacie, ze robilam eksperymenty z rozmnazaniem rozy (rurzy) w kartoflu? O, TUTAJ o tym pisalam. Pozniej jeszcze wsadzilam dwie inne roze. I otoz jedna mi sie udala! Tamte dwie tkwia jeszcze w butelkach i nic nie chce z nich wyrosnac, ale tez nie schna i nie gnija, wiec niech sobie stoja, moze jeszcze cos z nich bedzie. A oto dowod:


Czyli metoda kartoflowa dziala!






50 komentarzy:

  1. Metody na kartofel jeszcze nie próbowalam, ale w Twojej sytuacji to bym chyba na zawal zeszla. Zreszta o malo co nie wykitowalismy oboje ze slóbnym, jak mi sasiad pod oknem odpi...l trzy super glosne petardy na koniec meczu - grrr, nienawidze pilki kopanej!!! (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubie, ale wczoraj tak bylam zmeczona, ze zaczelam zasypiac przy telewizorze, wiec zgasilam i poszlam do lozka. Zreszta Wasi zaczeli masakrowac Walie i nie bylo na co patrzec. :))
      Jak ja dzisiaj wytrzymam nasz mecz?

      Usuń
    2. Jakie Wasi??? Pod tym wzgledem jestem chyba socjopata, bo pilka kopana mi zwiasa i powiewa, co tubylców (i nie tylko) przyprawia o bezgraniczne zdumienie :)) (Leciwa)

      Usuń
    3. Najpierw goopi blogger wrzucil Twoj komentarz do spamu, ale ja wczesniej przeczytalam go na komorce i kiedy nie moglam znalezc pod postem, poszukalam w koszu na smieci i w koncu przywrocilam do zycia. :)
      No nie musisz ani sie znac, ani ogladac, ani lubic. Ale Wasi pozostaja Waszymi i nic tego nie zmieni. :)))

      Usuń
  2. Przeczytalam ten post i poprzedni, rzeczywiscie tak duzo sie dzialo, musialas byc wykonczona na koniec dnia. Babcia, ktora odwiedzasz w szpitalu jest po prostu w szczesliwej sytuacji ze ma Ciebie na czas nieobecnej rodziny. Tak to w zyciu jest sa ludzie ze maja duzo szczescia, piszesz ze to dobry czlowiek, wiec nalezy jej sie to szczescie.
    Samochod zupelnie niewinny a oberwalo mu sie od Ciebie, bo tak przy okazji przypomina mi to reklame z TV jak samochod poucza kierowce co robic a on nie lapie tylko coraz bardziej zezloszczony straszy ze sprawi lanie i przybiega z rozga. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znamy sie z nimi od poczatku pobytu tutaj, razem zegnalismy jej siostre, potem meza. Teraz jej kolej, zostala sama, przezyla cale swoje rodzenstwo, wszystkich.
      Sama powiedz, jak trzeba byc zakreconym, zeby wlasnego telefonu nie odroznic od sygnalu ostrzegawszego w aucie? :)

      Usuń
  3. Oj to sobie użyłaś:-(
    Ważne,że,
    Primo-z autem ok
    Secundo-rodzinka dzwonila z powodu chęci usłyszenia Twojego głosu...
    A kwiatuszek nieźle się rozbujał :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzinka ma nie dzwonic, od tego ja jestem i kazde zaburzenie tego, co od wiekow niezmienne, wywala mnie z rytmu i budzi groze. ;)

      Usuń
  4. No pięknie się rozmnożywszy :D...:). Współczuję nerwów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dozyje weekendu, to bedzie sukces. ;)

      Usuń
  5. W sytuacji"pilnej wiadomości"to komórem sięm trzymie na wierchu i po ptokach:P
    Ile nerw byś miała w kieszeni?Nie jest źle jak Ci kwiatuszek wylazł na świat.Może ogrodnictwem się zajmiesz?:)
    Mój Syn,kiedy nie odbieram komóry/bo mam non stop wyciszoną,wkurza mnie mój dzwonek a nie umiem zmienić/pyta mnie:czy chcę aby strażacy mi drzwi wywalili?:)
    A tak we w ogóle to...katar łokrutny złapałam:(
    Miłego dnia*:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mialam dostawac zadnych "pilnych wiadomosci", przeciwnie - to ja mialam dzwonic do Polski. A skoro tak mnie wydzwaniali, to MUSIALO sie stac cos strasznego, nieprawdaz? A oni mnie tak bombardowali majac jakas bagatelna bzdurke do zakomunikowania.
      :*

      Usuń
    2. Orko,na katar bier końskie dawki wit.C (np 3 razy dziennie po 3)Moje Kogucisko tez meczyl,ale po jednym dniu kuracji,prawie nie ma :-)

      Usuń
    3. A nie dziwie sie synowi:-)
      Kiedy Kogut moj jest poza domem i nie odbiera komory mam ochotę,kiedy wróci do domu zrobić z niego rosół.:-)

      Usuń
    4. Na katar i inne przeziebienia jeszcze lepszy miod z cytryna, bo oprocz witaminy c masz jeszcze lecznicze substancje miodu. Pinc razy dziennie pic!

      Usuń
    5. Kogut w rzeczy samej nadaje sie swietnie na rosol. :)))

      Usuń
    6. Panterko,to byłby rosół wybitnie dietetyczny,bo chude ToTO i taka tyczka lekko przygarbiona :-)))

      Usuń
    7. Przynajmniej na rosole nie plywalyby wielkie tluste oka. :)

      Usuń
    8. Dzięki,se jutro kupię witam.C bo dziś już mi się nie chciało schodzić do apteki,jak będę szła na spacerniak to one już będą zamknięte.Katar zawsze mam łokropnie sikający i nos i oczy.
      Ponoć dobry kogut nigdy nie jest tłusty....

      Usuń
    9. Kup se mjut i cytryny, a nie sztuczna witamine cy.

      Usuń
  6. czasami WSZYSTKO absolutnie sie splata przeciwko nam i na raz i akurat gdy chłopa nie ma w domu...mnie się tak zdarzało...zawsze gdy nie ma Naczelnika samochód mi wysiada, to reguła))
    oraz w przerwach w życiorysie głównym myślę sobie, jednak stąd wiać, z tego kraju a innym razem, żeby cos podłożyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw podloz, a potem wiej, taka powinna byc kolej rzeczy.
      Mnie nawet nie przyszlo do glowy, ze bede za mezem tesknic po 35 latach malzenstwa. :)))

      Usuń
  7. Jak w koszmarze z którago nie można się wybudzić.Wyobrażam sobie co pomyślałaś jak zobaczyłaś tyle nie odebranych telefonów.Serce miałaś w gardle.A róży na kartoflu gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pomyslalam o najgorszym, bo przeciez w przeciwnym razie by mnie tak telefonami nie bombardowali. Nie pomysla, a dzwonia.

      Usuń
  8. A czy ten numer z pyrą działa na inne rosliny czy tylko róż dotyczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego to ja nie wiem, ale mozesz poeksperymentowac. :)

      Usuń
  9. No Pantero ogrodniczko - gratuluje Ci kartoflanej rozy :)
    Tez zabawie sie w tom rozano kartoflowom zabawe, zobaczymy co mi z tego wyjdzie... :)
    I zycze Ci mniej zakreconych poniedzialkow oraz pozostalych dni tygodnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mowiac nie bardzo wierzylam, ze sie to uda, ale co najmniej jedna roze mam wyhodowana. Ciekawa jestem, czy te dwie inne sie udadza.
      Czekam na weekend jak na zmilowanie, bo ledwie juz nogami powlocze.

      Usuń
  10. Metodę na kartofel właśnie wypróbować koniecznie muszę. :) Brr jak dobrze że mnie tam już nie ma przed tymi drzwiami i z animi też. :(
    W poniedziałki jest wściekła kolejka w inne dni znacznie mniejsza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz na mysli drzwi do onkologa? Lepiej, zeby te poczekalnie swiecily pustkami.

      Usuń
  11. Nooooo, można zejść na zawał.Nic Twoim nie ujmując, to im rzeczywiście jakaś pomroczność jasna na rozum padła.Przecież wiadomo, że Ty prowadzisz normalne życie i z tej odległości nic im nie poradzisz na to, że długo czekają. Swoją szosą to zauważyłam, że w ci, co czekają pod drzwiami jako osoby towarzyszące pacjentowi zabijają swe zdenerwowanie i lęk właśnie gadaniem przez komórkę. Gdy czekałam na mego męża gdy był na zabiegu usuwania zaćmy, to byłam jedyną osobą, która nie gadała przez komórkę.
    A masz poza tym jakieś wiadomości o Tacie? Jak to wszystko razem zniósł?
    W komórze mam ustawioną jako dzwonek muzykę, żeby mi się z niczym nie myliło gdy dzwoni.
    Przytulam;)
    P.S.
    A propos dzwięków w bryce- kiedyś w czasie jazdy zaczął mi piszczeć bęben hamulcowy, a ja myślałam ,że to piszczy w ciężarówie, która jechała obok.Dopiero gdy nasze drogi się rozeszły dotarło do mnie, że to mnie coś piszczy. I zamiast do domu pojechałam prościutko do do warsztatu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyimaginuj sobie, ze rzeczywiscie cos strasznego by sie stalo, a ja gdzies w miescie odebralabym telefon. A potem musialabym usiasc za kierownica, roztrzesiona i placzaca, zeby wrocic do domu. Faktycznie nie pomysleli.
      Ja w ogole nie lubie obcych dzwiekow w samochodzie, mam slyszec ciche warczenie silnika i nic wiecej, bo mie nerwy targajo.
      O tacie napisze, zeby sie nie powtarzac.

      Usuń
  12. Ja to zawsze mam tyle na przednim siedzeniu że co chwilę mi buczy :pp

    Do mnie kiedyś tato zadzwonił o szóstej rano. Mama chorowała. Myślałam że zawału dostane. A to tylko się zagapil z godziną :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na moja codzienna ciezka torbe, gdzie nosze pol gospodarstwa domowego - nie buczalo, a na lekka spacerowa - tak. Gupek jakis ten sensor!
      No to juz wiesz, jak ja sie poczulam zobaczywszy ten pierdylion nieodebranych polaczen.

      Usuń
    2. Jak to czasem stres ludziom wylacza myslenie...

      Usuń
  13. Musze doczytać, o co chodzi z tymi pyrami ;)
    U nas to się chyba mówi asystent parkowania, ja i tak go nie mam w swoim maluszku :)) Zresztą po co, skoro samochód jest bardzo krotki i zwrotny ;)
    Uśmiałam się z tej pomyłki :)) chociaż potem już tak radośnie nie było. Z rodzinki pasztet zrobiłabym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoj pierwszy samochodzik (maluszka) wspominam z lezka w oku, wszedzie sie miescilam, nawet do Berlina nim pojechalam.
      Rodzinie wybaczylam, bo tez sa zakreceni tak, ze nie mysla racjonalnie.

      Usuń
  14. Takie telefony i zawał gotowy. No, no Pani Ogrodniczko - róża super, nie mam skąd wziąć, też bym sobie wyhodowała.
    Trzymaj się Anusia dzielnie, tulam.
    Ania Bezowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno masz jakichs znajomych z ogrodem albo dzialka. A w najgorszym przypadku mozesz obciac sobie kawaleczek rozy z miejskiego klombu.

      Usuń
  15. Tak to bywa, niestety; dzwonią, kiedy nie potrzeba, a kiedy trzeba, to nie można się doczekać choćby esemesa.
    Ja też zaczęłam przysypiać na pierwszej połowie meczu, ale na drugiej się obudziłam - była lepsza:) A na dzisiejszy mecz zacieram łapki, mam nadzieję, że będzie dużo lepszy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troche meczu widzialam, pozniej przyslo mi sie, wiec zgasilam i poszlam do lozka. Dzisiaj tez ledwie zyje i chce przespac sie nieco teraz, zeby moc caly mecz obejrzec.

      Usuń
  16. Od drugiej części przeszłam do pierwszej i powtórzę dzieje się ;) stres człowieka wykańcza a rodzice często nie zdają sobie z tego sprawy. Oby Tata Twój się trzymał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodatkowo mam dwa razy tyle roboty w domu i na nic czasu.
      Tata trzyma sie coraz gorzej, niestety.

      Usuń
  17. Haha! ale przygoda, czasem tak sie ma! a sposob na roze bardzo mi sie spodobal! sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po prostu nie wierzylam, ze mozna roze w ziemniaku wyhodowac, wiec zrobilam taki eksperyment. Udal sie w 1/3. :)))

      Usuń
  18. Skąd ja to znam takie telefony. Pan W. na emeryturze dzwoni co chwile z gupotami bo mu się nudzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiec jestes niejako przyzwyczajony do jego dzwonienia, ja natomiast nie bylam, bo rodzice normalnie nie dzwonia.

      Usuń
  19. Najciezej jest kiedy jest sie daleko i kiedy nie wie sie co sie dzieje... sama duzo nerwow stracilam w ten sposob. Bedzie Ci odpornosc psychiczna Panterko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, co sie dzieje, Maja, i ta wiedza wlasnie mnie dobija.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.