środa, 6 lipca 2016

Zakrecony poniedzialek cz.1

Wali mi juz na dekiel z nadmiaru wrazen. W poniedzialek wydarzylo sie bardzo duzo, za duzo jak na moje mozliwosci przyjmowania zycia na klate i stargane nerwy.
W niedziele dzwonil nasz przyjaciel i poprosil mnie, zebym sie dopytala, jak bedzie z dalsza rehabilitacja jego mamy, ktora codziennie pilnie odwiedzalam na oddziale rehabilitacyjnym w szpitalu. Nastepna miala byc reha ambulatoryjna, czyli transport medyczny odbieralby ja z domu, wiozl na cwiczenia i pozniej odwozil z powrotem do domu po poludniu. Obecna reha to jakies pol godziny dziennie chodzenia po korytarzu i po schodach. Reszte czasu starsza pani spedza w lozku, jak wiec ma nabierac sil? Dlatego wazne dla niej bylyby kilkugodzinne cwiczenia w grupie.
Tyle sie dowiedzialam, ze zadnego wniosku nie skierowano do kasy chorych, bo podobno pacjentka sama odmowila. Ona zaprzecza, choc, o ile mi wiadomo, niezbyt entuzjastycznie sie do tego rwala. Przypominam, babcia ma 92 lata, wiec calkiem niewykluczone, ze zapomniala juz o odmowie, a teraz udaje, ze chetnie by pocwiczyla. Nie wiem i na szczescie juz o nic nie musze sie martwic, bo nasz przyjaciel wraca z urlopu i sam bedzie sie zajmowal sprawami organizacyjnymi.
Troche mnie kosztowaly te blisko dwutygodniowe codzienne odwiedziny w szpitalu i nie chodzi tu o pieniadze, raczej o czas i cierpliwosc. Codziennie swieze owocki, a ze dama nie ma juz sprawnych rak, obrane i pokrojone - tylko jesc. No i codziennie sluchalam tej samej historii z czasow jej mlodosci, skadinad ciekawej i tragicznej zarazem, ale ile mozna. Z drugiej strony niech sie wygada do woli, w domu jest sama, syn odwiedza ja wprawdzie kazdego dnia, ale na krotko, bo sam ma malo czasu.  Przy czym rozmowa tez byla utrudniona, bo starsza pani niedoslyszy. A na domiar wszystkiego jest gleboko wierzaca i stale mnie blogoslawila i powierzala boskiej opiece, a ja dzielnie milczalam i dziekowalam, bo co bede ja niepotrzebnie denerwowac wlasnym ateizmem i antyklerykalizmem. Cieszyla sie jak dziecko, ze odwiedzil ja ksiadz. No ja mysle! To dosc zamozna osoba i hojnie daje na potrzeby kosciola oraz codziennie na tace, wiec kiedy nagle przestala przychodzic, pleban sie zdenerwowal i szukal jej po wszystkich szpitalach, az znalazl. Teraz z tej wdziecznosci, ze sie pofatygowal, bedzie pewnie jeszcze wiecej dawac. Ale co mnie to obchodzi, to jej kasa, choc tak miedzy nami, ja bardziej bylabym potrzebujaca niz klecha. ;)
Lubie ja szczerze, to bardzo kochany czlowiek i z pewnoscia nie mialabym takich pokladow cierpliwosci, gdybym jej tak bardzo nie lubila i nie szanowala.
W kazdym razie spelniajac dobry uczynek, dokonywalam czynow heroicznych, zeby nie powiedziec za duzo. Chyba zywcem do nieba pojde.






62 komentarze:

  1. Po prostu jestem na podium,wygrałam coś?Rozmowa z babcią,nie wchodzi w grę,aż tak dobrze szwabskiego nie rozuiem :--

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestes na podiumie. A co? Spac nie mozesz? :)))
      To tak jak ja.

      Usuń
    2. Jeszcze nie :-))))Młodemu się nigdzie nie spieszy:-)S kłopoty ze snem mam od dawna...

      Usuń
    3. Ja mam zawsze deficyty i czekam na weekend jak na zmilowanie.

      Usuń
  2. Panterko,a nie pomyślała dobrze sytuowana babcia,ze owocki(:ppppp)nie są za darmo a paliwo do autka,to nie woda?
    Może syn po powrocie,zrehabilituje się chociaż w kwestii pieniężnej?...
    Pójdziesz kiedys do nieba,juz babcia o to zadba:-)Zaczela od codziennych błogosławieństw:-))))))
    Ty przywozilas i obieralas jej owocki a ona zaczęła dbać o Twoją duszyzkę:-)))
    Ach tam kasa -to takie przyziemne:pppp
    Panterko,te odtwarzane historie po setki razy mam serwowane przez moich rodziców bardzo często...wtedy przerywam i mówię "mamo,wiem juz mi o tym mowilas"ale ta moja drobna uwaga przechodzi niezauważona...a mama kontynuuje.
    Nie ma sklerozy ani 80 lat,po prostu tak ma i koniec.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym wieku zaczyna sie bardziej zyc przeszloscia niz terazniejszoscia, w ktorej dzien do dnia podobny. A wtedy bylo tak wesolo, dostatnio w milosc. Nasze mozgi wypieraja to, co chca, a zostawiaja to, co dobre. Inaczej czlowiek nie przerobilby zadnej traumy.
      A pieniadze? No nie smierdze nimi, ale za dobrowolna pomoc kasy nigdy bym nie wziela od przyjaciol.

      Usuń
    2. Tu nie chodzi o placenie za okazane serce,nie to miałam na myśli chodzilo mi o zwrot kosztów jakie ponioslas (paliwo,zakupy)nic więcej...
      Masz racje z tymi wspomnieniami,choc w przypadku mojej mamy nie byly to same slodkie chwile...zyla jako dziecko w wielkiej biedzie i patologii...

      Usuń
    3. Ale byla mloda i pelna nadziei na przyszlosc...

      Usuń
    4. Co się babci dziwić, ja sama uwielbiam historie z przeszłości...dopiero teraz widzę, jak kiedyś było fajnie, a uciekałam z domu, kiedy tylko mogłam ;)

      Usuń
    5. a..i widuję krętki blade na żywo w pracy ;p

      Usuń
    6. Ja też bym nie wzięła ani grosza. Pewnych rzeczy na pieniądze się nie przelicza.

      Usuń
    7. Repo, ja tez lubie sluchac, ale nie jednej i tej samej historii codziennie przez blisko 2 tygodnie. :)))
      Chyba masz obrzydliwa prace. ;)

      Usuń
    8. DD, jestem biedna, ale honorna. :)))

      Usuń
  3. No to siem posuń OwocuGłodny to i ja siem załapię:)
    Czy za drugie miejsce tyż nagradzasz czy ino za pierwsze?
    No i dzieee tu tyle wrażeń poniedziałkowych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orko,ciężko mi z tym brzuchem,alem sie zaparla i zrobila miejsce dla Cię:-)))

      Usuń
    2. Jutro bedzie ciag dalszy poniedzialku, przeciez nie mogie pisac epistol na pinc stron A4. :)))

      Usuń
  4. Oj,chodziłam do takiej pani za skromne pieniądze,parę godzin a ciągnęły się jak flaki, i też podobne zachowanie,opowiadanie tj samej historii z młodosci,ale już była mocno demencyjna i nawet nie wiedziała kto ja jestem. Żyje nadal,przychodzą 4 opiekunki na zmianę i pielęgniarka, które córki mieszkające za granicą opłacają,bo nie chcą by ich mama była w domu opieki,a podejrzewam,że mamie i tak już wszystko jedno,bo nie wie gdzie jest. Gdyby opłaciły dobry prywatny dom,to miałaby dobre warunki i opiekę lekarską na miejscu,a tak to za wszystko muszą extra płacić,no ale to ich sprawa.
    Jednak ciesze się,ze nie muszę tak pracować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta moja babcia calkiem jeszcze do rzeczy i wlasciwie nie ma sklerozy czy innego alzheimera. Tylko w tym jedynym przypadku, a poza tym rozmawialo sie z nia normalnie. :))
      Pracowac tez bym nie chciala, bo niestety nie wszyscy staruszkowie sa tacy mili jak mama naszego przyjaciela.

      Usuń
  5. Moja babcia nie lubiła się wywnętrzać. Trudno było ją naciągnąć na wspomnienia, a i, prawdę mówiąc, pod koniec jej życia miałam mało czasu: dwoje małych dzieci i ogarnięcie domu, i zajęcie się babcią, bo już nie mogła się sobą normalnie zająć, a potem już nie wstawała... Żałuję, że nie rzucałam w diabły sprzątania na przykład i nie szłam z nią porozmawiać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego zawsze mowie: pytac, pytac, pytac, dopoki osoba pytana jeszcze zyje. W jednej chwili moze byc za pozno.

      Usuń
  6. Fakt, Panterko - do nieba to Ty bez problemu zabrana będziesz :)) A błogosławieństw nigdy za wiele, tak na dobrą sprawę. Przyzwyczailiśmy się, że jest to związane z księżmi, kościołem, ale przecież każde dobre słowo, które kierujemy do innych, moze być błogosławieństwem, bo komuś dobrze życzymy :)
    Więc absolutnie nie kłóci się z antyklerykalizmem :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, Lidia, mnie by samo dziekuje wystarczylo, po co mieszac w to jakies bostwa? :)))

      Usuń
    2. Widać starsza pani nie umie inaczej ;)

      Usuń
    3. Ona jest bardzo gleboko wierzaca, wiec do wszystkiego miesza opatrznosc boska. :))

      Usuń
  7. Coś było w pogodzie tej nocy, bo położyłam się o 24,30,zasnęłam już po 2,00 a panowie robole zrobili mi pobudkę o 6,30.Jestem półprzytomna.92 lata- piękny wiek, ale powiedzmy sobie szczerze, co człowiek ma w tym wieku z życia? Jest albo b. mało sprawny fizycznie albo mało sprawny umysłowo, a najczęściej jedno i drugie szwankuje.Wiesz, zauważyłam, że znacznie łatwiej jest opiekować się kimś wiekowym "obcym" niż kimś bardzo bliskim, bo nie ma się bagażu wspomnień z dawnych, wspólnych lat. Gdy patrzyłam na degrendoladę psychiczną mojej babci, która mnie wychowała i zawsze była dla mnie autorytetem, to byłam wykończona psychicznie, pomijając fizyczną stronę zagadnienia. Poza tym "ten obcy", którym się opiekujemy najczęściej się nieco mityguje, nie tkwi z uporem maniaka na piedestale "ja wiem lepiej" i opieka jest nieco łatwiejsza. A Lidia ma rację- ważne jest każde dobre słowo, dobre życzenie, które do nas kierują inni i niewiele to ma wspólnego z kościołem.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do czasu zaslabniecia babcia byla samodzielna i samowystarczalna, codziennie do kosciola, codziennie na cmentarz, a oprocz tego zakupy. Sama sobie gotowala, sama mieszka i daje rade. Teraz jest nieco oslabiona pobytem w szpitalu i dlugotrwalym lezeniem, ale jestem pewna, ze niedlugo zacznie latac swoimi stalymi trasami, te dwa przybytki to jej cale zycie. :)

      Usuń
  8. za takie czyny to nawet Pan Jezus obiecał niebo:)

    "Byłem chory o odwiedziliście mnie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tak troche oddaje to, co sama dostalam. Moimi rodzicami opiekowali sie kuzynostwo, teraz jest maz. Taka splata dlugu losowi.

      Usuń
    2. u mnie w rodzinie istnieje silna tradycja nawiedzania chorych i uczestnictwa w pogrzebach
      ale jak moja mama chorowala, to nie zgadzala się na niczyje odwiedziny poza naj najbliższą rodziną:/

      Usuń
    3. Nigdy nie odwiedzam chorych, ktorzy nie wyraza takiego zyczenia. Takie odwiedziny bardzo mecza chorego i przynosza niekiedy wiecej szkody niz pozytku.
      Na pogrzeb natomiast nalezy pojsc i zlozyc zmarlemu ostatnie uszanowanie.

      Usuń
    4. w obu sprawach się zgadzam

      i jakby co, to pozwalam mnie odwiedzać na łożu śmierci :ppp

      Usuń
    5. To nie zapomnij mnie poinformowac zawczasu, na pewno wpadne z kfiatkiem i owockiem na oslode. :))

      Usuń
    6. ja najbardziej poproszem z żartem:)

      Usuń
    7. Zarta dostaniesz na deser. :)))

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Ale ja bym wolala do piekla, tam przynajmniej weselej i na pewno cieplej. ;))

      Usuń
  10. Błogosławieństwa trzeba przyjmować, słowa dobre wspierają. Kak napisała Lidka. każde dobre słowo to błogosławieństwo. Sąsiadka ma 92 lata, krzyżówki rozwiązuje, parę miesięcy temu gdy mąż Lorkę w domu zostawiał i w szpitalu po drzwiami profesorów wystawał a Lorka szczekała, pani wypadła - dokładnie wypadła na schody z pretensjami że pies szczeka.
    Różnie, różni ludzie lata swoje przeżywają, sąsiadka mnie chętnie do siebie zagarnia, żeby porozmawiać, ale nie o przeszłości swojej, ale o teraźniejszości, chociaż plotów nie rozpowiada to wie o wszystkich wszystko i co nieco się wymyka. :)) Księdza nie przyjmuje, do kościoła nigdy nie chodziła. :)Mało chętna jestem na te pogawędki ale czasem wyjścia nie mam. 92 lata piękny wiek szczególnie wtedy gdy serce szczere a rozum nie poddał się, bo lata są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta moja pani jest przykladem prawdziwej katoliczki. Jej wiara jest szczera i gleboka. To czlowiek, ktory nigdy nikomu krzywdy nie zrobil, a wszystkim zawsze dobrze zyczyl i pomagal. Gdyby tak kosciol skladal sie z samych takich wiernych, pewnie bym z niego nie wystepowala.

      Usuń
  11. nie chyba ale z pewnością żywcem do nieba pójdziesz ))))
    oraz dobry z ciebie człowiek Pantero, co w przypadku ateistów i antyklerykałów jest normą ;-))
    jak wiadomo a inne przypadki to odstępstwo od normy ))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to! A z drugiej strony ta pani jest prawdziwym wzorcem dobrej katoliczki. My sie po prostu dobrze rozumiemy i bardzo lubimy.

      Usuń
  12. Moja teściowa, kochana kobieta, młodsza niż Twoja podopieczna, też tak ma. Najpierw relacja przez telefon, a potem to samo na żywca. I jeszcze nieustanne zdawanie relacji o co się kłocili politycy. Mam wszystkie debaty podane w pigułce. Moja teściowa, która nigdy mięsem nie rzucała, pod 90- tkę zaczęła kląć, jak szefc, kiedy mówi o naszej nowej dodrej zmianie, a szczególnie omtym jednym z metra ciętym. Innym też się dostaje. W nocy miewa wysokie ciśnienie, ale nie może sobie darować i ciągle się gapi w TV i denerwuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj tato ma tak samo. Kiedys nie uzywal brzydkich slow, a teraz miota qrwami na pis i kler.:)))

      Usuń
    2. mojemu tacie też tak się na starośc porobiło, nic tylko klął na "czorne sukienki", aż matka go wyzywała od "kalwinów jednych"

      Usuń
    3. He he he he he!!!! A mamusia taka wiecej przykoscielna?

      Usuń
    4. Kiedyś bardzo, to trauma mojego dzieciństwa, sypanie kwiatków, w maju codziennie nabożeństwo majowe, w październiku różaniec, spowiedź, co miesiąc, gorzkie żale i td itp ...jak poszłam na swoje jeszcze próbowała ingerować, ale się poddała po latach. Tylko, że ona jest wierząca, ale nie nawiedzona.

      Usuń
    5. Ja mialam luzik, sama chcialam chodzic na religie i do kosciola, ale po komunii zaczelo mi przechodzic, a po bierzmowaniu przeszlo na zawsze. Od dziecinstwa bylam realistka i nie przemawialy do mnie te ichnie dogmaty. Niczym nie udowodnione zreszta.

      Usuń
  13. Jak nic Pantera świętą będzie ogłoszona he he he.

    OdpowiedzUsuń
  14. Aż się boję pomyśleć co będzie w części 2.Masz teraz urwanie głowy.Sama na włościach.No i tata chory.Panterka uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro albo padniesz ze smiechu albo sie przerazisz. :)

      Usuń
  15. No to bedzie ciekawie...u mnie bylo odwrotnie, mama byla obojetna religijnie a na starosc bardzo mocno wierzaca i bylo to wielkim problemem, bo nawracala nas ,zwoje dzieci...a jezeli chodzi o opowiadanie, to tez opowiadala, a ja sie izolowalam, bo niby tyle razy...teraz zakuje, bo wiele historii stracilam na zawsze. Teraz bym inaczej robila...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi rodzice na szczescie nie zdewociali na starosc, wprost przeciwnie, jeszcze bardziej sa przeciwko kosciolowi i mniemam, ze pogrzeby tez beda chcieli miec swieckie.

      Usuń
  16. Mam ciocie,która ma 97 lat i jak do niej chodzę to ona też mówi o przeszłości.żyje nią.Wiele rzeczy nie pamięta.Nawet zapomniała jak poznała swojego męża.Ale jak wchodzę to mnie poznaje.To jest siostra mojej mamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starsi ludzie na ogol lepiej pamietaja zdarzenia z dalekiej przeszlosci od tego, co wydarzylo sie wczoraj czy przed tygodniem. Ich dzien powszedni podobny jest jeden do drugiego jak dwie krople wody, latwiej im z czelusci pamieci wybierac bardziej interesujace fakty.

      Usuń
  17. oj pójdziesz, a jakbyś się wzbraniała to anioły zaciągną Cię tam za włosy :) do staruszków trzeba mieć miliony cierpliwości i zrozumienia. czasami, kiedy mi tego brakuje myślę sobie, jaka ja będę marudna staruchą :))))) oby nie :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polly, z wiekiem nabywa sie tej cierpliwosci, ja juz moge wysluchiwac wszystkich staruszkow swiata. ;)

      Usuń
  18. No sporo się dzieje u Ciebie. Nadrabiam wpisy po nieobecności w blogosferze ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starość to nie jest dobry wynalazek,widzę to po mojej 94 babci,żyje ale ciało i głowa już nie te.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.