środa, 31 sierpnia 2016

Wrócila!

Moje balkonowe zwierzatko domowe, ktore zagniezdzilo mi sie w pelargoniach, nagle zniknelo, a bylo to tak. Pelargonie maja to do siebie, ze przekwitaja. Zeby zmotywowac kolejne paczki do rozkwitu, trzeba obrywac regularnie te przekwitle. Zreszta one gubia platki i zasypuja nimi balkon. Obrywajac wiec, nie myslalam za bardzo, ze rujnuje dom mojego zwierzatka. Ale kiedy nastepnego dnia nie znalazlam pajeczycy w kwiatkach, rzucilam sie szukac w koszu na odpadki, ktory stoi pod stolikiem. Trudno uwierzyc, ale ja tam znalazlam, wiec ostroznie przenioslam z powrotem na kwiatki. Cos ze dwa dni na nich siedziala, taka zwinieta w klebuszek, a potem zniknela.



Oczyma wyobrazni zobaczylam ja pakujaca swoja chudobe, zarzucajaca wezelek na kij i odchodzaca z wielkim fochem na inny, bardziej przyjazny balkon. Przykro mi sie zrobilo, nie powiem, ale co moglam poradzic.
I nagle... pojawila sie znowu! Wrocila! Wprawdzie nie na kwiatek, ale ktoregos dnia zobaczylam ja na siatce. Byla znacznie wieksza, juz nie taka przezroczysta, bardziej wlochata i pewna siebie, ale to byla na pewno ona!








Nie chciala mi powiedziec, gdzie tak dlugo sie podziewala, ani jak dlugo ma zamiar zostac, siedziala na tej siatce prawie bez ruchu i milczala tajemniczo. Uszanowalam jej potrzebe milczenia, moze tak chciala mi dac nauczke za zniszczenie jej mienia?





37 komentarzy:

  1. świetne zdjęcia! a i opowieść sympatyczna bardzo ...

    bezpiecznej podróży Aniu, serdeczne myśli przesyłam, tylko tyle mogę :(

    OdpowiedzUsuń
  2. To może ją weźmiesz do domu na przezimowanie.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy w domu Władysława Pogiełłę - mogłabym Panterę wesprzeć dobrymi radami w kwestii hodowli :)

      Usuń
  3. piękne zdjęcia i komentarz :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Musiała to przemyśleć, przetrawić. Na pewno przebaczyła:) Milczy... z radości.

    Ania, spokojnej podróży. Wysyłam ciepłe myśli.

    OdpowiedzUsuń

  5. A moze ona lniala coby nieco urosnac? (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, właśnie, też mi to przyszło na myśl:)

      Usuń
  6. Imię jej nadałaś? Zwierzątko, nawet balkonowe, powinno mieć imię! ;)

    Aniu, myślami jestem z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdjecia niesamowite, artystyczne, to ostatnie szczegolnie. Piekna historyjke napisalas, wzruszylam sie. Teresa

    OdpowiedzUsuń
  8. - mamo wszystkich pajęczków, wróciłam... przecież to wystarczy!

    OdpowiedzUsuń
  9. Aniu masz niezwykle sympatyczną sublokatorkę :) Ostatnie zdjęcie mnie zauroczyło!
    Dużo pozytywnej energii przesyłam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę o Tobie przez cały czas, chyba wiele osób Cię prowadzi myślami i przyprowadzimy Cię z powrotem bezpiecznie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tęskniłaś za nią bardzo ?? Ja mam dużo - odstąpię Ci jakiegoś stworka do adopcji

    OdpowiedzUsuń
  12. I tak gołymi ręcyma ją wzięłaś i przeniosłaś??? Podziw!!!
    A tak z innej beczki to ten post chyba napisałaś wcześniej, podejrzewam że nie w głowie Ci będzie teraz pisanie. Jesteśmy z Tobą Aniu, z Wami wszystkimi ♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Bezpiecznej podróży, Aniu :*

    Opowieść o pajęczycy piękna ... jest widocznie mocno związana z Twoim balkonem, a może i z Tobą również?

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdjęcia piękne :)) chociaż ja bym gołymi rękami nie przeniosła, niestety ;) http://codziennik-kobiety.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Uśmiałam się i koleżanka pajączka do Ciebie wróciła.U mnie ciężki okres.Moja Luna chyba ma padaczkę.Dziś idziemy po 15 do weta zrobić wyniki a póżniej żeby psa nie meczyć usg i prześwietleniem koleżanka załatwiła mi tomograf .Serce mam ściśniete.

    OdpowiedzUsuń
  16. Anusiu jestem z Tobą.
    Historyjka wspaniała, obiecałaś mi kiedyś pajunka.
    Bezowa

    OdpowiedzUsuń
  17. Aniu cudna opowieść :) ale na pająka nie patrzę wcale, większa i bardziej włochata brrr

    OdpowiedzUsuń
  18. Milczenie tez potrafi duzo powiedziec.

    OdpowiedzUsuń
  19. Pantero, jestes niezwykla:)
    Cos tam dla Ciebie na mym blogu sie znajdzie;) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Aniu, pięknie napisalas.
    Mysle cieplo ❤

    OdpowiedzUsuń
  21. Na łące to to może żyć ale w domu nie zniese. :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Wrocila, a moze nigdy nie odeszla. Zdjecia super!
    Z komentarzy wywnioskowalam, ze pojechals do miasta Uć - trzymaj sie!

    OdpowiedzUsuń
  23. pajonków nie lubię ale się z nimi oswoiłam, powiedzmy, po przeprowadzce na wieś
    gdyz w naturalny sposób stały sie moimi sprzymierzeńcami w walce z obrzydliwymi muchami. Nad oknem tarasowym zamieszkał Zenek okurwieniec z jajami i se tam żył latami...(chyba nie jeden)) i mi nie przeszkadzał, natomiast jak mi się Maryśki rozbiegają po pokojach wielkie i włochate i tupiące, to już nie lubię.ale nie zabijam. nikogo nie zabijam za wyjątkiem muchów i komarów i szerszeni. ale moje koty się bawią z Maryśkmi do samego końca...potem znajduję je śmiertelnie wyczerpane zabawą.ale koty już takie są.

    OdpowiedzUsuń
  24. Pająki mi nie wadzą, ale marzę o wężu..zbożowym :)

    OdpowiedzUsuń
  25. aniu, panterko, jestem z tobą myślami <3

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy Wy nawet teraz nie potraficie zamilknąć?! :/

      Usuń
    2. Przepraszam.
      Nie odzywałabym się, ale nienawidzę obłudy, jest bardzo nie na miejscu właśnie teraz.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  27. Dzieki serdeczne za ciarki jakie mnie przeszly..... pajaki w takim zblizeniu to troche za duzo na moje nerwy ;)

    OdpowiedzUsuń