niedziela, 12 marca 2017

Lustro.

Bylo to w czasach jeszcze przedslubnych. Przyjaznilismy sie z  wtedy z mlodym malzenstwem i to na tyle intensywnie, ze kiedy zapadla decyzja o naszym slubie, poprosilismy jego o swiadkowanie. Przygotowania szly pelna para, a w tamtych czasach nie bylo to wcale latwe. Przypominam, ze termin naszego slubu przypadl dokladnie na tydzien przed wprowadzeniem stanu wojennego, hulal kryzys i niczego praktycznie nie mozna bylo kupic. Tyle, ze dostalismy kartki na wodke "weselna", ktore wprawdzie wzielismy (bo sie nalezalo), ale zaraz je sprzedalismy, a chetnych nie brakowalo. My zas niepijacy i tak nie wyprawialismy hucznego wesela, poprzestawszy na uroczystym obiedzie dla najblizszych. Ale ja nie o tym...
W ktoryms momencie przyszly swiadek pyta, co bysmy chcieli w prezencie slubnym, bo on ma pomysla, ale sa przeszkody. Otoz jakis jego kuzyn czy inny pociotek para sie wyrobem luster w bardzo ozdobnych ramach i on by nam takie lustro u niego zamowil, tyle tylko, ze dla nich cena jest zaporowa i mogliby pokryc tylko czesc. Jesli sklonni bylibysmy dorzucic do pelnej kwoty, to on juz leci zamawiac. Lustro podobalo mi sie na tyle, ze bez wiekszych oporow zgodzilam sie. Juz nie pamietam dokladnie kwot, ale bylo cos ok. 15.000 od kazdego z nas, czyli lustro kosztowalo ok. 30.000. Nazywalo sie, ze kuzyn sprzedaje mu taniej po znajomosciach i pokrewienstwach, wiec i tak sie oplaca. Ja cieszylam sie z prezentu i ze ubilismy dobry interes.
Minelo kilka miesiecy, sytuacja polityczna troche sie uspokoila, a do sklepow zaczely naplywac rozne towary, w tym te luksusowe. Inflacja jednak posuwala sie dalej, wprawdzie juz nie tak szybko, ale wszystko drozalo. Ktoregos pieknego dnia wlocze sie po Piotrkowskiej, calkiem bez celu i ogladam sobie wystawy. W pewnej chwili wzrok moj pada na wystawe sklepu z jakimis takimi ozdobnikami do mieszkan, lampy, zyrandole i... lustra. I co ja widze? Dokladnie takie samo lustro, toczka w toczke, ta sama wielkosc, ten sam wzor ramy, tylko cena jakas inna. Przecieralam oczy ze zdumienia, ale nie chcialo byc inaczej: 13.000. W sklepie, czyli juz z narzutem!
Wrocilam do domu, opowiedzialam wszystko mezowi, nie chcial uwierzyc i przypuszczal, ze moze to tylko jakies podobne lustro, moze producent inny, bo nie wierzyl, ze ci ludzie mogli wyciac nam az tak gruby numer. Zaciagnelam go wiec do sklepu, zeby przekonal sie na wlasne oczy. Nie bylo watpliwosci, lustro bylo takie samo.
Pozniej zaczelismy sie zastanawiac, czy dac tym naszym znajomym do zrozumienia, ze nas zrobili w bambuko, bo nie dosc, ze jakby sami sobie to lustro kupilismy, to jeszcze drozej niz gdybysmy kupowali w sklepie. Czy stawiac na szale nasza dosc bliska znajomosc, czy moze dac spokoj i zapomniec o sprawie. Gniotlo to nas jednak od srodka, ze ktos potraktowal nas jak durniow i jeszcze na nas zarobil. Powiedzielismy im o tym. Nie spodziewalismy sie niczego innego, jak pelnego zaprzeczenia, niewiedzy, nawet wzburzenia na kuzyna, ktory skasowal tak duzo, ale nikt sie slowem nie zajaknal o oddaniu tej nadplaty.
Znajomosc nie przetrwala.






44 komentarze:

  1. Bardzo lubię takich gównozjadów.:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Az tak to nie. Ja mu nawet uwierzylam, ze o niczym nie wiedzial, co nie zmienia faktu, ze powinien wziac tego kuzyna za wlosy i wyrwac mu kase. :))

      Usuń
    2. To już lepiej. W takim razie, powinni przeprosić i oddać kasę, nawet jakby kuzyn nie chciał.

      Usuń
    3. Tego wlasnie oczekiwalam, ale nie doczekalam sie. :))

      Usuń
  2. Aż mnie zemdliło.
    Od takich fajfusów trzeba się trzymać z daleka. Mała strata krótki żal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz juz sie tylko z tego smiejemy, ale onego czasu bylam naprawde wsciekla. Bylo, minelo...

      Usuń
    2. cudowne działanie czasu

      kiedyś rzuciła mnie najlepsza przyjaciółka
      nie mam zielonego pojecia dlaczego
      nie reagowała na żadne próby kontaktu
      jednego jestem pewna - nie wcisnęłam jej żadnego lustra, nie poszło ani o kasę ani o chłopaka
      nigdy, nigdy nie zrozumiałam dlaczego

      na pczątku czułąm się strasznie, teraz już mnie to nie boli, ale ciekawa jestem - warum??

      Usuń
    3. Slynny brak komunikacji miedzyludzkiej. Ma sie jakies zale i pretensje, ale za zadne skarby nie puszcza sie na ten temat pary z ust, zeby cokolwiek wyjasnic.
      Olac takie przyjaznie, ktore nigdy de facto nimi nie byly.

      Usuń
  3. O matko, ale chamstwo...!
    Bardzo możliwe ,że oni nie wiedzieli, ale i tak w takim przypadku znajomość się kończy niestety, brak zaufania...
    Ale żeby tak młodych startujących w życie oszukiwać ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy akurat wiodlo nam sie finansowo znacznie lepiej niz teraz, wiec tez przelknelismy strate bez specjalnego zalu. Wiekszy zal byl, ze przyjaciele tak nas zawiedli.

      Usuń
  4. To ci historia!
    Niezły prezencik ślubny sobie sprawiliście. Masz rację, znajomy powinien zadziałać,ale wiesz,zawsze mogliby się tłumaczyć jednak tą inflacją itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak to? PO inflacji mialoby byc tansze niz PRZED? A bylo!

      Usuń
    2. jej,no tak, masz rację;)))))

      Usuń
  5. A my braliśmy ślub w czasie żałoby po niejakim panu Zawadzkim i z tego powodu nie zagrali nam w urzędzie Marsza Weselnego. O ile mnie skleroza nie myli, to w tych czasach prezenty ślubne głównie dawała rodzina,a przyjaciele to głównie kwiatki przynosili na ślub, ale nie w takich ilościach jak dziś. Poza tym wszyscy nasi znajomi raczej jeszcze studiowali a nie pracowali, więc też to wyglądało inaczej- nikt gotówką nie grzeszył. Wesela nie robiliśmy, bo byłam w tym czasie w żałobie. Mieliśmy dwa śluby jednego dnia, rano cywilny, o 18,00 kościelny, a o 21,00 mieliśmy pociąg do Zakopanego.
    Może się mylę, ale prezent, do którego obdarowywany ma się dokładać przestaje być prezentem.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My nawet rozumielismy potrzebe dorzucenia do prezentu, bo im sie znow tak bardzo dobrze nie powodzilo, a lustro podobalo nam sie. Ale chodzilo jedynie o dorzucenie, a nie przeplacenie. :)))

      Usuń
  6. Przykre sa takie rozczarowania a lustro z historia niemal kryminalna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czlowiek cale zycie zbiera doswiadczenia. Dlatego od dluzszego czasu niewiele uzywam okreslenia przyjaciel. Mam bardzo wielu dobrych i serdecznych znajomych, ale prawdziwych przyjaciol policze na palcach jednej reki.

      Usuń
  7. Takie oszustwa prędzej czy później wychodzą na jaw. I dobrze, na co Wam tacy znajomi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z nia swego czasu pracowalam, wiec sila rzeczy musialysmy sie widywac. Ale niedlugo trwalo, na szczescie. :))

      Usuń
  8. Nie no... Ludzie są pojebani jak radio z ryjem!

    OdpowiedzUsuń
  9. Z takimi "przyjaciólmi" wrogów juz nie potrzebujesz... Bardzo bym sie zdziwila, jesli po takim numerze znajomosc by przetrwala :). Zastraszajace jest, co czasami z ludzi wylazi przy blizszym poznaniu :(((.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak juz wyzej pisalam, ja mu nawet wierze, ze to sprawka kuzyna, a on o niczym nie wiedzial. Jednak powinien to odkrecic.

      Usuń
  10. Anusia, ja też przejechałam się po przyjaźni po bardzo wielu latach. Do dziś nie wiem o co chodzi, ale się domyślam. Olałam to dawno temu, chociaż czasem wraca, bo to jest siostra mojego męża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sa ludzie i taborety i wazne, zeby obcowac z tymi pierwszymi. :))

      Usuń
  11. Ciekawe co zobaczyliby patrząc w to lustro... Twarze czy ryje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dam patrzec w MOJE lustro, jeszcze by sie obraz pokrzywil. :)))

      Usuń
  12. Cóż, lustro przetrwało wszystkie Wasze przeprowadzki ... szkoda, że przyjaźń się tak trwała nie okazała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko bardzo lubie to lustro, ale w tym mieszkaniu nie mam na nie miejsca, wiec stoi sobie w katku w sypialni i nie bardzo wiem, co z nim dalej robic.

      Usuń
  13. Jako osoba znająca bardzo dobrze tamte realia, powiem Ci, że sprawa może wcale nie być taka prosta. Nie wiem, jak było z tym faktycznie i czy ktoś chciał sobie "zakombinować". Ale...
    Jak wspomniałaś, w tamtym momencie w sklepach nie było nic i dopiero po jakimś czasie sprawa zaczęła się stabilizować. Wprawdzie urzędowe ceny towarów były sztywne, ale niekoniecznie musiało to dotyczyć cen wyrobów rzemieślniczych w prywatnym obiegu. A, jak rozumiem, lustro było takim właśnie wyrobem. Być może zostało wyprodukowane jako przedmiot artystyczny i dlatego miało tę wysoką cenę. Później mogło zostać skierowane do seryjnej produkcji, zatem cena spadła. Skoro Wam się spodobało, wnoszę, że było warto coś takiego mieć. W tych pojebanych czasach zdarzało nam się kupować na tak zwanym czarnym rynku po wielokrotnie wyższych cenach, niż sklepowe. To nie miało zresztą żadnego znaczenia - pieniędzy było zawsze więcej, niźli dóbr. Stąd relatywizm cenowy, który był po prostu faktem. Zatem może wcale nie ma na co znowu tak bardzo się oburzać. A tak nawiasem, trochę przypomina mi to nagonkę na Wałęsę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze i tak bylo, moze nie.
      Ale odorek pozostal.

      Usuń
  14. No, lustro prawdę Ci powie ;)

    Jako ciekawostkę dodam, że mam lustro które ma 39 lat, oprawione jest w ramę, którą mi zrobił kolega szkolny zaraz po maturze. Jego ojciec miał zakład stolarski, a on ramę jako taką robił chyba pierwszy raz w życiu. Rama z dobrego drewna była zrobiona bo nie chyta jej ząb czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo kiedys to robiono wszystko nie na lata, ale na cale zycie, na pokolenia. Nie to, co teraz, panie - tylko do konca gwarancji. :)))

      Usuń
  15. Przyjaciel- to brzmi dumnie. Ale czasem okazuje się, że zwykła dupa i boli bardziej, bo właśnie przyjacielem go zwaliśmy ;{

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedys bardziej szafowalam okresleniem przyjaciel, dzisiaj jestem bardziej powsciagliwa. :))

      Usuń
  16. Zrobiłabym to samo co Wy, powiedziałabym o tym darczyńcom lustra. Na przyjaźni kogoś, kto mnie tak brzydko oszukał, z pewnością by mi nie zależało. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele wczesniejszych przyjazni poszlo sie bujac, widocznie nie byly tym, za co je bralismy.

      Usuń
  17. zrobiłam kilka bardzo podobnych transakcji , teraz je sobie przypomniałam i się wnerwiłam kapeczkę
    wieczorowo - Dośka Gryzmolinda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czlowiek sadzi innych wedlug siebie, co jest oczywista naiwnoscia i czasem ponosi tego bolesne konsekwencje.

      Usuń
  18. Uśmiałam się odrobinkę, bo to po czasie można opowiadać jak ponury dowcip. ;) Jednak wyobrażam sobie Wasze wzburzenie i złość. Też powiedziałabym o tym znajomym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My teraz tez sie z tego smiejemy, a co spojrzymy na lustro, mowimy, ze fajny prezent sobie kupilismy. ;))

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.