czwartek, 10 maja 2018

Park niedzwiedzi w Worbis.

Park powstal w roku 1996, ale jego historia siega znacznie dawniej, bo zaczelo sie w latach 50-tych ubieglego wieku od przytuliska dla zranionych lub porzuconych, osieroconych dzikich zwierzat w Kallmerode, przeniesionego pozniej do Worbis. Tam tez zaczeto przyjmowac wilki i niedzwiedzie oraz zajmowac sie ich hodowla i rozmnazaniem. Wtedy jednak warunki trzymania zwierzat dalekie byly od idealu i dopiero po zjednoczeniu Niemiec i dotacjach z zachodnich landow warunki zyjacych tam zwierzat ulegly ogromnej poprawie. Umieszczano w parku niedzwiedzie odebrane interwencyjnie z cyrkow i prywatnych hodowli. Obecnie to ludzie przechodza czyms w rodzaju klatek wzdluz duzych i wygodnych wybiegow dla niedzwiedzi i wilkow. Zwierzaki maja tam namiastke wolnosci i to do tego stopnia, ze czasem tak skutecznie chowaja sie przed wzrokiem zwiedzajacych, iz mozna przejsc trase nie spotkawszy ani jednego egzemplarza.
Nie tylko jednak niedzwiedziami i wilkami park zyje, jest tam wiele innych gatunkow. Zwiedzanie zaczyna sie od pawiloniku swiniakow morskich, pozniej zolwi.



Po drodze mija sie zaaranzowany ekologiczny ogrodek rolniczy.


Dalej jest wybieg dla koz i owiec, gdzie mozna wejsc i glaskac zwierzaki. Tamze jest rowniez golebnik.




Pozniej wkracza sie na jeszcze nieogrodzony teren niedzwiedzi, umowny, taki bardziej dydaktyczny, z wieloma tablicami pogladowymi, sciezkami do poszukiwania sladow dzikich bestii - taka zabawa dla dzieci i dopiero na samym koncu wchodzi sie do tunelu klatkowego. Wszedzie sa miejsca do posiedzenia, a nawet grillowania.






Mozna tez poprzygladac sie pracy mrowek.



A oto, co nam sie udalo zobaczyc i sfotografowac przez kraty.

Ten wlasnie wyszedl z kapieli, ale nie chcial ustawic sie en face


Ten spal w tunelu pod droga, ktora sie poruszalismy, widac bylo tylko leb


Spiacy smacznie bialy wilk


Nawet lezaca padlina nie zwabila zadnego drapiezcy

To mlody niedzwiedz, wiec przeniesli go na wiekszy wybieg, zeby mial sie gdzie wyhasac




Tego zas upolowalismy na innym wybiegu


Tu jeszcze dwa spiace wilki


Przysiedlismy na jednej z wielu lawek, zeby sie posilic wzietymi z domu kanapkami.



Potem slubnemu zachcialo sie kawy, wiec wstapilismy do kafejki z panoramicznymi oknami, skad rozciagal sie widok na wybiegi dla niedzwiedzi. Usiedlismy tam na kanapie stojacej przy oknie.



Zapamietajcie to miejsce, bo bedzie wazne w dalszym ciagu relacji. Poszlismy zwiedzac dalej, mijajac od drugiej strony wybieg dla koz i owiec, klatke z malpkami, ogromna woliere z papuzkami falistymi i ozdobny drob pasacy sie na trawnikach.














I to byl koniec trasy. Coz, spodziewalam sie czegos wiecej, czasu bylo jeszcze duzo i nie chcialo nam sie wracac do domu, wiec postanowilismy zjechac do miasta i poogladac, co tam maja ciekawego w tym Worbis.

Burek nie przepuscil zadnej fontannie



Ratusz w Worbis

Budynki klasztorne

Kosciol pw. sw. Mikolaja

I onze we wlasnej postaci

Tyly kosciola

W miescie sporo jest pomnikow niedzwiedzi

Kolejna fontanna

Spotkalismy po drodze moze cztery osoby, miasteczko wyglada jak wymarle

Ma za to duzo ciekow wodnych, kanalow, strumykow, mostkow

Podobal mi sie ten dom...

... i jego drzwi

Tym razem kapiel w kanale

Kosciol pw. sw. Antoniego




Kolejna rzezba niedzwiedzia, tym razem walczacego z bykiem

Ratusz od tylu


Wypasiona remizja strazacka ;)

Kiedy dobrnelismy do samochodu i juz mielismy ruszac w droge powrotna, szczesliwym zbiegiem okolicznosci zachcialo mi sie pic. Zaczelam szukac plecaka, w ktorym byla woda mineralna dla nas, woda dla Toyki, jej przegryzki i jakies tam drobiazgi. Plecaka nie bylo! Ani za siedzeniami, gdzie stac powinien, ani w bagazniku, ani nigdzie indziej. Zaczelismy analizowac, gdzie chlop mial go po raz ostatni i wypadlo na ten lokal, w ktorym pil kawe. Ja wyszlam stamtad z Toya pierwsza, on jeszcze oddawal do baru filizanke. A potem wyszedl, zostawiwszy plecak na kanapie, gdzie siedzielismy. Rada w rade udalismy sie z powrotem do parku niedzwiedziego, na szczescie kasjerka pamietala nas i Toye, wiec wpuscila mnie bez problemu. Musialam przejsc cala trase jeszcze raz, gnalam na zlamanie karku. I co powiecie? Plecak lezal dokladnie tam, gdzie go slubny zostawil, na kanapie. Dobrze, ze zachcialo mi sie w pore pic, bo nie wiem, co bysmy zrobili, gdyby okazalo sie dopiero w domu, ze zgubilismy ten nieszczesny plecak. Chlop sie odgrazal, ze nie pojechalby z powrotem, ciut ponad 50 km.
Zamordowac juz czy oszczedzic, bo moze sie jeszcze przyda?

EDIT W poniedzialek wieczorem Toyka zaczela plakac ropnymi lzami,  a bialka w oczach miala czerwone jak wsciekly byk, chyba jej ta kapiel w fontannie zaszkodzila. We wtorek poszlam z nia do ludozercy, ktory zdiagnozowal zapalenie spojowek. Teraz pracowicie zakraplamy oczka, zeby wyzdrowialy.









38 komentarzy:

  1. Biedna Toyeczka :(. Chlop moze sie jeszcze przydac, wiec oszczedz :). A poza tym, mordowanie jest strasznie meczace, a i pogrzeby nie takie tanie ;).
    Fajne to miasteczko, a najbardziej mi sie spodobala ta ideia klatkowego ogladania zwierza. To sie nazywa wlasciwe podejscie do dobrostanu zywizny!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby mnie zamkli w tiurmie, to jego pochowaliby na skarb panstwa, wiec nic by mnie nie kosztowalo. :)))
      Rzeczywiscie, takie zwiedzanie menazerii przezylam po raz pierwszy i jest to naprawde dziwne uczucie byc w klatce. Tyle tylko, ze zawsze zachodzi ryzyko, iz na wielkim wybiegu niedzwiedzia mozna w ogole nie zobaczyc. Zwlaszcza, ze wiekszosc dnia zwierzaki przesypiaja gdzies w krzaczorach.

      Usuń
  2. Biedne oczka!!!
    My kiedyś zostawiliśmy b cenny aparat. W Cochem w restauracji. Zobaczyliśmy to tydzień później. . Pojechałam bo z jakiegoś powodu nie mogłam zadzwonić. Chyba nie pamiętałam nazwy knajpy.
    I mieli ten aparat ))
    Półtorej godziny jazdy w jedną stronę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, po ceny aparat to jeszcze oplaca sie jechac taki kawal drogi, a po zwykly plecak z woda do picia i chrupkami dla psa to sie raczej nie karkuluje ;)

      Usuń
  3. Najbardziej rozczuliły mnie niedźwiadki i wilki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo tylko one maja tam namiastke wolnosci, no moze jeszcze kury i paw. Cala reszta towarzystwa siedzi jednak zamknieta, choc wybiegi sa odpowiednio duze, nawet te dla zolwi i prosiakow morskich. :))

      Usuń
  4. Kolejna fajna wyprawa:)
    Kiedy powiedziałaś, żeby zapamiętać zdjęcie, wróciłam do niego, żeby zobaczyć, czy w gąszczu nie kryje się jakiś nietypowy zwierzak, ale był tylko plecak, no i oczywiście Toya:)
    Nie morduj, przyda się :))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie warunkowo darowalam mu zycie, mam jeszcze czas w razie czego dobic. ;)))
      Obiekt jest dosc oryginalny, choc moglby byc wiekszy.

      Usuń
  5. Fajna wycieczka. Ciekawy sposób zwiedzania, jak patrzę czasem na ludzi w ZOO to mam wrażenie, że to oni powinni siedzieć w klatkach.
    Bardzo lubię małe miasta, a jak jeszcze ludzi mało to tym bardziej.
    Dobrze, że plecak się znalazł, u nas by raczej przepadł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, ze gdyby plecak wygladal na cenniejszy, to tez moze by go juz nie bylo. Nie zeby byl jakis lumpiarski czy cus, jest prawie nowy i rzadko uzywany, ale chyba nie wygladal jednak na wypasiona zawartosc. :)))

      Usuń
  6. Ojejujeju ..... te biedne oczka takie czerwone i zaropiałe .....Oby szybko wyzdrowiały ♥
    A ze ślubnym - no nie wiem, zabijać moze szkoda, trzeba pilnować jak dzieciaka ;)
    Takie ogrody mogą być, zwierzęta zaopiekowane, mają dużo miejsca, a często była to jedyna alternatywa po jakichś traumatycznych przejściach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lidia, Ty akurat mozesz, wiec poczytaj sobie: https://www.baer.de/projekte/alternativer-baerenpark-worbis
      Tam zwierzaki dozywaja swoich dni w pewnym luksusie. Kazde ma nadane imie, jest tablica pamiatkowa tych, ktore odeszly. Niestety jak wszedzie park boryka sie z finansami i zawsze bardzo prosza o wsparcie.

      Usuń
  7. Taki park dla zwierzat podoba mi sie, fajna, taka swojska ta czesc z ogrodkiem, domki, owce, wokol zielen, jest gdzie usiasc, mozna spedzic dzien w naturze i jeszcze zobaczyc tyle ciekawych zwierzat. Moc nowych wrazen dla Toyki, dobrze wychowana moze odwiedzac takie ciekawe miejsca, szkoda ze sie rozchorowala z oczkami.
    A zapomniany plecach, no nabilas troche wiecej km ale przeciez ruch to zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niby tak, ale kiedy kopytkowalam po plecak, upal byl niemozliwy, wiec sie tylko straszliwie spocilam. I po co mi to bylo? :)))
      Toyka czula wechowo te wszystkie dzikie zwierzeta, byla niespokojna, bo ich nie widziala, a zapachy byly calkiem nieznane.
      Ciesze sie, ze w Niemczech prawie wszedzie mozna wchodzic z psem (odplatnie wprawdzie) i przedtem Kira, a teraz Toya moga z nami wszedzie jezdzic.

      Usuń
  8. Biedna Toyka.Jak kto nie nawykły, tak jak my, kobiety, do ciągłego noszenia "czegoś" to nic dziwnego, że plecaczek zostawił.Poza tym zbyt wcześnie pomyślałaś, że skoro masz dorosłe córki i już wnuczęta, to możesz sobie odpuścić "ogarnianie całości",bo o ile dzieciaki kiedyś wreszcie dorastają i nie musisz ciągle nad nimi czuwać, to spora część facetów nigdy nie wyrasta z krótkich spodenek.I zawsze trzeba im coś przypominać: "wez lekarstwo", a zabrałeś? a schowałeś?, a napisałeś?, a zrobiłeś przelew? Co dziwniejsze, nigdy nie zapominaj a o tym co im sprawia frajdę.
    Właściwie w każdym zwierzyńcu nie bardzo wiadomo kto widzem a kto obserwatorem jest, a w takim jak ten zwłaszcza.Takie bardzo nowoczesne ogrody zoologiczne są zorganizowane na zasadzie "safari"- widz jest wożony po terenie, zwierzaki widzi tylko z daleka, a czasem wcale. Z bliska to sobie je może obejrzeć na filmie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anabell, no jakbys opisywala mojego, jakbys go znala od urodzenia. Wczoraj pojechal po zakupy, wraca i nagle zdziwiony pyta: to jutro jest dzien wolny? Jakbym przez ostatnie dni nie mowila po sto razy, ze przyjda dzieci na dzien ojca, ktory od poczatku swiata jest dniem wolnym. Zrobilam tiramisu dla nich, tez mu to nie dalo do myslenia. Mowilam o swoim dniu wolnym, nie dotarlo. Tak sie zdziwil, ze musial jeszcze raz jechac dokupic pieczywo. :/

      Usuń
    2. No popatrz, zupełnie jak mój. Jak mu nie napiszę czarno na białym rozpiski na cały tydzień to chłopina nie wie na jakim świecie żyje.
      Doszłam do wniosku, że mniej się będę wściekać gdy mu zrobię rozpiskę niż gdy muszę wciąż coś powtarzać. Facetom się wydaje, że my do nich mówimy dla przyjemności samego mówienia, więc zwyczajnie nie słuchają tego, co do nich mówimy.

      Usuń
    3. Zebys wiedziala! Oni moze nawet slysza, ze sie do nich mowi, ale nie sluchaja, a nawet jesli sluchaja, to nie rozumieja ani w zab i natentychmiast zapominaja, bo uznaja za malo wazne. :))

      Usuń
  9. Zdrowia dla Toyki!
    Wzruszyły mnie spiace wilki...uważam za bardzo potrzebna taka inicjatywę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z oczkami jest z dnia na dzien lepiej. :)

      Usuń
  10. Ten "onże" to św Nepomucen https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Nepomucen

    We w naszym zoo jest dzieciniec, gdzie kozy wchodzą na głowy, jeśli masz przy sobie coś jadalnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to dlaczego onze Nepomucen stoi przed kosciolem Mikolaja? :))) A wlasciwie za kosciolem.

      Usuń
    2. Bo Nepomuki bardzo często stoją w pobliżu kościołów :)

      Usuń
    3. Nie przygladalam sie rzezbie blizej, wyszlam z zalozenia, ze to patron kosciola. Ale masz racje, bardziej pasuje wygladem do Nepomucena niz Mikolaja. :)

      Usuń
  11. Bardzo mi sie tam podoba.
    A co do rzeczy zostawionych/zapomnianych to kiedys zostawilam torebke zawieszona na oparciu krzesla w bardzo ruchliwej knajpie w czasie lunchu. Przypomnialam sobie jakies 20-30 minut pozniej i jak zwariowana lecialam biegiem z dusza na ramieniu bo w torebce bylo ponad 3 000 dolarow w gotowce, ktore to mialam wplacic do banku.
    Wpadlam spocona jak mysz koscielna, ktos juz siedzial na tym krzesle ale torebka ciagle wisiala i zawartosc nie ruszona.
    Normalnie o malo nie zemdlalam ze szczescia. Mysle, ze glownie uratowal mnie fakt, ze torebka miala bardzo dlugi pasek i dzieki temu wisiala tak nisko, ze nie rzucala sie w oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boszsz, przy torebce to bym niechybnie zeszla na zawal. Inna rzecz, ze torebki nie zdarzylo mi sie nigdy zostawic, zawsze bardzo jej pilnuje. Zreszta to nie ja zostawilam dobytek, a slubny. :)))

      Usuń
    2. Ja tez raczej nigdy nic nie zostawiam, nie gubie.
      Ale torebke to raz wlasnie z ta gotowka a drugi raz z paszportami i rowniez gotowka;)
      Jechalismy od Tatka z Buffalo do Toronto do znajomych i przed wyjazdem postanowilismy zatrzymac sie doslownie kilkadziesiat metrow od Tatka na pizze, zeby na glodniaka nie jechac.
      No i zjedlismy, odjechalismy i nagle "kurwa moja torebka zostala w knajpie"!!! Dokladnie tak samo ja poprzednio przewieszona przez oparcie krzesla. Obrot, gaz i powrot... znow na szczescie byla na miejscu tak jak ja zostawilam.
      Teraz tylko plecaki, male, plaskie wiec nie przeszkadzaja jak siedze gdzies na krotko, bo na dluzsze posiedzenia to jednak trzeba zdjac.
      Ale tez najczesciej to Wspanialy jest odpowiedzialny tak za gotowke jak i dokumenty.
      Moze to juz skleroza?:)))

      Usuń
    3. Ja nawet parasolek i rekawiczek nie gubie. :))) A torebke w lokalach albo trzymam na kolanach, albo na krzesle obok, jesli wolne. Nigdy nie przewieszam przez oparcie.

      Usuń
    4. Hi, hi, mam ten problem z glowy, bo torebke uzywam moze raz na rok. Wszystko upycham po kieczeniach :).

      Usuń
    5. Musialabym miec naszyte te kieszenie na calym ubraniu, od gory do dolu, zeby zmiescic te pol gospodarstwa domowego, ktore zawsze ze soba targam. :)))

      Usuń
  12. Fajnie, mnie sie spodobalo, pewnie zwiedzilibysmy kosciol wewnatrz. Fajnie , ze plecak czekal. Chlopa nie katrupic, a Toyeczke uciumkac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze zwiedzaniem kosciolow razem z Toyka to raczej trudno, zawsze chlop musialby czekac z nia na zewnatrz A kiedy ona traci mnie z oczu, zawsze jest teatr. :)))

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Czasem mam jakis impuls, zeby wlezc do srodka, ale rzadko. Wiadomo :)))

      Usuń
  14. Z zachwytem oglądam zdjęcia raz po raz. Piękną mieliście wycieczkę. Dobrze, że ten plecak jednak się znalazł. Ja bym oszczędziła, jeszcze się przyda. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsza wscieklizna mi juz przeszla, darowalam zycie. ;)

      Usuń
  15. bardzo potrzebne miejsce...jedni ludzie pomagają i współodczuwaja ten los i chronia przed innymi... a to Twoje miejsce swietnie urządzone widze a Toi zdrówka zazyczam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toyka ma juz prawie normalne oczka, ale nadal zakraplamy, bo ludozerca kazal przez tydzien, bez sugerowania sie poprawa ich stanu.

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.