poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Wreszcie!

Wreszcie zainaugurowalam w sobote sezon rowerowy. I ledwie zyje...
To byla typowo jazda probna, podczas ktorej zbieralam doswiadczenia, co do techniki jazdy na swiezo zmontowanym przez meza rowerze. Tak zmontowal, ze mi sie kierownica ruszala i podczas hamowania opuszczala w dol. Poza tym siodelko bylo za wysoko, choc w domu niby sie przymierzalam. Ale co innego teoria, a co innego okazalo sie w praktyce. Musi byc nieco nizej, bo mam problemy z ruszaniem z miejsca, a nie umiem wsiadac z pedala. Siedzenie upija mnie w tylek, choc przeciez nie jest on w zadnej mierze koscisty. Chyba zanabede sobie zelowa poduszeczke.
Poza tym jezdzi sie niezle, no chyba ze droga wiedzie pod chocby najmniejsza gorke. Nawet na pierwszym biegu slabo daje rade, ale to kwestia wytrenowania, wiec pewnie z czasem sie poprawi. W koncu mialam kilkuletnia przerwe w kolarstwie, kiedy skradziono mi poprzedni rower. Czasem wsiadalam na silowni na rower stacjonarny, ale to wszystko za malo. Obawiam sie, ze jutro-pojutrze bede miala problemy ze wstaniem z lozka z powodu zakwasow lydek i tylka. Zobaczymy.
Przy okazji nie pomyslalam, zeby wziac ze soba cos do picia, wiec skrocilam wycieczke, zeby jak najszybciej znalezc sie w domu i dobrac do butelki z woda mineralna.  Zreszta jak na jazde probna te niespelna 10 km wystarczy.



Zahaczylam o Kiessee, gdzie drob zdecydowanie postawil na przemieszczanie sie parami. Pewnie niedlugo zaczna prowadzac mlode.  W drodze powrotnej ze zdziwieniem zauwazylam, ze juz zaczyna kwitnac rzepak. Pole jeszcze zielonkawe, ale w krotkim czasie wybuchnie soczysta zolcia.






Ten sam kwiatek rzepaku z roznej perspektywy (mozna powiekszyc kliknieciem)



W czasie, kiedy zajeta bylam fotografowaniem, moj osiolek (oczywiscie czarny jak dusza moja i nastroj w ostatnich dniach) stal cierpliwie, czasem tylko od niechcenia skubiac trawe. Glodny przeciez nie mogl byc, zostal w domu szczodrze naoliwiony.


Po powrocie do domu przespalam sie godzinke, a po poludniu zaliczylam nastepny 10-kilometrowy spacer, tym razem na piechote. Wysilek fizyczny pomaga mi nie myslec bez przerwy o problemach, a poza tym ulatwia spanie w nocy, z czym mialam ostatnio dosc powazne klopoty.

 Jeszcze wazna wiadomosc dla uzytkownikow bloggera. Przeczytajcie koniecznie post Miry, ktorej przydarzylo sie male nieszczescie, jej blog zostal zhakowany. Podawajcie te wiadomosc dalej na wlasnych blogach, im wiecej osob sie o tym dowie, tym lepiej. To moze spotkac kazdego z nas!





88 komentarzy:

  1. Solidny wysiłek fizyczny dział cuda. Oby tak było i w Twoim przypadku. Trzymaj się.***
    Szkoda, że ja nie umiem jeździć na rowerze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie gadaj! Niemozliwe!!! Mysle, ze powinnas nadrobic zaleglosci i sie nauczyc, bo to cudowny sposob spedzania wolnego czasu. Laczysz wysilek fizyczny z doznaniami estetycznymi, zwiedzajac okolice. :)

      Usuń
  2. Pewnie ze to do wytrenowania jest. Jak porownalam wyniki biegania z tamtego roku o tej samej porze to sa o wiele lepsze, choc wydaje mi sie zem slabsza znacznie. Rowerek masz przesliczny, ale doopsko to Cie bedzie bedzie bolalo, oj! I to nie od zakwasow, jak podejrzewam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W swojej naiwnosci myslalam, ze skoro tak duzo chodze, to mam silne nogi. Ale na zadyszke papierochowa to juz mi nic nie pomoze... Dzisiaj jeszcze (juz?) tylek mnie nie boli, z zakwasami tez nienajgorzej. Bedzie dobrze! :)

      Usuń
    2. Pantero, kiedyś czytałam w instrukcji do rowera, że może wystąpić "bolesność od siodła"
      No i wystąpiła :))) Po paru wycieczkach Ci przejdzie. Przy takim siodełku jak masz żelowa nakładka nie jest potrzebna.
      Może mnie zmotywuje Twój wpis, bo kiedyś potrafiłam przejechać nawet 100 km dziennie, ale to było kiedyś... :(

      Usuń
    3. No coz, lekka "bolesnosc od siodla" daje sie zauwazyc, ale bywalo gorzej, wiec nie ma sie czym przejmowac, przejdzie.
      O rany, az mnie zatchnelo! 100 km dziennie? Tos Ty jest profi pelnom gembom, Iza! W tydzien moze dalabym rade tyle przejechac. :)

      Usuń
    4. Jeździłam (amatorsko!) na wycieczki rowerowe po różnych krajach no i oczywiście po naszym pięknym kraju.
      Formę wtedy miałam taką, że niektórzy faceci wymiękali, to cudne uczucie widzieć, jak facet zostaje w tyle... :)
      Ale to już HISTORIA :(

      Usuń
    5. Chapeaus bas, Iza! Ja juz na pewno nie porwe sie na takie dystanse, nie w moim wieku. :)

      Usuń
    6. Ja też :)
      Też się nie porwę i też już nie w tym wieku :)))

      Usuń
    7. Albo sie tak dobrze trzymasz na tym zdjeciu, albo zalewasz z tym swoim wiekiem. :)

      Usuń
    8. Eee, zgrabne ujęcie i tyle :)

      Usuń
    9. Akurat, mam zrobić selfie?
      :)))

      Usuń
    10. Przeciez juz Cie widze na zdjeciu. :)

      Usuń
    11. Tu nie ma nic do smiania! Tylko pozazdroscic urody. :)

      Usuń
  3. Cieszę się po wpisie wyłania się dawna Pantera.Wysiłek fizyczny dobrze wpływa na zbolałą duszę. U mnie nici z rowerka dopiero co wygrzebałam się ze złamania nogi.może kiedyś.Gosia z Wrocławia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie od razu Krakow zbudowano, wiec i Ty z czasem dosiadziesz stalowego osiolka, a potem juz z gorki. :)

      Usuń
    2. Siodełko powinno być tak ustawione , że gdy będziesz naciskała na pedały , to musisz mieć wyprostowane nogi . Nie powinny być zgięte , bo wtedy szybko te nogi cię zabolą , no i pracują zupełnie inne mięśnie . Złą metodą jest ustawione siodełko tak , że sięgasz ziemi ...Ja jak wybieram się na przejazd rowerem , to planuję przynajmniej 30-50 km i przy szybkości 16-18 km. na godzinę spokojnie sobie jadę . Do picia zabieram wodę z cytryną , odrobiną soli i cukru , żadnych kanapek . Pozdrawiam i radzę jak najwięcej jeździć ...kup licznik rowerowy na którym widać z jaką prędkością jedziesz , to bardzo pomaga utrzymać odpowiedni rytm jazdy ...
      Andrea Calabrone

      Usuń
    3. Ale ja MUSZE dotykac ziemi z siodelka! Inaczej nie wsiade, jak pokazala praktyka, tak mam i juz. :)
      No i nie od razu Krakow zbudowano, Andrea, powolutku bede sie wdrazac. Najgorsze dla mnie sa te pagorki, pod ktore trza sie wspinac, a teren mamy niestety pagorkowaty. Nie trace jednak nadziei, ze w koncu ogarne to wszystko i jazda nie bedzie mi sprawiala takich trudnosci. Cwiczenie czyni miszcza przeciez, co nie? :)))

      Usuń
    4. Andrea Calabrone
      Przecież masz z prawej strony sterowanie biegami ...jak pod górę , to na na jedynkę ...jak w samochodzie ...Jeżeli musisz nogami sięgać ziemi , to zwróć uwagę , że nie wykorzystujesz odpowiednio nacisku na pedały nogami , bo masz je zgięte ....trenuj , to cie zabiorę na daleki przejazd ...kiedyś ...może ...

      Usuń
    5. Rower cud, szyk i elegancja.
      W miare jezdzenia znajdziesz odpowiednia wysokosc siodelka i odleglosc jego od kierownicy. Zelek na siodeko koniecznie, choc masz siodelko szerokie.
      Podziwiam te 10 km za pierwszym razem. Ja przez tydzien robilam rundke 7 km ale zwiekszalam szybkosc. Rutynowa rundka pozwolila mi sie skupic na wlasnej pracy nog i obserwowac jak sie rower zachowuje pod moja wodza. Kierownica tez mi raz opadla bo sie zbytnio unioslam... na nogach pod gorke i naciskalam na kierownice. Dokrecania rozne Cie czekaja zanim sie rower ulozy. Dobrze po sezonie letnim dac go do sprawdzenia 'specjaliscie' z odpowiednim kluczem. To normalne przy nowym rowerze.
      No to, cieplego wiatru we wlosach i w plecy!

      Usuń
    6. Andrea, toz przeciez wiem, ze mam biegi i nawet z nich korzystam, ale nawet na tej jedynce trudno mi bylo wjechac pod gorke. Kondycji nie mam za grosz, a nogi slabe mimo codziennych wedrowek.
      Zeby Tobie dorownac, musze jeszcze troche potrenowac... :)

      Usuń
    7. Echo, ja bym nawet dalej pojechala, oczywiscie z zatrzymankami na odetchniecie. Tylko brak wody sklonil mnie do przerwania wycieczki. Goopia sprawa, zapomnialam, a na przyszlosc bede uwazac. :)

      Usuń
  4. Ja za bardzo sportowa to nie jestem, ale rower uwielbiam.....:)Fajne zdjecia:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najbardziej lubie wedrowac, szczegolnie z Kira. Na rower psina sie juz nie nadaje, pikawka by jej wysiadla od dlugodystansowego biegania, bo w tym roku skonczy 9 lat. :)

      Usuń
  5. Świetnie, ze jeździsz Aniu! Masz gdzie (widoki i zdjecia przepiekne!). Tez za rowerowymi przejazdżkami tęsknię a tak się porobiło, ze od dwóch lat nie mam kiedy na rower wsiąść. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pojeżdżę.
    Uściski serdeczne z mokrego i zminego Podkarpacia!:-))***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedys jezdzilam czesto i regularnie, pozniej mi tego osiolka ukradli i zawsze bylo cos wazniejszego do kupienia. Teraz musze praktycznie zaczynac od nowa, bo niby umiejetnosci jazdy na rowerze i plywania sie nie zapomina, ale z wprawy czlowiek calkiem wyszedl i czasem zdarza mi sie jezdzic wezykiem. ;)
      U nas wiosna rozpanoszyla sie w najlepsze, ale i do Was na Podkarpacie w koncu dotrze.
      Buziaki :***

      Usuń
  6. Gratulacje,
    że znowu polubiłaś rower, będę miała wreszcie prawdziwą koleżankę, która używa roweru często :-)
    Ja bez roweru nie potrafię już nic robić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na rowerze to ja zawsze lubilam jezdzic, ale dlugi czas go nie mialam, az do teraz. Ale z koniecznosci rower traktuje jedynie relaksowo, a obejsc nie moge sie bez auta. :)

      Usuń
  7. O jak ja dawno nie jeździłam na rowerze. Przez to mimowolnie stałam się tą utyskującą na wszędobylskich i często zupełnie niewychowanych rowerzystów w mieście. Ale to długa historia. Cieszę się, że jeździsz, dotlenisz się, przewietrzysz. I na prawdę już rzepak kwitnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cale szczescie, ze nie musze jezdzic po miescie, zwlaszcza ze ruch rowerowy jest u nas bardzo wielki i niektorzy jezdza naprawde po wariacku. Mam swoje pola, gdzie jestem sama.
      Sama widzisz, ze rzepak juz zaczyna kwitnac, to sa oryginalne kwiatuszki.

      Usuń
  8. Podziwiam Cie Aniu, nie lubię roweru wolę dreptać .Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez wole lazic, chocby z tego powodu, ze moge z Kirunia, a do roweru musialabym kupic dla niej przyczepke, bo przeciez nie kaze starszej pani latac za rowerem. :))

      Usuń
  9. Super, że pierwsze koty rowerowe za płoty ;) Żelowe siodełko na pewno jazdę uprzyjemni, a reszta się zapewne dotrze w uzytkowaniu.
    Mój rower jeszcze w piwnicy stoi, trzeba będzie go niedługo wyciągnąć spod sterty różnych "przydasi" i sezon rozpocząć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zeby nie wyciagac roweru spod sterty, kupie sobie stojak, zeby rower mogl w zimie wisiec, a nie stac na oponkach, bo sie psujo. :)))

      Usuń
  10. Aniu dobrze , ze jexdzisz a wprawe nabierzesz . Tylko spokojnie , nie przeforsuj się. Na początku sezonu zawsze bolą mnie 4 litery bardziej a później już nie tak. Chociaż ważne by siodło było dobre.
    Piękne zdjecia, zachwycam sie wciąż
    Co do chińszczyzny na blogach właśnie przedwczoraj chciałam wejść na archiwalny blog koleżanki blogowej a tam chińszczyzna- google. Po przeczytaniu-Miry- napisałam do kol. żeby sprawdziła.
    .Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze dobrze wiedziec o szybkiej mozliwosci pozbycia sie chinszczyzny z zycia, zamiast tracic czas na wpadanie w panike.
      Myslalam, ze tylek bedzie mnie bardziej bolal, widocznie siodelko jest lepsze, niz mi sie wydawalo. :))

      Usuń
  11. Bardzo się cieszę, że wysiłek fizyczny Ci pomaga! :))) Jednak co ruch, to ruch :)
    Jak tyle lat nie jeździłaś to tyłek może Cię boleć. Mnie po zimie boli jak wsiądę na rower. Później się przwyczaja, więc może jeszcze poczekaj z tą nakładką :)
    Pozdrawiam Cię ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobacze, jak sie to jezdzenie dalej rozwinie i co moj zadek na to. Po dwoch dniach nie mam zakwasow, wiec chyba juz nie bedzie mnie bolalo. Myslalam, ze bedzie gorzej, widac to chodzenie sporo mi pomoglo. :)

      Usuń
    2. Wczoraj byłam na godzinnym spacerze i myślałam o Tobie, że Ty tak często, a ja prawie wcale w ostatnim czasie. :( trzeba to zmienić! :)

      Usuń
    3. A czy myslisz, ze gdyby nie Kira, to ja bym tak chetnie lazila, zamiast odpoczywac? :)))

      Usuń
    4. Pies to dobry motywator :)

      Usuń
  12. Tak się przejęłam tym atakiem i zamieszczaniem ostrzeżenia na moim blogu, że zapomniałam, co chciałam Ci napisać w pierwszej wersji komentarza. Ech....
    No dobra- żelowa nakładka na siodełko jest dobra. Mam taką na stacjonarnym, bo inaczej odbiłabym sobie kości w....
    Masz bardzo fajny rower, chyba kupię sobie nowy, bo mój stary całkiem zaruściał:):):):):)Nabrałam ochoty na takie wycieczki. Tylko, że u nas wszędzie pod górkę:) i będzie większy kwas w nogach.
    10 kilometrów na pierwszy rzut, to całkiem przyzwoity wynik, a zdjęcia już mocno wiosenne:) U nas pola dopiero nieśmiało zazieleniły się, ale idzie ciepełko, to pewnie nadgonią:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze Ty masz koscisty zadek, ja wprost naprzeciwko, wiec ten moj tluszczyk powinien mi za poduszeczke sluzyc. Sie zobaczy i sie ewentualnie kupi albo i nie. Najwazniejsze mam, lancuchy do zapinania i koszyczek na drobiazgi. Kocham tego mojego osiolka i nie moge przestac sie nim zachwycac. Glaszcze i gadam do niego. ;)))
      A rzepak mnie sama zaskoczyl, ze tak wczesnie zakwitl. No ale zimy nie bylo, wiec co sie dziwic.

      Usuń
    2. Zaruściał :))) - Jaskółko, u Ciebie zawsze znajdę jakieś słowa, które używane były przez moją babcię i w ogóle w moim domu rodzinnym i czasem zapomniane przeze mnie :))
      Na zieleniaku widziałam dzisiaj kluczyki - ciekawe, czy sprzedawczyni zrozumiałaby mnie, gdybym o nie poprosiła ;)

      Usuń
    3. Pantero:) Zadek to ja mam bardziej taki no... na pewno nie kościsty:) A na stacjonarnym jest siodełko bez sprężyn i można siniaków na zadeczku się nabawić. Rower ma jednak pod siodełkiem sprężyny. Żelowa nakładka na stacjonarnym ratuje resztki mojej ochoty do kręcenia na nim.

      Lidio- te słowa tak jakoś same się pchają. Dlaczego by ich nie używać, skoro dodają kolorytu wypowiedzi? Kluczyki w moim ogrodzie są w pełni rozkwitu. Ta nazwa też bardziej mi się podoba niż pierwiosnek czy prymulka. Spróbuj zapytać, sama jestem ciekawa czy wiedzą:)

      Usuń
    4. Pierwsze slysze o kluczykach, to chyba jakis regionalizm, bo u nas w lodzkiem byli jeno prymulki albo pierwiosnki.
      A zaruscial to zardzewial? Tez tego nie znalam. :)

      Usuń
    5. Zaruściały to jest stopień gorzej od zardzewiały. Zaruściały to już takie przerdzewiałe, że się sypie.
      Kluczyk jest regionalną nazwą pierwiosnka. Tu w cieszyńskim i na Śląsku mówi się kluczyki zwłaszcza na te żółte pierwiosnki. One rosną także dziko na brzegach jarów i w sadach..

      Usuń
    6. U mnie na blogu, na samej górze, masz zdjęcie właśnie takich kluczyków-półdzikusów :)

      Usuń
    7. Dzieki, Jaskolko. Niemniej pierwiosnek bardziej mi sie podoba od kluczyka. Kluczyk to kluczyk i sluzy do otwierania, a nie do pachnienia. :)))
      A zaruscialy musi pochodzic z niemieckiego, gdzie rdza to rost. Potem nieco spolszczono i wyszlo zrusczenie. Odkad zyje w Niemczech, odkrylam juz tyle polskich slow, ktore sa stad. ;)

      Usuń
  13. No popatrz, my to jednak mamy wiele wspólnego. Całkiem niedawno, również w związku z rowerem, zakrzyknęłam w pełni szczęścia "Nareszcie!".
    Tak dokładnie, to nareszcie się go pozbyłam, po latach bezproduktywnego trzymania go w piwnicy i przestał mi ją zagracać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A idz, Frau Be! Gdybym ja miala rower, to bym na nim jezdzila, a nie pozwalala mu rdzewiec w wilgotnej piwnicy. Jestes kobieta bez serca dla stalowych osiolkow! :)

      Usuń
    2. Nie wiem, czy zardzewiał, czy nie. W piwnicy próżno by szukać kropli wilgoci. Ważne, że nareszcie nie mam tego zawalidrogi! Niby do czego miałoby mi się przydać coś tak niewygodnego, od czego dostaje się garba, hemoroidów i pierdolca od bolącej dupy?!

      Usuń
    3. Leniwcu! Marudo!!! Rower jest fajny, bo jest i juz!

      Usuń
    4. O to to, leniwcu i marudo ;))
      Rower fajny jest i czasem się przydaje :)

      Usuń
    5. W ogole ruch jest fajny, nie tylko na rowerze. :)

      Usuń
    6. Moje drogie Panie!
      Wszelka wzmożona aktywność powoduje gromadzenie się kwasu mlekowego, wyczerpanie zasobów odżywczych we krwi, obniżenie poziomu nawodnienia i szereg innych zmian chemicznych, które wytrącają organizm ze stanu właściwej równowagi. A mnie nade wszystko równowaga miła :)

      Usuń
    7. Droga Frau Be, pieprzycie jak jaki goopek! Rownowaga to wlasnie ruch, no a kiedy sie NIC nie robi, to ruch potem powoduje zakwasy. Trza leguralnie swiczyc, a nie stosowac takie wymowki. :)

      Usuń
    8. A po jaki *&%$&* coś w ogóle ćwiczyć?! Mało to człowiek dostaje w dupę na co dzień?

      Usuń
    9. No wlasnie po tych wszystkich ciosach w siedzenie, trzeba upuscic zla energie cwiczac, chodzac albo jezdzac na rowerze.
      Albo uprawiajac sex. :)

      Usuń
    10. A, tak mi mów! Seks to nie to samo, co podnoszenie ciężarów w postaci siat z zakupami, zapierdzielanie po 10 km dziennie piechotą - do pracy, z pracy i po mieście czy wyrabianie garba i hemoroidów na kupie złomu z dwoma kołami!
      Nie wiem, jak to jest. Mówi się, że wysiłek fizyczny powoduje wydzielanie endorfin, człowiek lepiej się czuje i ma dobry humor. Niektórzy podobno nawet potrafią się uzależnić od ćwiczeń czy tam czegoś w tym guście. A ja na sobie obserwuję całkowitą odwrotność. Gdy mam czas, nic mnie nie goni, jestem wyspana, wypoczęta (biernie, podkreślam, bo "wypoczynek czynny" to nie wypoczynek, tylko dalsze męczenie się), to ustępują wszelkie dolegliwości i chimery, odzyskuję wyśmienity humor i nawet nasza dobra znajoma na literę "D" zdaje się odchodzić w niebyt. Natomiast zmuszanie się do jazdy na rowerze, chodzenia po górach czy tym podobnych wyzwala we mnie - w miejsce domniemanych endorfin - pokłady wściekłości. Im bardziej się zmęczę, tym bardziej jestem wściekła, ba - wkurwiona do białości, do piany na ustach! - do tego stopnia, że nie ręczę za siebie, za to, co mówię i za to, co robię. Podejrzewam, że gdyby ktoś zmuszał mnie np. do chodzenia po górach przez kolejne kilka dni, popełniłabym zbrodnię w afekcie ze szczególnym okrucieństwem.

      Usuń
    11. Po gorach? A bronbosz! Ale lazenie po plaskim to radocha. Psa se spraw, bedziesz musiala chodzic i moze poznasz uroki wloczegi. :) Z tymi endorfinami to prawda i D wynosi sie na krotko na emigracje. Ja, wojt Ci to mowie! :))))

      Usuń
    12. Przecież %^*&^%$#@ mać łażę codziennie te 10 km. Mało mi?! I po co więcej - żebym była jeszcze bardziej wściekła?

      Usuń
    13. No to co gadasz, ze nie lubisz sie ruszac? Przeciez sie ruszasz! :))))))))))))

      Usuń
    14. No dobrze, ruszam się, ALE NIE LUBIĘ!!!!!!!!

      Usuń
  14. Jazda na rowerze po dłuższej przerwie zawsze na początku jest dotkliwie odczuwana w tyłku i mięśniach łydek.
    Nie zrażaj się, 10 km na początek do sporo. Na pewno za każdym razem będzie lepiej.
    A poza tym takie wycieczki rowerowe dostarczają wielu pięknych wrażeń i doładowują akumulatorki.
    Nie mówiąc już o tym, że dzięki nim łatwo oderwać myśli od tematów bardzo trudnych, tak jak Ty to zauważyłaś. No i zmęczone ciało łatwiej odpoczywa.
    Uściski!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Odkad ze wzmozona sila wlocze sie jak nie na nogach, to na pedalach, spie znacznie lepiej i lepiej sie czuje. A czy 10 km to sporo? Chyba nie w kwestii roweru, ja tyle robie na spacerkach. :)

      Usuń
  15. na rowerze niestety nie mogę
    ale tak sie wczoraj po górkch schodziłam że I łydki i poślady bolą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego wlasnie gorek nie lubie, powinnam mieszkac nad morzem, tam jest zupelnie plasko. Juz te moje miejskie wzniesienia daja mi popalic. No i moje zasmolone pluca tez mi nie pomagaja w wysilkach. :)))

      Usuń
  16. Piękny ten Twój rower, że się tak powtórzę i okoliczności przyrody również :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mi sie podoba i to bardzo-bardzo. Dlugo szukalam az wreszcie znalazlam taki, jaki sobie wymarzylam. I jeszcze byl przeceniony! :)

      Usuń
  17. Mnie z rowerem trochę nie po drodze :) Uczyłam się jeździć przez jeden dzień, na rowerze pożyczonym od koleżanki,tzn. ona mnie uczyła. Miałam wtedy jakieś 13 lat, a potem jeździłam może jeszcze kilka razy... I jakoś nigdy nie miałam własnego roweru. Za to mąż i dzieci śmigają równo, syn nawet próbował wyczynowej jazdy na BMX-ie, ale potem przeszedł na longboard :) A ja, cóż; na piechotę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ninus, przy takiej rowerowej rodzinie powinnas zlapac bakcyla i smigac razem z nimi. To naprawde fajna sprawa.
      Ja smigalam na trojkolowym juz w przedszkolu, pozniej byl dzieciecy z dwoma kolkami wspierajacymi, a potem juz sama. Kiedy mialam rower, czesto z niego korzystalam, teraz po kilku latach przerwy zaczynam jakby od nowa. Ale sie wdroze! :)))

      Usuń
  18. Rzeczywiscie wysilek fizyczny pomaga odciac sie na chwile od problemow. Zycze Ci aby szybko sie rozwiazaly.
    Wycieczka rowerowa super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, ze istnieje wysilek fizyczny, ktory pozwala na wylaczenie myslenia, inaczej czlowiek by zwariowal! :)

      Usuń
  19. I endorfiny sie wydzielaja:)) Panterko-absolutnie cudowne zdjecia!
    Wskoczylabym na ten rower:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydzielaja sie, czlowiek zapomina na chwile, pozniej wraca do domu i glupie mysli znow kotluja sie pod czaszka.

      Usuń
  20. Jaki fajny rower! Jeden moj znajomy zjada mlecze na surowo w salatce, podobno sa zdrowe............... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, czy chcialabym jesc mlecze. Jakos trudno mi to sobie wyobrazic...

      Usuń
  21. :), bardzo dobrze, że jeździsz :) i że fotografujesz... Całusy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezdze, chodze i z wiosna coraz bardziej ciagnie mnie w plener :***

      Usuń
  22. o jacie...masz kondycje!!
    i jakie sliczne zdjecia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie nie mam tej kondycji, ale nadrabiam i staram sie jak moge. :)))

      Usuń
  23. Widać ciekawa trasa nad polami i wodą a do lasu chyba blisko?? :-)

    Pozdrwoionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam wszedzie blisko, choc do takiego lasu z prawdziwego znaczenia musze jednak udawac sie autem. :)

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe i obrazliwe komentarze beda usuwane.