sobota, 20 sierpnia 2016

Nudno nie jest.

Kilka dni temu mielismy w naszym bloku nie lada sensacje. Siedze ja sobie wieczorem  na balkonie i popalam, kiedy pod sasiednia klatke podjezdza z piskiem opon radiowoz. Policaje latajo wkolo budynku, szukajo czegos po krzakach, swieco latarkami, cos tam do siebie pokrzykujac.
Mam bujna wyobraznie, wiec zaczelam sobie wymyslac przerozne scenariusze. Ani chybi szukaja kogos, moze jakiegos mordercy? I tu zjezyla mi sie skora na karku, w koncu mieszkam na parterze. Niby nie tak latwo dostac sie z ziemi na balkon, jak pokazuje moje doswiadczenie (KLIK), ale bo to wiadomo? Albo znow sie jakies tryskajace testosteronem malolaty poklocily i rozwiazywaly problemy za pomoca nozy? Nie smialam nawet pomyslec, ze to uciekinierzy kogos zgwalcili albo okradli, badz szykowali albo i dokonali aktu terrorystycznego, przeciez oni takich rzeczy nie robia, a ja jestem do wypeku poprawna politycznie, nieprawdaz.
Za chwile z rykiem syren podjechaly pod dom dwa wielkie ambulanse. Nooo... grubsza sprawa, skoro dwa sa potrzebne! Policja nadal lata wkolo domu, ratownicy medyczni dolaczyli do nich i tak se cala gromada latajo, a we mnie coraz wieksza rosnie ciekawosc, o co w tym wszystkim chodzi.
Jakis tam film w telewizorze trwal, ktory zaczelam ogladac i tylko na chwile, podczas reklam, wylazlam na balkon, no ale w takich okolicznosciach nie bede wracac do ogladania fikcji, skoro lepsza akcje mam na zywo pod nosem. Siedze wiec i sie przygladam, pies tracal film. Tyle ze z balkonu cos niewiele widac, wiec pod pretekstem zaniesienia koszyka zakupowego do bagaznika, wyslizgnelam sie z domu, coby miec lepszy oglad.
Grupa policjantow i sanitariuszy stoi pod drzwiami mieszkania na parterze sasiedniej klatki  i cos tam gestykuluje. Nasza uliczka jest mala, krotka i waska, wiec taka sensacja wywabila z domow wiecej ludzi.  W miedzyczasie ratownicy probuja dostac sie po drabinie (a swoja droga, ze tez maja takie rzeczy w karetkach) do owego mieszkania z zewnatrz. Z mieszkania zas dochodza krzyki.
Pewnie jakis dramat milosno-malzenski - mysle sobie, bo zmylily mnie te dwie karetki, ale sasiadka podpowiada mi, ze tam mieszka samotna osoba. Zaraz skojarzylam, rzeczywiscie widywalam kobiete, dosc otyla i poruszajaca sie o kulach.
No i wszystkie misternie wymyslane przeze mnie scenariusze kryminalno-milosne diabli wzieli! Okazalo sie, ze ta nieszczesna kobieta przewrocila sie w domu i nie mogla sama podniesc przez bardzo dlugi czas. Krzyczala, wzywala pomocy, ale nikt nie reagowal. Co zdumiewajace, wiele osob slyszalo te krzyki, ale kazdy myslal, ze to krzycza dzieci. Co najmniej trzy osoby z grupki obserwujacych przyznaly, ze cos w dzien slyszaly, nawet moj maz pozniej sobie skojarzyl, ze przechodzac slyszal, ale i on pomyslal, ze to dzieciaki wrzeszcza. No pieknie! Mozna zejsc i nie doczekac sie pomocy, kiedy nie ma sie pod reka telefonu, a glos na tyle piskliwy, zeby pomylic go z dzieciecym. W koncu ktos wezwal policje, a oni karetki.
Ratownicy musieli rozwiercic zamek w drzwiach wiertarka (tez na wyposazeniu karetek?) i wreszcie mogli udzielic tej biednej kobiecie naleznej pomocy. Zabrali ja do szpitala, a policja zostala zabezpieczac rozbebeszone drzwi.
No i gdzie jakies wymyslone filmy z telewizora do mojej zajmujacej rzeczywistosci? :)))





68 komentarzy:

  1. A nie prościej było przez okno? Pamiętasz film "Co gryzie Gilberta Grape'a"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez okno to juz zupelnie nic bym nie widziala.
      Film oczywiscie widzialam, ale nie pamietam zwiazku z oknem. :))

      Usuń
    2. Pamiętasz, że matka Gilberta była strasznie gruba i kiedy umarła, Gilbert kombinował, jak ją wydostać z domu. Rozważał okno, ale wyszło mu, że za małe. W końcu podpalił dom.
      Tak mi się skojarzyło.

      Usuń
    3. To pamietam, ze byla tega, ale posmiertnych rozwazan juz nie. Dzieki za przypomnienie. :)

      Usuń
  2. Nie chciałabym być na miejscu tej kobiety... dla niej to musiał być horror.. brrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnoscia. Dobrze, ze tak sie skonczylo, bo mogl przeciez nikt nie zareagowac.

      Usuń
  3. Ha, u mnie parę lat temu była sensacja w bloku na przeciw. Przyjechało pogotowie, siedzą i siedzą. Po jakimś czasie przyjechała straż i strażacy też utknęli w klatce.Siedzę na balkonie, tak jak Ty i czekam, a że mieszkam na trzecim piętrze, to widok dobry. Po długiej, długiej chwili wynieśli strażacy do karetki faceta, którego służba medyczna nie mogła unieść. Niosło 6-ciu strażaków, że nosze wytrzymały? bo facet mieszkał na drugim piętrze, a był okropnie gruby.
    Moja teściowa tak upadła i przez dwie godziny leżała, a jej córka była w domu i nie zaglądnęła, dopiero kot ją znalazł.
    Bezowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tesciowa krzyczec nie mogla? Czy tez lezala bez przytomnosci?
      W poprzednim miejscu zamieszkania mielismy lepszy cyrk, bo facet zmarl w mieszkaniu i dosc dlugo tam lezal, na tyle dlugo, ze jego wlasny kot go napoczal.

      Usuń
    2. Leżała z udarem i chyba nie dała rady. Jej córeczka to kawał francy...
      Bezowa

      Usuń
    3. a moja tesciowa, od czasu, jak sie przewrocila (tracila przytomnosc na sekundke)kilka razy, nosi przypiety do siebie telefon alarmowy, gdzie tylko prztyknac trzeba jednym wielkim guziczkiem. I to dziala! telefon dzwoni po prztyknieciu do 5 osob, w tym karetki i chyba policji.
      Jak ja wrecz zmusilismy, zeby to nosila, to byla kwestia wyboru miejsca przytroczenia telefonu. no i nosila w kieszeni dlugiego dosc swetra. potem sie okazalo, ze alarm dzwonil, my wszyscy w panike, nasze jedno dziecko mieszkalo dosc blisko, wiec zdarzalo sie, ze w strachu do ans dzwonilo. okazywalo sie, ze jak pisalam - juz sie przydalo.Babcia na telefonie ...usiadla, hrehre. teraz ma na pasku, w nocy lezy na stoliku nocnym (obok zebow) w zasiegu reki. jak pisalam - juz sie przydalo.

      Usuń
    4. Aniu, owszem, coreczka moze i kawal francy, ale gdzie byl syn? Nie dzwonil do mamy, nie odwiedzal? Nie mozna calej odpowiedzialnosci zrzucac na jedno z rodzenstwa, kiedy jest ich wiecej, chocby to jedno zylo z rodzicami pod jednym dachem. To tylko ja jako jedynaczka musze ponosic cala odpowiedzialnosc.

      Usuń
    5. Opakowano, ja Cie ozloce! Przypomnialas mi o czyms i bedzie z tego post. :)))

      Usuń
    6. o kieszeni? o alarmie? o coreczce blisko czy o policji? Na kiedy planujesz zlocenie? :))

      Usuń
    7. Anusia, syn był w drugim bloku. Nie można winić mego męża, bo my dostępu do tego mieszkania nie mieliśmy. Z teściową widziałam się w sobotę wieczorem - była zupełnie zdrowa, a to się stało w niedzielę rano. Jak zmarła, to nam obcy ludzie dali znać. Czasem tak wygląda rodzina, ale ja ją nie winię, ona jest za głupia, żeby to wymyślić - to jej facet.

      Usuń
    8. Opakowano, juz zbieram zlotka od cukierkow, wiec kiedy przyjedziesz, to cala bedziesz w tej pozlocie. A o temacie posta dowiesz sie za dwa dni. :)))

      Usuń
    9. Anula, to Twoj maz nie mial dostepu do wlasnej matki? No faktycznie z rodzina najlepiej na zdjeciach, a i to nie zawsze.

      Usuń
    10. No widzisz.
      Ania

      Usuń
    11. No widze, a nawet posiadam taka czesc rodziny na stanie.

      Usuń
  4. Biedna kobieta tyle czasu leżała.U nas też była akcja ostatnio.Przyjechały dwie straże i pogotowie gazowe bo się gaz w bloku ulatniał.Na szczęscie przyjechali w porę.Moja była teściowa zmarła w domu.Pies szczekał przez 10 dni.Sąsiedzi nie reagowali.pies zrobił co ten kotek.Ja się dowiedziałam jak policja do mnie zadzwoniła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omatulujedyna! 10 dni!!! Ten nasz sasiad jednak krocej, a i tak zapaszek byl straszliwy. W ogole starosc i samotnosc sa okropne.

      Usuń
  5. Mieszkała W stary budownictwie i był zimny wtedy luty.Mój były mąz a teściowej syn nie interesował się nią od dawna.Do mnie dała numer jej sąsiadka.Mój syn był ją odwiedzić ba dniu babci a to się stało na początku lutego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, ze choc Twoj syn mial szanse pozegnac sie z babcia i spedzic z nia przejemnie czas.

      Usuń
    2. U mnie dzieci mojej siostry przyszły na dzień babci, a na drugi dzień jest dzień dziadka, to przyszły 21 stycznia. Na drugi dzień już by dzień dziadka nie obchodziły, bo mój Tato zmarł - właśnie na Dzień Dziadka. Pamiętna data. Mama odeszła w Dniu Matki.
      Bezowa

      Usuń
    3. Fatalne zbiegi okolicznosci dla calej rodziny...

      Usuń
  6. Ha, wiec nie tylko ja mialam "medyczne" atrakcje. W srode, z rykiem zastopowal mi pod oknem specjalny ambulans, taki z lepszym wyposazeniem, bo sasiad mial zawal. W sumie, o malo co ja zawalu nie dostalam, a moja zolza wiejac prawie ze skóry wyskoczyla. Bidulka reszte dnia przesiedziala pod lózkiem i nawet najlepszym smakolykiem nie udalo mi sie jej wywabic. Wylazla dopiro ciemna noca :( (Leciwa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas do zawalow i innych niebezpiecznych zdarzen, gdzie liczy sie czas, udaja sie trzy jednostki: smiglowiec, karetka i lekarz W zwyklej karetce sa zawsze tylko ratownicy, nie ma lekarza. Bylam wiec nieraz swiadkiem ladowania naszego Christopha (helikopter z kliniki) gdzie sie dalo, na srodku ulicy czy na trawniku. Oczywiscie zawsze najpierw policja blokuje ulice.
      Biedny kot! :(

      Usuń
  7. Malo ze czytam sensacyjna ksiazke to i Twoj post trzymal w napieciu do konca, a potem wszystkie komentarze mocno makabryczne, a tu sobotni ranek i tylko 12st. zimno i straszno. Teresa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas dla odmiany, po serii naprawde zimnych porankow (8°), dzisiaj mamy 20°, za to slonca na lekarstwo, akurat na weekend pogoda sie schrzanila. :(((

      Usuń
    2. Moge podrzucic nieco ciepelka - po tygodniu w miare przyjemnym (ca.32º) znowu zapowiadaja blisko czterdziestki :(. (Leciwa)

      Usuń
    3. Wbrew pogodzie, czyli w zasadzie tylko wbrew brakowi slonca, bo na szczescie nie padalo, pojechalismy sobie na wycieczke rowerowa. Jutro prawdopodobnie pozostanie nam siedziec w domu, bo zapowiadaja deszcz. Za to juz od wtorku, kiedy bede tyrac - pogoda ma sie poprawic. Co za pech!

      Usuń
  8. ło matko...
    jednym upadkiem kobieta zaistniała w sferze społecznej (sąsiedziej) - wszyscy ją teraz zapamiętają ... i jeszcze na świat poszła za pośrednictwem Twojego bloga! efektowny upadek ;))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tego zlego, przynajmniej teraz, w razie potrzeby sasiedzi beda bardziej ucha nadstawiac i nie beda myslec, ze to dzieciaki sie wydzieraja.
      :*****

      Usuń
  9. Niestety,telefonu nie nosi sie przy sobie,ja przynajmniej mam rzucony gdzies tam w torebce,czy gdzie indziej,i gdyby cvo to moze byc óznie.Wieleu ludiz tak ma.
    Do tesciowej tez nei zaglądam, chociaz czasem jak sie ogrzej czuje to zagladnę,tak zeby nie wiedziala,czy dycha, bo ona calymi dnaimi lubi lezec w łzku lub siedziec na fotelu i non stop gra radio lub tv,wiec nigdy nie wiadomo co tam u niej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moze zagladaj do tej swojej tesciowej czesciej? Ja wiem, ze jej nie kochasz (zreszta malo ktora tesciowa nadaje sie do kochania), ale to Ty glownie jestes na miejscu. :))

      Usuń
    2. Jak za długo jej nie widze lub nie słyszę jak sie krząta,to zaglądam,w koncu mieszkamy razem,to sie da w maire kontrolowac sytuacje.

      Usuń
    3. Dobrze, ze tesciowa ma Ciebie, obaj synowie daleko, wiec kto mialby sie nia zainteresowac na codzien.

      Usuń
  10. Kurczę, straszna historia i los samotnych ludzi ...
    Za to zmusiłaś swoje komórki mózgowe do intensywnej pracy koncepcyjnej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, samotni starsi czy chorzy ludzie powinni zaopatrzyc sie w przycisk alarmowy. Sa takie do noszenia na przegubie jak pasek do zegarka lub na szyi jako wisiorek. Mam nadzieje, ze teraz ta kobitka sobie takie cus sprawi.

      Usuń
  11. Tak moja babcia się przewróciła w nocy w kuchni( najlepsza pora na lekturę Przekroju )i złamała kość udową. Wołała śpiącego w pokoju dziadka( dzielił ich korytarz w przedwojennej kamienicy ), który myślał, że we śnie karci go nieżyjąca matka i wstał dopiero o świcie. Babcia leżała kilka godzin !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och boszsz, biedna babcia! Naszej cioci, pozostajacej pod nassza opieka, ale mieszkajacej samotnie, tez cos takiego sie stalo. Na szczescie na zmiane z tata, bywalismy u niej codziennie. Ale co polezala ze zlamanym biodrem, zanim ktos przyszedl, to jej. Nawiasem mowiac niedlugo potem zmarla, pod koniec pobytu w szpitalu, na to biodro wlasnie.

      Usuń
    2. Moja babcia tez zlamala noge, jak babcia Repo, a ze mieszkala sama, to lezala cala dobe w korytarzu I krzyczala, zanim sasiad uslyszal. Wtedy mama wziela ja do siebie, juz nie marudzila. Wczesniej nie chciala slyszec o wyprowadzce. Rozumiem ja, bo tez chcialabym byc u siebie tak dlugo, jak bede sprawna!

      Usuń
    3. Ludzie sie bronia przed nadmierna opieka ze strony rodziny, chca byc jak najdluzej samodzielni, chocby kosztem wyrzeczen, ale czasem nie ma innego wyjscia.

      Usuń
    4. Niestety, czasami nie tylko sie bronia przed nadmierna opieka, ale jakakolwiek. Moja tesciowa juz trzy razy wywalila sie na ulicy i wyladowala w szpitalu, ale na sugestie o jakiejs pomocy dostaje kompletnego swira, co przy jej 86 latach i bardzo zlym wzroku, to wrecz proszenie sie o tragedie. (Leciwa)

      Usuń
    5. Moj ojciec jest tak slaby, ze prawie juz z lozka nie wstaje, ale czasem sie zwleka i chyba dla wlasnego dowartosciowania - umyje np. naczynia, wbrew protestom mamy.
      Niby chcemy jak najlepiej dla rodzicow, ale oni nie sa ubezwlasnowolnieni, wiec pomagac mozemy tylko za ich aprobata.

      Usuń
  12. No i bylo napiecie...u nas w Warszawie, tez zdarzaly sie taki sytuacje, raz to byla niedojszla samobojczyni na 6 pietrze i przyjechal straz z wielgachna drabina, raz struszkowie zapomnieli zgasic kochenke i sasiadom zapachnialo spalenizna..etc...zawsze mnie interesuje szykbosc i sprawnisc akcji, kiedy byla ta heca z kuchenka zjechaly sie olbrzymie wozy strazackie a problem byl w postaci przypalonej zupki...w wypadku samobojczyni co to chciala rzucic sie z okna, torez byla akcja nie z tej ziemi i tajemnicza, bo nie chciano by biedna potem byla slawna. Jest z mojej klatki i teraz jest calkiem spokona i mila, wychodzi z dwoma pieskami bardzo halasliwymi, zawsze sobie z nia pogadam..wyglada na to ze problem zycia jej zostall rozwiazany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu tez nie brakuje kandydatow do skokow z wysokosci, niektorym sie nawet udaje i potem zeskrobuja ich szufelka u trotuaru. A jesli w samym srodmiesciu, gdzie panuje zabudowa szachulcowa, cos podsmierduje spalenizna, zjezdza sie pol strazy pozarnej z powiatu, bo zagrozenie przeniesienia ognia na sasiednie budynki jest ogromne. Sama bylam swiadkiem jak przyjechalo 5 gigantycznych jednostek, bo ziemniaki na kuchni sie przypalaly. :)))

      Usuń
  13. Mój kuzyn ostatnio wdrapywał się na pierwsze piętro i wchodził rzez okno do sąsiadki, jej nieobecność wzbudziła niepokój, bo zawsze wychodziła z domu. Leżała nieprzytomna w łązience, szybko wezwali pogotowie. Kuzyn dostał pochwałę od strażakó i policji za włamanie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My jeszcze w Lodzi wlamalismy sie do mieszkajacej nad nami sasiadki-pijaczki, ktora poszla sobie w dluga, a nam sie z sufitu lalo. Dzwonilismy oczywiscie na policje i po straz, ale odmowili przyjazdu, wiec wzielismy sprawy we wlasne rece. :))

      Usuń
    2. teżmieliśmy sąsiadó pijaków
      dzień przed moją maturą prawie wywołali pożar
      dym szedł, a dobić się do śpiącego ijaka to misztrzostwo świata...

      Usuń
    3. No ale u Was ten pijak byl chociaz na miejscu, a nasza pijaczka wybyla gdzies nie wiadomo na jak dlugo. :)))

      Usuń
    4. no i w końcu łomot do drzwi go dobudził!

      Usuń
    5. No widzisz! A my sami musielismy jej kran zakrecac. :)))

      Usuń
  14. A juz pewnie sobie wyobrazalas, ze jakies morderstwo, ze porachunki przestepcze, ze to czy tamto, ze bardziej absorbujace niz film, a tu samo zycie... Zawiedziona wrocilas do domu, co? Wyszlo szydlo(!) z worka, zes ciekawska, jak wiekszosc bab:)))) ze to niby cos w bagazniku oglada!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, trzeba wszystko wiedziec, co dzieje sie w okolicy. :))))

      Usuń
    2. Ale nie jestes jeszcze na etapie, ze siedzisz caly dzien w oknie, oparta na parapecie I monitorujesz wsio??? U nas w bloku jest taka jedna:)))

      Usuń
    3. Jeszcze nie, bo niestety musze pracowac. Ale wszystko przede mna, kiedy bede na emeryturze. :)

      Usuń
  15. i zazwyczaj jeszcze do tego odnajdują trupa nadgryzionego przez własne koty po kilku tygodniach...co stawia koty w fatalnym świetle, prawdaż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee, psy tez nie lepsze. Milosc miloscia, ale glod w koncu zwycieza. ;)

      Usuń
  16. W Anglii był przypadek, że kobieta zmarła po ataku astmy, jej ciało znaleziono po roku chyba, nikogo nie zdziwił włączony telewizor niemal cały czas, bo ludzie myśleli, że to jacyś narkomani się wprowadzili do mieszkania. Dobrze, że u Ciebie się zakończyła podobna sprawa lepiej. Drabinę i wiertarkę ze stacji pogotowia mogli wziąć na przykład.

    Jak dla mnie to dwie różne kwestie. Swastyka w formie z Niemiec Hitlera to zmieniony znak szczęścia znany z Indii. Poza tym faktycznie zdarzają się marsze, gdzie znak ten powiewa na transparentach. Ale to akurat wiąże się z politykami prawicy, którzy nie widzą w tym nic złego, ba uważają łysych panów za dumę i kwiat polskiej młodzieży.

    Znak Polski Walczącej według mnie został objęty ochroną tylko po to, by nie można było go umieszczać wszędzie, gdzie się to spodoba sprzedawcy/producentowi. Fakt, Muzeum Powstania Warszawskiego wypuszcza na przykład kubki z tym znakiem, co już rodzi pewne mieszane uczucia u mnie. Jednak w przypadku tych baseballi ich użycie w celach sportowych jest mało realne, dlatego znak PW nie może się na nich znajdować. Ciekawe jak zaopiniuje to prokuratura.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobra, ale nie czarujmy sie, ze ONR uzywal tej hinduskiej swastyki, a swego czasu hitler tez byl dumny z kiboli III rzeszy. Niedobrze mi, bo historia powtarza sie kropka w kropke. Roznica polega tylko na tym, ze Hitler mial przynajmniej wielka charyzme, a ten polski führerek jest tylko zadny zemsty.
      Pisowska prokuratura zapewne zaopiniuje pozytywnie dla nosicieli i uzytkownikow tej broni, bo to przeciez kwiat mlodziezy, chodzacej do kosciolka i nienawidzacej lewakow.

      Usuń
  17. No faktycznie Aniu, Ty masz rzeczywistość ciekawszą od filmu! :)
    A swoją drogą dobre filmy w niemieckiej telewizji pokazują, wczoraj był taki jeden polsko-niemiecki film z czasów okupacji, na Kabel 1, obejrzeliśmy cały. Z młodym Damięckim.
    Mam nadzieję, że tej kobiecie nic się nie stało i cała i zdrowa mogła wrócić do domu. Chociaż na przyszłość na jej miejscu bym się nie rozstawała z komórką...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo z komorka, albo z urzadzeniem alarmowym. Nosisz taki "zegarek" na rece, z jednym przyciskiem i w razie potrzeby przyjezdza ktos, kto ma klucze i moze udzielic pomocy.
      A Ty masz niemiecka telewizje w domu, czy jestescie juz w Niemczech?

      Usuń
    2. Aniu, jeszcze nie. Pochwalę się, jak tylko to będzie faktem, a póki co jeszcze trwają przygotowania. Nie piszę teraz o tych przygotowaniach, bo potem jest za dużo pytań na forum publikum, a to nie zawsze dobrze. Niedługo jadę znów do BH, miejmy nadzieję, że do końca roku uda się zrealizować ten plan. Co nie znaczy, że jestem pewna, że zostawię za sobą już wszystkie załatwione sprawy, bo na to na razie nie wygląda.
      Uściski

      Usuń
    3. Acha, czyli masz Kabel1 w W-wie. :)))

      Usuń
  18. Taaaaaaaaaaaaaaaa i znowu pomyślałam, że trzeba zabezpieczyć się i na taką ewentualność. Na razie przygotowujemy dom pod kątem zniedołężnienia starczego. mamy szerokie drzwi i niskie progi (wózek) i planujemy kabinę bez brodzika (natrysk). karetka ma szeroki wjazd na parking- przećwiczony na mnie:):):)teraz jeszcze trzeba pomyśleć o tych sygnalizatorach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba sie zabezpieczac zawczasu. Moi rodzice o tym nie pomysleli i teraz sa problemy z umyciem sie w wannie, a znow teraz zaczynac rycie w domu, zeby zalozyc prysznic - nonsens.

      Usuń
  19. Najgorzej jest, kiedy taki człowiek umrze, a w domu zostają zwierzęta. Trupowi już wszystko jedno, ale tych biedactw zawsze mi żal.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiaja albo do rodziny, albo do schroniska. :(

      Usuń

Chcesz pogadac? Zamieniam sie w sluch.