czwartek, 20 kwietnia 2017

Jak swieta przestaly byc swiateczne.

Ostatni raz takie naprawde swiateczne swieta, choc nieco przemeblowane  i dostosowane do naszego antyklerykalizmu, przezylam w domu rodzicow, kiedy jeszcze zyla babcia. Mam na mysli i te wiosenne, i te zimowe. Nie chodzilismy do kosciola ze swieconka ani na msze okolowielkanocne, nie bywalismy na pastarkach, ale babcia byla wierzaca, wiec nie braklo spiewania koled. Pozniej spiew zastapilo odtwarzanie koled z plyt. Jednak innym tradycjom musialo stac sie zadosc i na wigilie, oprocz wszystkich tradycyjnych potraw zawsze byl kompot z suszu oraz makielki, a na sniadanie wielkanocne szynka, biala kielbasa, duzo jaj i mazurki.
Bylam juz w Niemczech, kiedy babcia odeszla. Rodzice zostali sami we dwojke i na dwie osoby nie oplacalo sie szykowac tylu potraw jak wtedy, kiedy siadywalo nas przy stole wiecej. Nie jezdzilismy na swieta do Polski, bo nielatwo bylo nasza piatke pomiescic w niewielkim mieszkaniu w bloku, a rodzice tez nie chcieli przyjechac do nas. Staralam sie we  wlasnym domu robic wszystko tak, jak wczesniej robila babcia, a pozniej mama. Z roku na rok jednak rezygnowalam z wielu potraw, bo dzieciom one nie smakowaly, a dla nas dwojga nie oplacalo sie w ogole szykowac. Na pierwszy ogien poszly desery, czyli kompot i makielki. Nie rozumiem moich dzieci, dlaczego nie chcialy tego jadac, ja za makielkami wprost przepadalam.Jedna nie lubila grzybow, inna ryb, trzecia czegos tam jeszcze. Menu kurczylo sie. Z poczatku jeszcze puszczalam z plyt koledy, ale i to przestalam, bo dzieciom ta smetna muzyka nie przypadla do gustu. Z coraz wieksza niechecia przystepowalam do swiat, wreszcie zbuntowalam sie i oglosilam, ze nie bedzie zadnych swiat, skoro dla nich ograniczaja sie one do odebrania prezentow, a cala reszte uwazaja za jakis zbedny wymysl. Tym razem one zaprotestowaly, ze swieta byc musza i same ruszyly na podboj kuchni. No coz, smakowo pozostawialo do zyczenia, poza tym powprowadzaly jakies wlasne modyfikacje, a mnie z roku na rok jest coraz bardziej wszystko jedno i najchetniej nie wychodzilabym z domu.
Podobnie bylo ze swietami wiosennymi. Kiedy dzieci byly jeszcze w domu, robilam niedzielne uroczyste sniadanie,  mimo ze i z tej okazji musialam sie nasluchac, ze jajka na twardo sa fuj, a biala kielbasa odrazajaca, no a szynki to w ogole nie wezma do ust. Kiedy powyprowadzaly sie na swoje, sniadania wielkanocne zniknely z programu, one musialy sie wyspac, nie chcialo im sie tak wczesnie przychodzic. Nie to nie, pozostaly uroczyste obiady w dwa swiateczne dni.
W tym roku wypadla niedziela, bo jedna z corek miala dyzur, a dwie pozostale (ja zreszta tez) wolaly odpoczac niz stac przy garach. Moje dzieci skutecznie oduczyly mnie staran o cokolwiek, malo kiedy docenialy moj wklad pracy, kaprysily i sporo jedzenia trzeba bylo wyrzucac. Spotykamy sie i tak czesto, wiec spotkania swiatecznie nie sa niczym wyjatkowym i nawet jak wypadna z grafiku, nie ma tragedii. Mnie tez juz przestalo na czymkolwiek zalezec, jestem szczesliwa, ze niczego nie musze i moge sobie odpoczywac do wypeku. A one niech sobie robia spagetti na wigilie i risotto na obiad wielkanocny. Zaprosza, to zjem. Przynajmniej mam swiety spokoj i niczym sie nie stresuje, a przede wszystkim nie musze wystawac kilka dni przy garach.





60 komentarzy:

  1. To wszystko robi się skomplikowane, kiedy z człowieka wierzącego z domu, powoli , acz sukcesywnie odchodzi się od religii, a jest się jednak przywiązanym do tradycji, która nierozerwalnie jest związana z byciem razem w ten swiąteczny czas. Bo jak to pogodzić, nie wierzę w Jezusa, a tu Boże Narodzenie czy Święta Zmartwychwstania Pańskiego, co swiętować i i dlaczego zasiadac do potraw przypisanych tym świętom ? To sobie musiałam poukładać w głowie i mając dzieci , które też już są ateistami wspólnie ustaliliśmy, że to czas kultywowanie tradycji spotkań rodzinnych. Poza tym pisałam u siebie ,że tak naprawdę to obchodzę teraz takie słowiańskie Jare Gody ;) Tak naprawdę to wszystkie te wielkanocne obrzędy wzięły się od Słowian,a ja Słowianką jestem :P
    Czas bożonarodzeniowy i jego tradycje, praktycznie wszystkie też są zaadoptowane ze zwyczajów Słowian, o czym możesz poczytać tu
    http://www.rodzimawiara.org.pl/ksiaznica/artykuly/26-pogaskie-boe-narodzenie.html
    tak że nie widzę dysonansu w tym co robię, obchodzę swięta zgodne z porami roku , naturą, rytmem Ziemi i naszych przodków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sonic, mam sie wyglupiac z jakimkolwiek obchodzeniem swiat dla siebie samej? Dzieci maja w dupie tradycje, upichca cos po swojemu, co moglyby zrobic kazdego innego dnia. A spotkac mozna sie zawsze, nie rozumiem tego przymusu terminowego, ze wlasnie na swieta trzeba. A przez te komercyjna otoczke znienawidzilam swieta do konca.
      Ja za ciezko pracuje, zeby sie jeszcze w dni wolne katowac i miec przymusy spotkan, wizyt i rewizyt. Potrzebuje odpoczac.

      Usuń
    2. Ależ absolutnie nie! Ja pisałam o sobie, bo moje dzieci uwielbiają potrawy świąteczne :)

      Usuń
    3. A moje, na moje szczescie, nie lubia. A jak nie to nie, nie musze sie meczyc z gotowaniem i moge sie opierniczac. :)

      Usuń
  2. Swieta? Odkad moi dziadkowie, z wlasnej woli, przenisli sie do domu rencisty, swieta (i ten caly obled) przestaly byc w rodzinie obowiazkowe, ku ogromnej uciesze mojej i rodzicielki. Nareszcie mozna bylo odpoczac do wypeku :). Malz tez swieta kompletnie olewa, wiec nic nie musze i bardzo sobie to cenie :))).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno wyroslam z (powtarzanej do urzygu) magii swiat, mam za soba etap pracowitych swiat, teraz czas na odpoczynek, a dzieci niech robia co chca. Pokazalam im, jakie moga byc swieta, nie spodobalo sie, niech robia je same.
      Ja mam w tym czasie okazje powalkowac sie po kanapach.

      Usuń
  3. Hmmm. No i dobrze! Tak trzymaj. Ja mam podobnie; niby cos swiatecznie ale bez przesady. Wiosenne pozdrowienia ze snieznej i mroznej polnocy (prawie po polnocy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, Echo, u nas tez zima, jakby co, moze tylko troche jasniej.
      Co z moich buntow, jak w sklepach szopki zaczna sie juz we wrzesniu i tak do konca grudnia.
      Buziak :*

      Usuń
  4. Robić aby robić to by mi się nie chciało...
    Każda metoda jest dobra na potrzymanie tradycji spotkań i mogą one być różne.
    Być może Twoje dzieci przypomną smak potraw z dzieciństwa jak będą już starsze... :-)
    Ja z chłopakami nie miałam tego typu problemów.
    Czasami mam wrażenie ,że dziewczynki to jednak inaczej się wychowują... :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Negowanie wszystkiego, co sie robi, mocno zniecheca. Juz mi sie przestalo chciec, skoro wciaz napotykalam na opor i slyszalam pretensje. Niech one teraz same sie mecza, jak chca. A jak nie chca, to tez nic sie nie stanie, poodpoczywam w domu i bede jeszcze bardziej zadowolona.

      Usuń
  5. Mysle ze w wielu rodzinach tak wlasnie konczyla sie tradycja swiat jak opisujesz. Jak nie jest sie wierzacym i nie chodzi do kosciola to swieta sa jakies takie oszukane, to co tu obchodzic, nie swiecisz jajeczek, nie poscisz. Tak bylo u mnie, dawno temu, ktoregos dnia zrozumiam ze dosyc mam tej 'szopki'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wyzej wspomnialam, nigdy nie bylismy religijni, a jednak te swieta sie jakos celebrowalo i podtrzymywalo tradycje. Nawet niezle to wychodzilo bez calej tej swiatobliwej otoczki, ale tez wtedy komercja nie obrzydzala tych swiat, teraz juz w listopadzie mam ich dosyc, a w grudniu jestem tylko przemeczona i zirytowana, ze MUSZE.

      Usuń
  6. lubię klimat świąt, zwłaszcza bożonarodzeniowych ale z miłą chęcią bym odstąpiła i wyjechała na przykład w cieple kraje albo w góry do schroniska ... modyfikacja nastąpiła u nas jakiś czas temu, właśnie w zakresie i ilościach jedzenia. Nie ma obżarstwa ani wywalania potraw, jesli coś zostaje zapraszamy gości ;) albo mrozimy ...trzymamy się tradycji ale bezmięsnej )))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja wlasnie tamtych swiat nie znosze, bo juz od wrzesnia trwaja w najlepsze w handlu i w grudniu rzygam swietami. Tym smetnym zawodzeniem koled w telewizji, radiu i wszedzie gdzie nie splunac. Wole posiedziec w domu, zezrec to spagetti, bo szybko sie robi i na ogol nie zostaja zadne resztki.
      Te nadete wizyty i rewizyty, udawana serdecznosc przy stole, a w wielu domach alkohol i brzydkie statystyki policyjne.

      Usuń
  7. Jestem ateistką i z takiego też domu się wywodzę. Mój Tatul bardzo celebrował Gwiazdkę, ale bezreligijnie. To był dla Niego powrót do dzieciństwa i przywoływanie najcieplejszych "obrazków". Były więc w domu wszystkie "akcesoria" świąteczne, łącznie z szopką stojącą pod choinką, którą Tatul kochał miłością pierwszą, bo robiła ją Jego ukochana babcia. Wyszłam za katolika, ale takiego w sercu, bo jest wielkim antyklerykałem. Przez cały czas, gdy dzieci były w domu urabiałam się do upadu na wszystkie święta, więc był to dla mnie zarobiony czas. A i tak magii świąt z domu rodzinnego nigdy nie udało mi się tak do końca odtworzyć. Myślę, że te magię tworzył Tatul. Z czasem okazało się, że ... wszyscy się męczą tą celebrą. Jednak "trzymałam fason" dla, tak naprawdę jednej osoby w rodzinie - jedynej już bliskiej krewnej męża, głęboko wierzącej starszej pani. A w tym roku Wielkanoc przygotowała Córcia, a Synuś pojechał do dziewczyny. Po raz pierwszy od 33 lat na święta ugotowałam żurek... sobie ;-))). Nie sprzątałam szczególnie, nie robiłam zakupów z obłędem w oczach, nie stałam w kuchni przez 3 dni, a co najważniejsze nie padłam na krzesło przy stole świątecznym bez sił i z "modlitwą": niech to się wreszcie skończy. Nooooo... bardzo lubię święta ;-)))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubie w swieta posiedziec w domu, poodpoczywac, a jak jest pogoda pojsc na dlugi spacer. I jest mi dokladnie wszystko jedno, czy zjem w wigilie kanapke z szynka, czy 13 potraw. Wszystko jest umowne, wiec ten swiateczny przymus jeszcze bardziej mnie wqu***ia i zniecheca do czegokolwiek. Nie stroje domu, nie ubieram choinki i jestem szczesliwa, kiedy ten armagiedon dobiega konca.

      Usuń
  8. Jakoś smutno mi się czyta to co piszesz. Ja wprawdzie jestem wierząca, ale ostatnio odkrywam święta też jako pogański kult, podobnie jak pisze Sonic w pierwszym komentarzu. Wigilia - radość, świętowanie z tego że światło przełamało ciemność (kalendarzowe okolice najdłuższej nocy), rozświetlanie ciemności światełkami. Kult życia.
    Wielkanoc - radość z wiosny, że świat się budzi. Kult życia.
    Pozdrawiam
    Ella-5

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My spotykamy sie od czasu do czasu na rodzinnym obiedzie, siedzimy sobie w gronie rodzinnym i gadamy, bez przymusu, "bo swieta", bez nadecia i na luzie. Przez ostatnie lata jeszcze cos robilam razem z corkami, pozniej juz tylko one same, bo sie zbuntowalam.
      A wiosny nie musze specjalnie witac, i tak sama przyjdzie, czy bedzie to uroczyste sniadanie, czy nie.

      Usuń
  9. W pewnym okresie życia odkryłam, że na święta najlepiej jest wyjechać z domu, np. do Zakopanego.To było epokowe odkrycie, które kontynuowaliśmy regularnie, z małą przerwą na wczesne dzieciństwo córki.
    Ale gdy skończyła trzy lata wznowiliśmy te wyjazdy.Nie jestem fanką spotkań akurat przy stole pełnym żarcia. Do konwersacji wystarcza mi kawa i coś do tej kawy, np.orzechy.Z typowych dań wigilijnych lubię tylko zupę z suszonych grzybów i pierogi z grzybami, bez kapusty.Ze "słodyczy" czekoladę gorzką i różne bakalie w postaci naturalnej.Z owoców jabłka i pomarańcze. Jak widać szykowanie świąt obejmujących tylko to co moja rodzina lubi nie grozi przepracowaniem.
    Podobały mi się święta wielkanocne, które spędziliśmy u teściowej mojej córki.Mieszka pomiędzy Kolonią na Dusseldorfem.
    Różnica pomiędzy takim codziennym śniadaniem a tym świątecznym polegała głównie na tym, że tym razem nie jedliśmy w kuchni a w salonie. I po śniadaniu ruszyliśmy na wycieczkę, czyli pojechaliśmy zwiedzać nieco Holandię. I wcale a wcale nie byliśmy odosobnieni- wszędzie były tłumy ludzi.
    A te święta spędziliśmy w domu robiąc to na co mieliśmy ochotę- trochę czytałam, trochę robiłam na drutach, w niedzielę obejrzałam wyścig kolarski i kilka filmów dokumentalnych. Pogoda była wredna, więc nie wychodziliśmy z domu. I było fajnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niemcy na szczescie nie maja takich swiatecznych zadec, nie zabijaja sie staniem przy kuchni i pichceniem przez trzy dni, wszystko jest na luzie, nawet chodzenie do kosciola dla wierzacych. Nikt sie nie zamartwia, nie samobiczuje, nie wmawia sobie, ze z rodzina trzeba sie spotkac, bo sa swieta. Jakby nie bylo czasu przez caly pozostaly rok. Wkurza mnie tylko komercja w handlu, ale w tym czasie staram sie nie chodzic do sklepow, zeby nie zwiariowac od Last Christmas.

      Usuń
  10. Obchodzę święta ze względu na tradycję, i tak jak Sonic, nie tylko chrześcijańską. Lubię rodzinne spotkania, a prezenty nigdy nie były priorytetem. Święta są okazją do wymyślania nowych dekoracji i do jedzenia tego, czego zwykle się nie jada (na szczęście dzieci lubią świąteczne potrawy) - np. pierogi z kapustą i grzybami, polane masłem ze zrumienioną bułeczką robię tylko na Wigilię. Mimo wszystko jednak coś się w świętach psuje - np. partner mojej siostrzenicy odmawia udziału w świątecznym śniadaniu, bo on MUSI obejrzeć zawody formuły1, co dla mnie jest rzeczą kompletnie niezrozumiałą. Muszę jednak przyznać, że do pewnego stopnia rozumiem jego stosunek do świąt w ogóle. Miał, niestety, raczej traumatyczne dzieciństwo.
    Jest jeszcze jeden aspekt, dla którego używam jednak tego emocjonalno-świątecznego szantażu; normalnie przecież każdy jest tak pochłonięty własnymi sprawami, że kiedy ma wolną chwilę, siedzi z nosem w telewizji albo w internecie, na co dzień zaś nie umie się oderwać od pracy i to do tego stopnia, że na nic nie ma czasu. Staram się więc bardzo, żeby spotykać się choć w święta i rodzinne uroczystości. Wydaje mi się, że udało się ten nawyk wpoić dzieciom i mam nadzieję na kontynuację tradycji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przeciez rodzinnie mozna spotykac sie przez 362 pozostale dni w roku. Dla mnie wiec nie jest argumentem, ze trzeba gotowac, podawac, goscic sie, bo sa swieta. Podobnie jak chodzic na cmentarz raz do roku na 1 listopada, a potem nie ogladac grobu wcale i nie dbac o niego. Przymus, przymus, przymus - bo swieta.
      Ja tez wolalabym obejrzec cos fajnego w telewizji niz wysiadywac przy stole i sluchac farmazonow szwagrow czy innych ciotek-dewotek. Traumatycznie to jest dopiero teraz, swieta z mojego dziecinstwa byly fajne.

      Usuń
    2. No, a u mnie dopiero teraz nie jest traumatycznie.

      Usuń
  11. U mnie nie marudzono, raczej moi doceniali, ale przyznam, ze obchodzenie świat wymuszał na mnie ojciec, bo matce było ganc egal. I to na mnie skupiała sie cała robota. Odkąd ojca nie ma, nie robimy nic. A w tym roku ja upiekłam jedno ciasto, Młoda upiekła jedno ciasto- tak ja na niedzielę i to w zasadzie było wszystko, co z ewentualnie świętami związane. Nie robimy świąt ani w grudniu, ani na wiosnę, nie stroimy domu, nie wieszamy pierdułek itp. Mamy święty spokój i parę dni spokojnej laby.

    Zauważyłam, że mnóstwo komentujących też odchodzi od tradycji świątecznej. No chyba, że są blogi, gdzie się opisuje tę całą celebrę, a ja nie trafiam na nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama na sobie wymuszalam harowke przedswiateczna, ale zmadrzalam i mam to teraz w dupie. Kosciol i handel skutecznie obrzydzili mi swieta. Dlatego wole spotykac sie z dziecmi w pozostale dni roku, a w swieta, na przekor wszystkim swiatecznym lemingom i tym, ktorzy pieprza o nastroju, swieczkach, i klimatach, wolalabym zostac w domu i niech mi wszyscy dadza swiety spokoj.

      Usuń
  12. Ja to mam jeszcze o tyle dobrze, ze dla Chlopa to wszystko jest co najmniej egzotyczne, wiec mu sie podoba, ze moze sobie zjesc raz w roku jakies wymyslne potrawy (pierogi na wigilie albo zurek na wielkanoc, phi! tez mi wymyslne!). Pamietam, ze kilka lat temu bylam na wielkanoc tylko ja i corka, ale swieta to swieta wiec mialo byc troche tradycyjnie. No i sama musialam zrec ten zurek, te kielbasy i jajka, bo corka spala do poludnia, a potem sobie zrobila kanapki i czesc. Tak ze teraz to chociaz mam dla kogo gotowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, moj tez pewnie by sie ucieszyl, gdybym dla niego gotowala jakies frykasy, ale mi sie nie chce. Kiedys tez bardzo sie staralam, ale bo to Cie pochwala? Nie, kazdy o czyms tam marudzi, wiec nich sobie samo gotuja i wtedy bedzie smakowalo.

      Usuń
    2. a u mnie wrecz przeciwnie - chca i chwala. no to robie, ale nie do tego stopnia, zbey przestac dni cale w kuchni. Mnie sie nie chce robic jakies kupy jedzenia na zadne swieta, ale sa rzeczy, ktore moi lubia i do tego ja tez po pogansku obchodze. rozni Rzymianie i inni dawali sobie miod i orzechy na nowy rok, na zanete dobrobytu, to ja tez - przeciez nie bede robic wbrew mozliwosci dobrobytu, co nie? Jakimis dziwnymi, kretymi drogami, u nas w domu (moim domu, nie Rodzicow) byla i jest niby szpoka - z papieru, taka, jak ksiazeczka trojwymiarowa. Tyle, ze chyba ze 20 lat temu zapodzial sie Jezusek. I teraz mam szopke, ktora sklada sie z krzywek budy, pary zwierzat i jakiejs osoby o blizej niesprecyzowanej plci. I to stoi pod choinka co roku. obowiazkowo. siedze wtedy z Coreczka i obie rechoczemy na temat w/w wymienionej ...eeee. szopki. No i co roku robimy konkurs, kto pierwszy zobaczy cokolwiek bozonarodzniowego w sklepach. Chyba raz byly juz kartki w czerwcu. W UK Wielkanoc jest tak jakby jej nie bylo. Podobno licza sie tylko czekoladowe jaja...

      a na koniec, to tak nawiasem, to mnie strasznie smieszy, jak na blogach blgowicze od 1 grudnia pisza i pokazuja kalendarze adwentowe piszac - u nas "zawsze" cos tam cos tam na temat tych kalendarzy, jakos pewne dziwne tradycje (zazwyczaj wlasnie komercyjne i marketingowe i ku robieniu kasy niektorym...) sie latwo przymuja w Polsce na przyklad. a zanikaja inne. Kto ostatni raz pokruszyl chleb na grobach?? NO? ja ostatnio w listopadzie ;) . Pewne swieta sa raczej jak rocznice...ale mnie raczej smuci i porusza dzien matki tu, w knajpach i pubach w porze obiadowej szpilki nie wetkniesz, bo te rozne biedne babcie sa wywlekane ze swoich domow, badz domow wesolej starosci i zmuszane do jedzenia obiadu w knajpie....

      a koscioly to uwiebiam - kiedys bardzo chcialam studiowac historie architektury.

      Usuń
    3. A wiesz, Krysiu, ze o tym kruszeniu chleba na grobach nigdy wczesniej nie slyszalam.
      A na blogach to wiele rzeczy mnie denerwuje, ta sztuczna radosc, wzdechy o klimatach, cieplych pledach i goracym kakao. To komercyjne strojenie domow kiczowata chinszczyzna i glodne kawalki o magii swiat. Do urzygu i jakby sami w to wierzyli.

      Usuń
  13. U mnie z tradycji Bozego Narodzenia zostala jedna koleda "Bog sie Rodzi" i to wcale nie ze wzgledu na wiare, ale 32 lata temu obiecalam mojemu ojcu, ze tak wlasnie bede zaczynac moja Wigilie. Ojciec nie zyje juz wlasnie 32 lata, przezylismy tylko jedno Boze Narodzenie bez siebie, ale slowa dotrzymuje. Nie robie juz zadnych tradycyjnych potraw, jesli juz to raczej Wigilia przypomina bardziej wloskie tradycje niz polskie.
    Z Wielkanocnej tradycji zostal zurek, jakos wszyscy lubimy i na tym koniec. Nie ma zadnej swieconki, owszem sa jajka ale te rowniez sa na serwowane na wiele innych sniadan:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tak to wszystko, co ze swietami zwiazane, wkurza, ze gdyby to ode mnie zalezalo, wykreslilabym je z kalendarza. Jakby nie mozna bylo spotykac sie z rodzinami kiedy indziej albo wykazywac mnie zadecia. Modne jest wzdychanie, jakie to te swieta nastrojowe i jak je wszyscy lubia. Z drugiej strony zauwazam trend narzekania i zapewnienia odchodzenia od tradycji lub powrotu do slowianskich korzeni. A i tak wszyscy dostaja hyzia jak przychodzi co do czego.

      Usuń
    2. Nie wszyscy, nie wszyscy :D

      Usuń
    3. U nas nie ma zadecia, ani pedu do sprzatania, czy gotowania. Polowe swiat i tak przelezalam do gory dupa:))
      A jak sie przeprowadzimy to zupelnie zlikwiuje swieta, wtedy bedziemy sie spotykac wtedy kiedy nam pasuje i tez bedzie dobrze.

      Usuń
    4. I to jest bardzo sluszna decyzja! Trzeba umiec sie uwolnic przed dyktatura swiateczna. :)

      Usuń
  14. Z dzieciństwa pamiętam magię Świąt, tych wiosennych i zimowych. Mama krzątała się przy kuchni, pachniało wypiekami. Kiedy moja siostra miała już swoją rodzinę śniadania wielkanocne odbywały się już w swoim gronie, ale wigilia była wspólna u nas, póki żyłam mama, potem się zbuntowałam. Teraz spotykamy się na wigilii u siostry, a reszta jest we własnym zakresie. Ona ma swoją rodzinę, dzieci, wnuka, a nas jest tylko dwoje. W tym roku zrobiliśmy wyjątek i poszliśmy w pierwszy dzień świąt na chwilę do nich. Lubię te nasze święta we dwoje z kicią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy bylysmy dziecmi, na swieta czekalo sie z utesknieniem, to bylo cos wyjatkowego, a w handlu pojawialy sie w drugiej polowie grudnia. I bylo dobrze, nie zdazaly zbrzydnac. Teraz komercja, blogi, egzaltacja i takie tam glodne kawalki.
      Dla mnie swieta moglyby przestac istniec, to i tak wszystko pic na wode i zaklamanie.

      Usuń
  15. Już w dzieciństwie pytałam się mamy o powód, dla którego święta to przede wszystkim masa pracy w kuchni i masa jedzenia nie do przejedzenia. Od lat śmieję się, że czas około świąteczny dzieli się też na: 1. przed świętami - nie jedz, bo to na święta i 2. po świętach - jedz bo się zmarnuje. ;))) W tym roku nareszcie udało mi się przekonać rodziców i teściów, że jeść i owszem - możemy i chcemy, ale z umiarem, nie spędzając całego dnia za stołem. Bo w końcu święta polegają na czymś zupełnie innym, prawda? ;) Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby tak kazdy skupil sie na sednie swiat, nie dekorowalby domu jakimis tam jajami, zajaczkami, gwiazdkami i mikolajkami. Nie spedzalby dni przy stole i przed telewizorem. Wszystkim rzadzi komercja, chec wyzerki i napicia sie, bo do tego kazdy powod dobry. Gdzie w tym wszystkim podzial sie prawdziwy sens swiat?

      Usuń
    2. Sens swiat? Ano idzie facet z osiolkiem i kobieta w b. zaawansowanej ciazy, sa bardziej niz jednoznaczni w ubiorze etc. Drzwi, napis "Hotel". pukaja. otwiera wlasciciel. Pytaja czy jest cos wolnego. Na co on - no nie ma niczego wolnego, przeciez jest boze narodzenie!
      no to masz sens swiat.

      Usuń
    3. Wlasciciel powinien jeszcze pokazac tabliczke "Zydow nie obslugujemy"

      Usuń
  16. No i fajnie, na rozkaz ja tez niczego nie lubię,owszem,jeszcze jakos tam niby te swieta są, tzn.wigilijne potrawy,bo wszyscy lubią i czekają, sniadanie wielkanocne mniej atrakcyjne,ale tez jeszcze jadamy,chociaz lepiej byłoby poxniej,zeby kazdy sie wyspał,na razie dostosowujemy do tego na ktora do kościola idzie teściowa ze szwagerm,odbebniamy o 10 wspolny posilek i juz z glowy,po świetach.Poźniej kazdy robi to co chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w niedziele spalam do 9.00, potem snulam sie po chalupie, a w poludnie zglodnialam i sobie cos do jedzenia przyszykowalam. I tak wlasnie lubie.

      Usuń
  17. No co Ty? Makiełki to świństwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam gorsze swinstwa, np. flaki, slimaki czy salceson. Makielki mi smakuja.

      Usuń
    2. No toż pewnie, że świństwo. Kto to widział, jeść trupy?

      Usuń
    3. A, jeszcze szparagi, nie trupy, a tez ohydne w smaku.

      Usuń
    4. No, i wygladajo trupio. :))

      Usuń
  18. Makiełki to śląskie makówki? Te co lata temu jadłam, były obrzydliwie słodkie i do dziś mam odrzut.
    Kutię lubię-to jako ciekawostka ;)

    A święta...?
    Okryję to milczeniem, by nie zaznać uczucia zwanego wkurwem.
    Ot co :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem, jakie sa slaskie makowki, ja z centralnej Polski. ;) Makielki sa slodkie, duzo w nich bakalii, ale raz w roku mozna zgrzeszyc.
      Jaska, ucz sie ode mnie, jak olewac swieta.

      Usuń
    2. Slaski wynalazek to moczka....az sie otrzasam na mysl niestety...

      Usuń
    3. piernik moczony w wodzie. chyba nigdy nie zrozumiem, ale Slazacy lubia :)

      Usuń
  19. to na koniec dnia się ja wypowiem

    strasznie nie lubię, jak ludzie niewierzący w imie jakiejś choropojmowanej tradycji biegna jak nawiedzeni w sobote na święcenie wielkanocnego koszyczka

    nie lubiłam też umęczenia mojej mamy przed świętami
    ważne były okna, mięsa, sałatki
    nie ja
    nie Pan Bóg

    staram sie przeżywać święta wg mojej wiary
    z Panem Bogiem
    i z moją rodziną
    wybieram to co wg mnie najważniejsze
    czego każdemu życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mysle, ze gleboko wierzacy maja latwiej w swieta, najgorzej maja ci, ktorzy maja wiare na pokaz, bo i swieta robia na pokaz.
      Ja przynajmniej nie udawalam i nie swiecilam pokarmow.

      Usuń
    2. i Twoja postawa jest mi bliższa niż pseudo katolików

      najgorzej, że mam wśród bliskich mi osób mnóstwo takich jedniodniowych chrzescijan
      i jak im zwrócisz uwagę to jesteś potepiona jako dewot

      ech

      Usuń
    3. W moim grajdolku, opis tego zwyczaju nieodmiennie wywoluje u tubylców w ogromne zdziwienie :o.

      Usuń
    4. W Niemczech tez jest nieznany, chyba ze w polskich parafiach na specjalne zyczenie.

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.