piątek, 5 maja 2017

Pochod pierwszomajowy po lesie Berlepsch.

Czasu bylo dosc, pogoda w sam raz na spacer, postanowilismy wiec polazic sobie po lesie nalezacym do zamku. Podazajac za drogowskazami, wybralismy szlak majacy nas zaprowadzic do Gartenbach (ogrodowy strumien), a liczacy sobie 4 kilometry dlugosci. Naiwnie myslelismy, ze droga gdzies zawraca i po przebyciu tychze 4 km znajdziemy sie z powrotem na zamku. Tymczasem okazalo sie, ze to 4 km w jedna strone i trzeba wracac ta sama droga. Zaczelo sie przyjemnie.




Jako ze zamek wybudowano na dosc wysokiej gorze, wszystkie drogi wioda w dol. Maszerowalo sie latwo wiosennym lasem, gdzie przyroda wlasnie budzila sie do zycia, paprocie wystawialy swoje wezowe pedy spod sciolki. Toya pelna motywacji i dobrych checi, ciagnela jak perszeron, wciaz trzeba bylo ja hamowac, zeby sie samemu nie wykopyrtnac.
Czy to bajka, czy nie bajka, myslcie sobie jak tam chcecie, a ja przecie Wam powiadam - krasnoludki sa na swiecie. Maja nawet domki w lesie w zbutwialych pniach.


Bylo pieknie, las pachnial, a zza drzew pokazaly sie zlote pola rzepakowe.




Kiedy nagle... zauwazylam na poboczu cos niezwyklego. Miejsce zbrodni!



Rozegral sie tam krwawy dramat... jeno piórka zostaly.
Drzewa sie przerzedzily i wyszlismy na rozlegle pole. Droga zawiodla nas prawie do samej wsi, a strumienia jak nie bylo, tak nie bylo. Dopiero w domu na mapie zobaczylismy, ze biegl on rownolegle do drogi, z ktorej powinnismy zboczyc. Tyle tylko, ze zabraklo jednego drogowskazu.



Powiekszcie sobie panorame kliknieciem




A zamek, do ktorego przyszlo nam wracac ta sama droga?

Jest na zdjeciu. Nie widzicie? Zdjecie powiekszone?

No dobra, tutaj juz widac go lepiej. Jeszcze nie?

A tu calkiem przyzoomowane
 To jest odleglosc tylko 4 kilometrow, a wydaje sie, jakby zamek byl na koncu swiata. To niby niewielki dystans, zwlaszcza dla takich piechurow jak my,  ale ta droga powrotna wiedzie POD GÓRE!!! Roznica poziomow jakies 200 metrow. Jesuuu, nawet Toya przestala ciagnac i wlokla sie noga za noga. Wciaz robilismy krotkie postoje na zlapanie oddechu i napicie sie wody. Troche nam zeszlo, zanim dotarlismy do celu.
Toya natychmiast po wejsciu do samochodu padla i przespala cala droge do domu.




34 komentarze:

  1. Cudnie, ma sie ochote zawolac, co za widoki! A te lasy, europejskie drzewa, wlasnie tego brakowalo mi tutaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fajne sa, ale ostatnio pelne kleszczy, bardzo trzeba uwazac i ogladac siebie i piesy po powrocie do domu. A potem trzasc sie przez kilka tygodni, czy juz ma sie te borelioze, czy tym razem jeszcze nie. Brrr...

      Usuń
  2. Tez bym padla... :). I az pachnie lasem, takim prawdziwym, którego juz daawno nie mialam okazji niuchnac :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale JAKIES lasy tam macie? Czy w ogole?
      Czlowiek teskni do egzotyki, podrozy, a kiedy ma to na codzien, wraca tesknota za tym, co swojskie i dobrze znane. :)

      Usuń
    2. W pólnocnej czesci owszem, "na dole" typowo sródziemnomorski biotop i typowych lasów niet.

      Usuń
    3. No to do kitu! Jak tu zyc bez lasu?

      Usuń
    4. Ale jakims cudem zyjesz? :)))

      Usuń
    5. Z przyzwyczajenia ;)

      Usuń
    6. Do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic.

      Usuń
  3. Kocham drzewa, kocham las...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z calym inwentarzem w postaci kleszczy? :)))

      Usuń
    2. Cóż, kleszcz też się musi napić...

      Usuń
    3. Kleszcz tez czlowiek, co bedzie siedzial o suchym pysku...

      Usuń
    4. No to niech se, qrna, szuka kogos innego, a mnie i psy moje zostawi w spokoju°!

      Usuń
    5. Ale ja nie napuszczam na Ciebie kleszczy, ja tylko napisałam, że kocham drzewa...

      Usuń
    6. Acha. To zmienia postac rzeczy. ;)

      Usuń
    7. Nareszcie zatrybiła :)))

      Usuń
    8. Lepiej pozno... Blondynki tak majo.

      Usuń
  4. Ano i jak to jest że mówi się iść POD górę a idzie się NA górę??

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudna wycieczka.Trochę męcząca.Alę może sposób na Toyę właśnie znalazłaś.Ja też lunę sprawdzam po każdym spacerze.W zeszłym roku miała boleriozę.dwa miesiące brania antybiotyku,ochrony na żołądek i wątrobę.Zachorowała mimo że była zabezpieczona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasny gwint! Ja nie wiem, mialam w zyciu setki kleszczy w sobie i nigdy na nic nie zachorowalam. Teraz te potwory nosza w sobie takie zarazki, ze swiat nie widzial. Kiedys nawet kleszcze byly normalne. :))

      Usuń
  6. Ja się boje lasu, jakiś taki jest żarłoczny i te oślizłe grzyby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to go uwielbiam, kazdy pobyt naladuje mnie taka energia, ze moglabym gory przenosic (pod warunkiem, ze nie musze sie pod te gory wspinac). :)))

      Usuń
  7. No to zamczysko zrobiło Was na szaro ;))) ale zmęczenie było zapewne bardzo przyjemne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bylo, chociaz po drodze zbieralam pluca z ziemi. :)))

      Usuń
  8. Piękny spacer, podziwiam was, bo ja jednak wolę rower :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba bys nie wjechala na rowerze pod te gore. :))

      Usuń
  9. Fajna okolica i super spacer! Pod górkę też bym miała sapkę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajny spacer :) I Toyka wymęczona .... spaliście pewnie bez problemów po takiej wędrówce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na ogol sypiam bez problemow i do wielkiej rzadkosci naleza zaklocenia snu. Przynajmniej tyle mam szczescia. :)

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.