sobota, 29 września 2012

Husum.

Husum to miasto powiatowe, a mieszkaja w nim ponad 22 tysiace ludnosci. Pierwsze pisemne wzmianki o nim pochodza z XIII wieku, ale osada szacowana jest na epoke kamienna, czyli korzenie jej siegaja baaardzo daleko w przeszlosc.


Husum ma rowniez te typowa zabudowe miast portowych. Moze to moje subiektywne wrazenie, ale momentami przypomina mi Gdansk, ktory tez w koncu kiedys byl przez jakis czas niemiecki.







Kosciol mariacki, zbudowany w koncu lat 20-tych XIX wieku w stylu klasycystycznym zlotych czasow Danii. Zaprojektowany zostal przez Christiana Frederika Hansena.




Przed kosciolem, gdzie odbywa sie targ, stoi tzw. Fontanna Tiny (Tine-Brunnen), zbudowana w 1902 roku. Jej oficjalna nazwa to Asmussen-Woldsen-Brunnen od nazwisk husumskich dobroczyncow Friedricha Woldsena i Anny Cathariny (Tiny) Asmussen.


















Miasto jest urokliwe, duze i bardziej tetniace zyciem niz wszesniej odwiedzane przez nas miejsca. Taki portowy powiew wielkiego swiata, ale na mniejsza skale niz Hamburg czy Bremen.












Sliczny dom, gdzie miesci sie apteka pod labedziem.

Po zagladaniu do rozniastych sklepow (zagladalysmy tylko my, a maz stal z Kira na zewnatrz i sie zloscil), powleklismy sie do portu, a tam...
... takie oto gustowne cudenka: krowa na dachu, rozowa rybka tuz obok, krewetka przymocowana do latarni lancuchem od roweru i rachityczny pirat zapraszajacy do knajpy. Nie skorzystalismy.



Byly tez fajniejsze rzezby, ktore z kazdym podmuchem wiatru  zmienialy swoj uklad. Sa to tzw. rzezby kinetyczne.
Ta na zdjeciu jest autorstwa Hansa-Michaela Kissela.



Trafilismy akurat na odplyw i zamiast wody w basenie portowym lezala kupa szlamu, a resztek wody ubywalo i ubywalo. Nawet kajakiem nie byloby szansy poplywac.








Wszystkie jednostki plywajace czekaly cierpliwie na lepsze czasy, czyli na przyplyw. Ze szlamu wystawaly im tylko stepki, czy jak to tam sie nazywa. Staly piekne zaglowce, ktorych zaloga z nudow gotowa byla opowiadac i oprowadzac po jednostce, czekal nawet prom, a wszyscy przyjmowali ten dopust ze stoickim spokojem.
W dali majaczyly, przypominajace wiezowce, silosy portowe.



Blizej robily jeszcze wieksze wrazenie, strzelaly do samego nieba.



Po prawej: wieza wodna w Husum.







Wreszcie, znuzeni kopytkowaniem po porcie, wrocilismy do srodmiescia i z ulga zasiedlismy do kawy, lodow i ciasta. A co tam! Dosc spalilismy kalorii szlajajac sie od statku do statku.


Zwroccie uwage na szklane oslony kawiarnianego ogrodka i "popielniczke" nakryta odwrocona doniczka. To wszystko przez te wiatry, inaczej nikt by nie usiadl na zewnatrz, a pogoda akurat byla piekna.
Wszystkie lokale na wolnym powietrzu tak wlasnie chronia gosci przed silnymi podmuchami wszechobecnego wiatru.


























Dalismy popis zarcia, co sie zowie. Kiruni tez sie dostalo, zjadla wafelki od lodow i ciasteczka dodawane do kawy. Nalezalo sie psinie, bo i ona przebierala raciczkami jak sarenka.


Nogi nas juz bolaly i wlasciwie wybieralismy sie do domu, ale z naszej Eli taka nawigacja, jak nie przymierzajac z koziej pipki saksofon, wiec zesmy sie pogubili. A wlasciwej nawigacji nie odpalalismy, bo nazywalo sie, ze Ela wie, co i jak. Nie wiedziala!
I dobrze! Bo trafilismy przez przypadek w fajne miejsce, ale o tym juz kiedy indziej.


13 komentarzy:

  1. Ciekawa nazwa,
    ale raczej nie wiem dlaczego kojarzy mi się z Turcją :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogrzebalam troche w guglach, zeby te nazwe wyjasnic. Otoz wiele miejscowosci w Niemczech ma przyrostek "hausen" na koncu (od haus - dom). Jezyk niemiecki, podobnie jak inne, ulegal na przestrzeni wiekow zmianom. "Husum", "husun", "husom", "huson" to w celowniku l.mn. "przy domach", pozniej w nowozytnym niemieckim "hausen". Nazwa jest wiec czysto starogermanska. Wiele osad na polnocy Niemiec, glownie w Schlezwig-Holstein, jak rowniez nazwy Wysp Fryzyjskich,maja nazwy konczace sie na "sum" i "um".
      Sama sie czegos dowiedzialam, przy okazji Twoich watpliwosci.

      Usuń
  2. Cóż, za malownicza miejscowość...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Gosiu, piekna. Zreszta wszystkie wiochy, miasteczka i male gminy sa takie wypieszczone. Duze miasta wygladaja znacznie gorzej.

      Usuń
    2. To akurat prawda, chociaż i tak lubię Niemcy, zakochałam się w Berlinie...

      Usuń
    3. Bo jeszcze nie widzialas Getyngi i jej podobnych mniejszych miast, ze nie wspomne o calkiem malych miasteczkach. Perelki!

      Usuń
  3. Dzięki Tobie odbyłam fajną wycieczkę. Przyznaję, nigdy o takim mieście nie słyszałam. A to, co pokazałaś spodobało mi się. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam na ciag dalszy, to jeszcze nie koniec. Mam nadzieje, ze wczesniejsze posty z podrozy nad Morze Polnocne tez juz poznalas?

      Usuń

Dziekuje za Twoj komentarz.
Lubie wiedziec, z kim rozmawiam, moge dyskutowac, ale nie toleruje chamstwa i atakow ad personam. Anonimowe komentarze i tak wpadna do spamu, wiec mozecie sobie oszczedzic pisania, a obrazliwe beda usuwane.