Och, gdybym ja byla bogata...
Na pewno zostalabym dluzej nad tym morzem, to po pierwsze. Po drugie nie tluklabym sie samochodem w tloku i upale, tylko wsiadlabym sobie w wyczarterowany samolocik i w krotkim czasie znalazlabym sie w miejscu docelowym.
Gdybym... gdybym...
A przeciez powinnam byc zadowolona, ze w tym niemilosiernym skwarze mialam chociaz klimatyzacje w samochodzie. Kiedy tak stojac w korkach przygladalam sie innym uzytkownikom ruchu, jadacym z pootwieranymi oknami, czerwonym na twarzach, z mokrymi od potu wlosami, sponiewieranym i ledwie zywym, cieszylam sie jednak, ze sama moglam ich marnego losu uniknac.
Tylko ze czlowiekowi zawsze malo i majac jedno, chcialby miec wiecej.
Najpierw chcielismy wystartowac o 6.00 rano, bo podczas ekstremalnych upalow samochod moglby odmowic posluszenstwa, woda w chlodnicy moglaby sie zagotowac i lakier splynac z karoserii. Jednak prognoza pogody i zapowiadane ochlodzenie przytepily nasza czujnosc. A nalezalo wziac pod uwage nie tylko warunki pogodowe. Otoz dobiegaja konca ferie w Dolnej Saksonii, a w niedziele skonczyl sie tez Wacken Open Air. Trafilismy wiec na wzmozony ruch w kierunku poludniowym.
Dostalismy sie w 22-kilometrowy korek i nawet w radiu ostrzegali, zeby nie szukac objazdow, bo te sa rowniez zatkane do granic wytrzymalosci. Posuwalismy sie w slimaczym tempie, w otoczeniu zmeczonych uczestnikow festiwalu rockowego, latwo rozpoznawalnych poprzez naklejone na tylnych szybach litery W:O:A oraz rodzin z dziecmi w przeladowanych po sufit autach lub przyczep kempingowych z calei Europy. Na szczescie ciezarowki odpadly, bo w niedziele nie wolno im jezdzic, w przeciwnym razie podroz trwalaby jeszcze dluzej i byla znacznie bardziej meczaca.
Robilismy krotkie postoje na kawe i siusiu, ale na parkingach trudno bylo znalezc miejsce do parkowania, tak byly zatkane. Meza tak zamulila ta podroz, ze zaczal prawie zasypiac za kierownica, wiec zarzadzil: hop-siup, zmiana dup i kazal mi kierowac, na co w ogole nie mialam ochoty. Ale co bylo robic? Wolalam jeszcze pozyc zamiast zginac na skutek zasniecia kierowcy, wiec sie poswiecilam i dowiozlam nas do samego domu.
A w chalupie... sauna z odorkiem. Mieszkamy na parterze, wiec jesli opuszcza sie pielesze, trzeba szczelnie zamknac okna i tak zrobila corka, ktora mieszkala u nas przez te kilka dni naszej w domu nieobecnosci.
Normalnie, kiedy wchodze w drzwi, na powitanie biegnie Miecka. Tymczasem wchodzimy, a kota nie ma. Wolam, a bidulka wychodzi niesmialo spod lozka, zdziwiona, ze to nie ta smierdzaca innymi kotami OBCA, tylko wlasna mama! Jak ona zaczela cwierkac, doslownie jak wrobelek. Gadala do mnie bez przerwy, skarzyla sie, zesmy ja na tak dlugo zostawili, ze ona tak tesknila, ze nie wychodzila praktycznie spod lozka. Akurat! Miejsce, na ktorym ja spie, bylo az czarne od jej siersci. Tam sie zagniezdzila, bo mogla czuc moj zapach. Musialam odpalic odkurzacz, zeby sciagnac Mieckowe klaki z wlasnej poscieli oraz z serwety na stole, bo tam tez sie moscila. Wie cwaniara jedna, ze jej tego nie wolno robic, wiec bezlitosnie wykorzystala sytuacje, ze nikt jej stamtad nie spedzal psikawka od kwiatow. Corka mowila, ze kiedy byla u nas, Miecka chowala sie w najdalszy kat i nawet grzechotanie pudelkiem z jej kocimi cukiereczkami nie bylo w stanie jej wywabic. Corka zostawiala wiec cukiereczki, a te rano znikaly. Kilka razy, kiedy Miecka wylazla spod lozka, spogladala na nia wrogo, prychala, syczala i chciala drapac. Niewdziecznica jedna! Bez corki umarlaby z glodu i pragnienia, a kuweta zapelnilaby sie po sufit, a ta zolza nie pozwolila jej sie nawet pomiziac, tylko z mordem w oku chciala mi dziecko unicestwic. Tylko dlatego, ze pachnialo konkurencja. Z druga corka nie robi takich cyrkow, ale ona ma psa, wiec nie cuchnie obcymi kotami.
Taka to jest nasza Miecia.
Zaraz potem zaczela sie krzatanina, przygotowania do pracy, pranie i takie tam. Tylko... kiedy wyjrzalam przez okno, jakos brakowalo mi tych bezkresnych rownin polnocy, tego innego powietrza, tej urlopowej atmosfery. Zal sie zrobilo, ze to tak krotko, choc intensywnie, jakas tesknota zawladnela sercem. Ehhh...
Zostalo nam teraz tylko telefonowanie...
Elu,
za wspaniala goscine i za to, ze jestes...
