Moze nie pamietacie, bo to bylo tak dawno, wiec przypomne KLIK, ze poswiecilam swoje futro, ktore jeszcze przywleklam z Polski, a tu w ogole nie nosilam, na poslania dla psa i kotow. Kira dostala caly srodek, a koty po rekawie do swoich koszyczkow. Dlugo uciecha nie trwala, bo wtedy Bulka byla na etapie zaszczywania mi calego mieszkania oraz wszystkiego, co jej pod lapki wpadlo, rowniez futer i to nie tylko kocich, Kirze tez sie oberwalo. Futra powyrzucalam i tyle.
Nie tak dawno pisalam o swoim wkladzie w "odgruzowywaniu" mieszkania mamy naszego przyjaciela, kiedy trafila do domu opieki KLIK i KLIK. Wsrod calych hald rozniastych ciuchow, domowych tekstyliow i sprzetu AGD, trafilam na dwa pokrowce na samochodowe siedzenia z prawdziwej skory. A oni nawet nie mieli samochodu! Spytalam wtedy P. czy chce te pokrowce, nie chcial, wiec zabralam do domu z zamiarem podscielenia sobie pod tylkiem we wlasnym pojezdzie. Ale ze bylo wtedy sporo roboty, odlozylam futra na czas nieokreslony do piwnicy i oczywiscie o nich zapomnialam. W sobote cos tam razem ze slubnym robilismy w piwnicy, ja "znalazlam" futra i najpierw chcialam sama je zainstalowac, ale musialabym wyjac podglowki, a nie umialam, wiec scedowalam robote na meza. Ale i jemu nie udalo sie nawlec tych pokrowcow, po prostu nie pasowaly i tyle. No i co tu robic z tak mile rozpoczetym dniem? To znaczy z rozpakowanymi pokrowcami? Wyrzucic szkoda (no ja tak mam), a szukac kogos, komu by do auta pasowaly na siedzenia to mi sie nie chcialo. Slubny wpadl na pomysl, zeby polozyc jedno na poslanie Toyki.
Toya przedrzemala sie nawet, ale potem przeprowadzila na sofe, bo tam jej wygodniej. Wchodze w pewnej chwili do pokoju i slysze jakies szurania z Toyki koszyka, a nie widze nic. Za chwile znow cos szura, podchodze blizej, a tam...
... Miecka sie kokosi w najlepsze na nowej skorze. Przewala sie, jakby futro nasaczone bylo kocimietka, no widac, ze jest w siodmym niebie. Prawie niewidoczna, zdjecia zrobilam z lampa blyskowa, bo bez kot idealnie wtapial sie w tlo. Pozniej przez cale popoludnnie Miecka okupowala kosz Toyki i nie pozwolila jej sie do niego nawet zblizyc. Rada w rade slubny przyniosl drugi pokrowiec i ciepnal na stojacy w sypialni koszyczek Miecki, ten po Fuslu. Miecka tak sie w nim zagniezdzila, ze spi tam kazdej nocy. Pomyslalam wiec, ze zrobie jej tym duza frajde, a ona wreszcie ustapi miejsca Toyi. A tymczasem, kiedy szlam spac, w koszyczku Miecki zastalam dzikiego lokatora, ktory do tej pory nigdy sie koszyczkiem nie interesowal, to znaczy chwile na poczatku, a potem juz w ogole.
No rynce mi opadly! Tej nocy Toya spala z nami w lozku, w koszyczku Miecki rezydowala Bulka, a Miecka rozwalala sie w koszu Toyi. Tak te futra futrom przypadly do gustu, ze ruszyc sie z nich nie chca. Musze tylko pilnowac ich wilgotnosci, bo nie wiem, czy Bulce cos do lebka nie wpadnie i nie zechce ich oznaczyc. Zreszta jak znam zycie i koty, to ich fascynacja futrami i walki o miejsce szybko sie skoncza.
A nie mowilam?
Nie zapomnijcie pozostac w zdrowiu.
Usmiech nie jest wylacznie przypisany do dobrych ludzi. Psychopaci takze lubia sie usmiechac.
Banery, ordery i inne bajery
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toya. Pokaż wszystkie posty
piątek, 19 czerwca 2020
poniedziałek, 25 maja 2020
Nie jestem...
... cialopozytywna i juz. Nienawidze swojego ciala, nie akceptuje go. O ile na przyklad zmarszczki na gebie zupelnie mnie nie ruszaja i maja moja pelna akceptacje, bo naleza do procesu starzenia i sama je sobie latami wyrabialam, pracowalam na nie, o tyle nie moge sie pogodzic z tym, co dzieje sie ze mna po rzuceniu palenia. Czasem nawet mam ochote wrocic do nalogu i nie dlatego, ze ciagnie mnie nikotyna czy tez chce mi sie dymka, ale jednak palenie mialo wplyw na hamowanie apetytu i znacznie lepszy metabolizm. W pierwszym roku jakos to szlo, ale teraz, mimo ze prowadze dosc aktywne zycie, nie moge zapanowac nad "wyrastaniem z ciuchow". W moim wieku w ogole jest ciezko schudnac, za to tycie nie sprawia zadnych trudnosci. Mam z tego powodu mase zahamowan i kompleksow, mam do swojego ciala stosunek absolutnie negatywny, a do siebie samej pogardliwy, ze nie potrafie sie zdyscyplinowac i czegos z tym zrobic. Nienawidze sie!
Mam tez w ostatnim czasie, w ostatnich latach, niemaly problem z dogadaniem sie z wlasnym mezem. Mam wrazenie, ze on przez cale zycie nie dorosl i zatrzymal sie mentalnie w okresie dojrzewania, kiedy to psocenie i niewielkie zlosliwosci sprawialy najwieksza frajde. I nie byloby w tym nic zlego, gdyby nie przekladalo sie to na krzywde robiona psu. Juz w przypadku Kiry przekarmial ja i doprowadzil do lekkiej nadwagi, co w jej wieku i zaczatkach choroby stawow zaczelo byc problemem. Kiedy nastala u nas Toya, powzielam mocne postanowienie, ze do tego nie dopuszcze. Psy wielkosci Kiry/Toyi powinny trzymac wage 20kg, najgorsze jest jednak to, ze majac psa na codzien, niepredko zauwaza sie zmiany w figurze. Kiedy jednak podczas siadania zaczely jej sie robic walki na brzuchu, postanowilam ja zwazyc. Na wage wchodzi slubny, wazy sie netto, potem brutto z Toya na rekach, a tara to ciezar psa. Wyszlo 23,5, niby niewiele te 3,5 kilo, ale u czlowieka o wadze np. 60 kilo, bo u 20-kilogramowego psa to juz problem. Jak wiadomo Toya jest bardzo aktywnym psem, oboje duzo z nia chodzimy, z tym, ze ona pokonuje zawsze znacznie wieksze dystanse od nas, jak to pies. Gdyby byla mniej aktywna, juz wazylaby znacznie wiecej.
W poradach weterynaryjnych wyczytalam, ze pies jej wielkosci powinien jesc dziennie 450 gramow karmy, a poniewaz kupujemy jej 800-gramowe puszki, ktore sa na dwa dni, to rano miala dostawac 50 gramow karmy suchej. Kiedy ja wychodze do pracy, oni jeszcze spia, wiec to slubny obslugiwal ja sniadaniowo. Kilkakrotnie widzialam, ze dawal jej wiecej, zwrocilam uwage i myslalam naiwnie, ze dotarlo. Nie bralam w ogole pod uwage codziennej kostki dentystycznej Dentalstick, a ona tez swoj ciezar ma, no i tego, ze moj maz uznal, ze skoro pies zjada te wieksza porcje, to znaczy, ze jest glodny i tyle potrzebuje. To trwalo trzy lata, odkad pies jest u nas, ale ja zauwazylam te faldy na brzuchu dopiero teraz. Po zwazeniu psa zarzadzilam, ze poranna porcje trzeba drastycznie zredukowac, bo dodatkowo przeciez dostaje te kostke na zeby. Pokazalam slubnemu, jak ma wygladac porcja sniadaniowa i uznalam, ze zrozumial. Nie tylko bowiem trzeba bylo wrocic do zaplanowanych dla jej wielkosci tych 450 gramow, ale i to zredukowac, zeby mogla chudnac. Proces bylby dlugotrwaly, ale do wykonania. No sami powiedzcie, czy jesli rozmawia sie z dorosla osoba, podajac jej argumenty zdrowotne psa, to chyba mozna miec pewnosc, ze zrozumiala, prawda? No i niby na sniadanie dostawala tyle tych klockow, ile zarzadzilam, ale ktoregos dnia przypadkiem zobaczylam, co dostaje wieczorem. Otoz na porcji 400 gramow mokrej karmy z puszki spoczywala garsc (jego meska garsc) suchych klockow. Nie wierzylam wlasnym oczom!!! Gdyby nie przypadek, nie dowiedzialabym sie, ze on ja wieczorem przekarmia. Rece mi opadly i z wielkim trudem pohamowalam sie, zeby go nie zabic na miejscu. Najpierw spokojnie zapytalam, co to ma byc i od jak dawna miesza jej wieczorne mokre zarcie z klockami. No od dawna, bo ona wciaz glodna. Juz troche mniej spokojnie zaczelam nawijac od poczatku o jej nadwadze, o stawach, chorobach zwiazanych z otyloscia, o trudzie odchudzania zwierzecia i takie tam pierdy. A ten, z mina psotnego Dyzia, ze mu psa szkoda, bo glodny. I caly ucieszony, ze tak dlugo udawalo mu sie mnie oszukiwac, bo skoro zabralam psu polowe porcji sniadaniowej, to on dolozyl jej dwa razy tyle na kolacje.
Ja wiem, ze moge sama dawac jej jedzenie i pilnowac, zeby porcje sie zgadzaly, ale co w czasie, kiedy mnie w domu nie ma? Jak sami widzicie, rzeczowe argumenty nie przemawiaja i nie mam pewnosci, ze nie bedzie sie dzielil z psem wlasnym sniadaniem albo dawal jej jakies inne produkty. On ma jakas malpia radosc z robienia mi na zlosc i nie dociera, ze mnie tym nie wzruszy, za to wyrzadzi krzywde psu. Naprawde nie wiem, jak mam zyc dalej z czlowiekiem, ktory nie dojrzal.
Pozostancie w zdrowiu.
Mam tez w ostatnim czasie, w ostatnich latach, niemaly problem z dogadaniem sie z wlasnym mezem. Mam wrazenie, ze on przez cale zycie nie dorosl i zatrzymal sie mentalnie w okresie dojrzewania, kiedy to psocenie i niewielkie zlosliwosci sprawialy najwieksza frajde. I nie byloby w tym nic zlego, gdyby nie przekladalo sie to na krzywde robiona psu. Juz w przypadku Kiry przekarmial ja i doprowadzil do lekkiej nadwagi, co w jej wieku i zaczatkach choroby stawow zaczelo byc problemem. Kiedy nastala u nas Toya, powzielam mocne postanowienie, ze do tego nie dopuszcze. Psy wielkosci Kiry/Toyi powinny trzymac wage 20kg, najgorsze jest jednak to, ze majac psa na codzien, niepredko zauwaza sie zmiany w figurze. Kiedy jednak podczas siadania zaczely jej sie robic walki na brzuchu, postanowilam ja zwazyc. Na wage wchodzi slubny, wazy sie netto, potem brutto z Toya na rekach, a tara to ciezar psa. Wyszlo 23,5, niby niewiele te 3,5 kilo, ale u czlowieka o wadze np. 60 kilo, bo u 20-kilogramowego psa to juz problem. Jak wiadomo Toya jest bardzo aktywnym psem, oboje duzo z nia chodzimy, z tym, ze ona pokonuje zawsze znacznie wieksze dystanse od nas, jak to pies. Gdyby byla mniej aktywna, juz wazylaby znacznie wiecej.
W poradach weterynaryjnych wyczytalam, ze pies jej wielkosci powinien jesc dziennie 450 gramow karmy, a poniewaz kupujemy jej 800-gramowe puszki, ktore sa na dwa dni, to rano miala dostawac 50 gramow karmy suchej. Kiedy ja wychodze do pracy, oni jeszcze spia, wiec to slubny obslugiwal ja sniadaniowo. Kilkakrotnie widzialam, ze dawal jej wiecej, zwrocilam uwage i myslalam naiwnie, ze dotarlo. Nie bralam w ogole pod uwage codziennej kostki dentystycznej Dentalstick, a ona tez swoj ciezar ma, no i tego, ze moj maz uznal, ze skoro pies zjada te wieksza porcje, to znaczy, ze jest glodny i tyle potrzebuje. To trwalo trzy lata, odkad pies jest u nas, ale ja zauwazylam te faldy na brzuchu dopiero teraz. Po zwazeniu psa zarzadzilam, ze poranna porcje trzeba drastycznie zredukowac, bo dodatkowo przeciez dostaje te kostke na zeby. Pokazalam slubnemu, jak ma wygladac porcja sniadaniowa i uznalam, ze zrozumial. Nie tylko bowiem trzeba bylo wrocic do zaplanowanych dla jej wielkosci tych 450 gramow, ale i to zredukowac, zeby mogla chudnac. Proces bylby dlugotrwaly, ale do wykonania. No sami powiedzcie, czy jesli rozmawia sie z dorosla osoba, podajac jej argumenty zdrowotne psa, to chyba mozna miec pewnosc, ze zrozumiala, prawda? No i niby na sniadanie dostawala tyle tych klockow, ile zarzadzilam, ale ktoregos dnia przypadkiem zobaczylam, co dostaje wieczorem. Otoz na porcji 400 gramow mokrej karmy z puszki spoczywala garsc (jego meska garsc) suchych klockow. Nie wierzylam wlasnym oczom!!! Gdyby nie przypadek, nie dowiedzialabym sie, ze on ja wieczorem przekarmia. Rece mi opadly i z wielkim trudem pohamowalam sie, zeby go nie zabic na miejscu. Najpierw spokojnie zapytalam, co to ma byc i od jak dawna miesza jej wieczorne mokre zarcie z klockami. No od dawna, bo ona wciaz glodna. Juz troche mniej spokojnie zaczelam nawijac od poczatku o jej nadwadze, o stawach, chorobach zwiazanych z otyloscia, o trudzie odchudzania zwierzecia i takie tam pierdy. A ten, z mina psotnego Dyzia, ze mu psa szkoda, bo glodny. I caly ucieszony, ze tak dlugo udawalo mu sie mnie oszukiwac, bo skoro zabralam psu polowe porcji sniadaniowej, to on dolozyl jej dwa razy tyle na kolacje.
Ja wiem, ze moge sama dawac jej jedzenie i pilnowac, zeby porcje sie zgadzaly, ale co w czasie, kiedy mnie w domu nie ma? Jak sami widzicie, rzeczowe argumenty nie przemawiaja i nie mam pewnosci, ze nie bedzie sie dzielil z psem wlasnym sniadaniem albo dawal jej jakies inne produkty. On ma jakas malpia radosc z robienia mi na zlosc i nie dociera, ze mnie tym nie wzruszy, za to wyrzadzi krzywde psu. Naprawde nie wiem, jak mam zyc dalej z czlowiekiem, ktory nie dojrzal.
Pozostancie w zdrowiu.
sobota, 23 maja 2020
Jak kamfora.
Minal kwiecien, zaczal sie maj, wreszcie nadszedl oczekiwany niecierpliwie 11 dzien miesiaca. Nie dzwonilam juz, tylko od razu pojechalam. A tu ZONK! Gabinet zamkniety, wisi kartka, ze do 11 maja jest urlop. Pomyslalam, ze dziwne to, ale moze mialo byc do 11-go wlacznie. Wrocilysmy do domu i ponownie pojechalysmy 13-go. Gabinet zamkniety, a kartka dalej informuje o 11-tym. Przez caly nastepny tydzien probowalam telefonicznie, ale nic sie nie zmienilo, jak gadal o 11 maja, tak gada do dzisiaj. Zaczelam sie niepokoic, ale pomyslalam, ze moze capneli go na kwarantanne, w koncu spedzal ten urlop jak co roku w ojczyznie i nie pytajcie mnie, gdzie dokladnie, bo nie wiem, ale wypytam go przy okazji. W kazdym razie domniemywam Afryke.
No ale widac nie tylko ja zamartwialam sie, co dzieje sie z naszym ludozerca, wiecej osob przebieralo niecierpliwie nogami, w koncu ktos przytomnie zapytal na naszej miejskiej stronie na fb, czy nie wiadomo, co sie z nim dzieje. Jedna z osob odpowiedziala, ze nie moze wydostac sie ze swojej ojczyzny i nie ma jak wrocic, bo samoloty nie lataja. No niby Niemcy sciagali swoich obywateli z roznych zakatkow kuli ziemskiej i ulatwiali czy wrecz umozliwiali powrot do domu. Czy on jest na takim zadupiu, ze nie oplacalo sie wysylac samolotu po niego jednego, czy nie chcial wracac wczesniej w nadziei, ze jakos to bedzie, no i utknal na dobre.
Zrobilam szybko termin do innego weta i w koncu Burek zostal zaszczepiony, bo nie wiem, jak dlugo musialabym czekac na powrot jej lekarza rodzinnego. Cena tez byla akceptowalna, choc nieco wyzsza niz u naszego. No i psina cierpiala podwojnie, bo nie pozwolono mi stac przy niej i pocieszac, jak to zwykle mialo miejsce, tylko kazano trzymac odstep. Musialam oczywiscie nosic ten szmaciany kaganiec i w ogole wszystko bylo jakies strasznie meczace. No ale mamy z glowy do nastepnego roku.
Kupilam juz sobie bilety kolejowe na wyjazd we wrzesniu nad morze, jade sama, bo ktos musi zajmowac sie kotami. Zreszta odpoczynek od slubnego tez mi sie nalezy, co nie?
Dbajcie o siebie i pozostancie w zdrowiu.
poniedziałek, 11 maja 2020
Slodziutki poscik...
... z lyzka dziegciu na zakonczenie.
Tym razem o zwierzatkach domowych, bo takie zyczenie wyrazilo kilka osob z fanklubu tych bestii, ktore mnie pol zdrowia kosztuja. Ja tak obiecuje, ale kiedys sie doczekaja, ze zrobie z nich pieczen albo inna potrawke w sosie slodko-kwasnym. Przynajmniej sie najem i bede miala spokoj do konca zycia. Nasci, fanklubie, oto one:



A z ostatnich dni to szylam maseczki, a Bulka bardzo mi wchodzila w droge i przeszkadzala pomagala. Najpierw wygodnie sie zagniezdzila w pudelku z tkaninami, pozniej uznala, ze deska do prasowania znacznie lepiej nadaje sie dla kota do spania.
Dziekuje za uwage. Czy fanklub jest kontent?
A dla niefejsbukowych mocny wiersz autorstwa Mateusza Damieckiego.
Ze zwierzakami czy bez pozostancie w zdrowiu.
Tym razem o zwierzatkach domowych, bo takie zyczenie wyrazilo kilka osob z fanklubu tych bestii, ktore mnie pol zdrowia kosztuja. Ja tak obiecuje, ale kiedys sie doczekaja, ze zrobie z nich pieczen albo inna potrawke w sosie slodko-kwasnym. Przynajmniej sie najem i bede miala spokoj do konca zycia. Nasci, fanklubie, oto one:
![]() |
| Nastroszony Bazyliszek na parapecie |
![]() |
| Burek zlozony w scyzoryk |
![]() |
| Popisy akustyczne |
![]() |
| Andzia w kwiatkach |
![]() |
| Ukochane piorka Zolzy |

Pies nie lubi miec kota za plecami
![]() |
| Gdyby wzrok mogl zabijac... |
![]() |
| Coporanne rytualy |
![]() |
| Bulka idzie po zakupy... |
![]() |
| ... a Toya ja pilnuje, zeby z koszyka nie wypadla |
![]() | |
| - Toya, czy juz wygladam jak logo Pumy? |
![]() |
| - Raczej nie. - A teraz? |
![]() |
| Psy nadal nie lubia kotow za plecami |
![]() |
| Ptaszek? |
![]() |
| Wojna na spojrzenia |
![]() |
| A mama tym pstrykaniem przeszkadza w manewrach zaczepno-obronnych |


![]() |
| Takie uszylam... |
![]() |
| ... i takie |
![]() |
| A tak wyglada na czlowieku (moja najmlodsza) |
A dla niefejsbukowych mocny wiersz autorstwa Mateusza Damieckiego.
"Dziękuję”
Za pogardę, za pychę,
za wasz jad i za ciche,
nocą śmierci wyroki wydane,
potem z samego rana
długopisem adriana
podpisane, choć nie przeczytane
za mój wstyd przed zachodem,
za ruletkę ze wschodem,
za sponsoring spiskowej teorii,
za te mordy zdradzieckie,
i za groby radzieckie,
za pisanie od nowa historii
za szpitale, za szkoły,
za teatry, kościoły,
za muzea i za telewizję,
za jedynkę, za dwójkę
za kurskiego, za Trujkę
i rządowych pojazdów kolizje
za brak perfum i stylu,
za garnitur z winylu,
za biel skarpet do czarnych sandałów
za tandetę, za broszki,
za kropeczki i groszki
i za gnój wlany do trybunałów
za półtorej miesiąca,
żenujące, bez końca
form, przypadków i przysłów mylenie,
za gardzenie mównicą
w kraju, a za granicą
za wymowne, sromotne milczenie
za wiatraków demontaż,
z rosji węgla kolportaż,
mateczniki rżnięte bez litości,
kukły Żyda spalenie
oraz za przyzwolenie
na brunatne marsze wolności
za obłudę, za bierność,
za rozpustę, pazerność,
za koperty pod toruńskim stołem,
za przymykanie oczu
na krzyż w dziecięcym kroczu,
za małżeństwo ze świętym kościołem
za do skutku obrady,
za ubóstwa parady,
i za srebrny, podniebny wieżowiec,
waszych wszy premiowanie,
i marszałka latanie
na rachunek ludu, stada owiec
za dyskretne rozmowy
w restauracji u sowy,
za w sałatce zatęchłą padlinę,
za mój świat w misce ryżu,
za widelec w Paryżu,
za profesor pawłowicz krystynę
za żołnierzy wyklętych,
za ministrów rozdętych,
za posłanki i posłów do prania,
za ten cyrk, kabarecik,
za rzecznika praw dzieci
co od żłobka śle na polowania
za zabawę sądami,
granie misiewiczami
za banasia, getback i za skoki,
szydła, haki, zasieki
i za robienie beki
z wyborów, a z wyborcy wywłoki
za mój strach, za bezsenność
i za waszą sumienność
w programowym łamaniu godności,
w wyśmiewaniu człowieka,
wszak nie zadrży powieka
gdy kopiecie bezbronne słabości
za tragedię zgwałconej,
za obietnic miliony,
waszą zdradę, waszą prostytucję,
za rzucane po równo
błoto, brud, syf i gówno
w moją Flagę, w moją
Konstytucję.
Za to wszystko się kłaniam,
przed odrazą się wzbraniam,
więcej – leję szampana po brzegi,
za to wszystko dziękuję,
dzięki wam porządkuję
facebookowych znajomych szeregi
jednych łatwiej zapomnieć,
innym trzeba przypomnieć,
że nie lubię, gdy w twarz mi się spluwa,
na odchodne szczekają,
bluźnią i ujadają,
tak się właśnie nienawiść wykuwa
wiem kto z nich za pięć stówek
ser i kilka parówek
oddał Polskę złodziejom w niewolę,
wiem też komu trzynastka
na ofiarę i ciastka
odebrała myślenie i wolę
dzięki wam widzę jasno
kto jest ślepy, kto zasnął,
a kto nadal ma otwarte oczy,
i bez cienia zwątpienia
chwyta sens powiedzenia,
że to pycha przed upadkiem kroczy
dzięki wam wiem na pewno
kto jest drzewo, kto drewno,
kto jest prawa, a kto lewa ręka,
wiem co silne, co marne,
wiem co białe, co czarne,
dzięki wam moje lustro nie pęka
dzięki wam na ulicy
poznam wroga w przyłbicy
strachu, wzgardy i w zbroi uprzedzeń,
dzięki wam, w tłumie, zawsze
przyjaciela wypatrzę,
bo swojego rozpoznasz w potrzebie
swój nie pluje, nie klęczy,
swój nie flekuje tęczy
i nadzieję ma w sercu na skraju,
swój ma jasne spojrzenie
oraz jedno pragnienie
by znów było normalnie w tym kraju
żeby w końcu przestali
w żywe oczy łgać, mamić
by podłości nie mydlić Polskością
byśmy mogli niebawem
Prawo znów nazwać Prawem,
Sprawiedliwość zaś Sprawiedliwością
jeszcze jedno marzenie
już na koniec, przez cienie
z mroku w słońce przebija się śmiało
aby kiedyś, mój Synku,
gdy dorośniesz, kruszynko,
„Być Polakiem” aż tak nie bolało.
Mateusz Damięcki
2 maja 2020
Ze zwierzakami czy bez pozostancie w zdrowiu.
środa, 29 kwietnia 2020
Kfiatkowy letki poscik.
Ten najpiekniejszy w roku czas nie trwa wiecznie, a powiedzialabym nawet, ze bardzo krotko, za krotko. Stanowczo. Ledwie czlowiek oszalal z radosci, ze pierwsze zwiastuny wiosny, krokusy i forsycje zaczely pieknie kwitnac, a tu juz zdazyly dawno przekwitnac, byly tulipany, pozostaly po nich suche badyle. Drzewa owocowe otulily sie kwieciem, a juz ich platki pokryly jak snieg ziemie wokol pnia. Rzepak zatem postanowilam jeszcze raz zlapac, bo pewnie przy panujacej suszy szybko przeminie ta energetyzujaca zoltosc. Tym razem wybralismy sie w okolice Diemardener Warte. Ktos z naszej getynskiej grupy fotograficznej byl tam, zrobil zdjecia, a ja zachwycilam sie duzymi polaciami zoltosci, a ze dawno tam nie bylismy (ostatnio z Boguska), to pomyslalam sobie, ze czas.
Jednego nie wzielismy pod uwage, ze na tym wygwizdowie i gorkach do cna nas przewieje, w miescie bowiem nie czulo sie zupelnie wiatru, tam zas wial nieprzyjemnie i smagal lodowatymi podmuchami. My zas nie bylismy odpowiednio na taka okolicznosc ubrani.
Znow do znudzenia fotografowalam kwitnace drzewa owocowe, jedno z nich wygladalo na calkowicie wyschniete i puste w srodku, a jednak wypuscilo swieze galazki i eksplodowalo kwiatkami. Nisko stojace slonce oswietlalo szczegolnie pieknym cieplym swiatlem wszystko dokola. Zlota godzina...
Toyka nic sobie nie robila z wiatru, w koncu nie od parady ma piekne i grzejace futerko. Calkiem dobrze radzi sobie na tej 10-metrowej smyczy, nie ma krzywdy, moze pobiegac i poskakac po usypanych w polu pryzmach ziemi.
Niby zadna to gorka, alesmy sie zasapali wchodzac na nia szybkim krokiem, bo slubny piszczal, ze mu zimno. Mnie tam chronila warstewka tluszczyku, wiec specjalnie sie nie trzeslam.
Galopowalim na dol tak szybko, na ile chore kolana pozwolily, a w aucie nastawilismy ogrzewanie jak w zimie. Jak nam sie nagle blogo zrobilo...
Pozostancie w zdrowiu.
Jednego nie wzielismy pod uwage, ze na tym wygwizdowie i gorkach do cna nas przewieje, w miescie bowiem nie czulo sie zupelnie wiatru, tam zas wial nieprzyjemnie i smagal lodowatymi podmuchami. My zas nie bylismy odpowiednio na taka okolicznosc ubrani.
Znow do znudzenia fotografowalam kwitnace drzewa owocowe, jedno z nich wygladalo na calkowicie wyschniete i puste w srodku, a jednak wypuscilo swieze galazki i eksplodowalo kwiatkami. Nisko stojace slonce oswietlalo szczegolnie pieknym cieplym swiatlem wszystko dokola. Zlota godzina...
Toyka nic sobie nie robila z wiatru, w koncu nie od parady ma piekne i grzejace futerko. Calkiem dobrze radzi sobie na tej 10-metrowej smyczy, nie ma krzywdy, moze pobiegac i poskakac po usypanych w polu pryzmach ziemi.
| Coraz wiecej tych elektrowni wiatrowych |
| Zaduma... |
| Juz widac ja z daleka |
| - Zoba, mama, jaka jestem duuuza! |
| Pojedyncza samosiewka |
| A slonce coraz nizej... |
| My za to coraz blizej... |
Niby zadna to gorka, alesmy sie zasapali wchodzac na nia szybkim krokiem, bo slubny piszczal, ze mu zimno. Mnie tam chronila warstewka tluszczyku, wiec specjalnie sie nie trzeslam.
| Jest cel! |
| Drzewa kwitna jak oszalale, a pod wieczor intensywniej pachna |
| Wplywamy na zoltego przestwor oceanu... |
| Gdyby nie swisty wichury, panowalaby kojaca cisza |
| Toyke ledwie widac |
| Morze rzepaku ciagnie sie... |
| ... prawie do samego Diemarden |
| Bez chmur zachod slonca jest nuuudny |
| Prawda? |
| I po ptokach |
Pozostancie w zdrowiu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































