Mam przez okno kuchenne taka telewizje, ze nie musze ogladac tej wlasciwej. Roboty tak ruszyly z kopyta, ze trudno uwierzyc, pracuja od ciemnosci do ciemnosci, ale Godzilla ma dobre reflektory, ktore az nadto oswietlaja plac rozbiorkowo-budowlany. Dla przypomnienia, na czym skonczylismy, zajrzyjcie sobie TUTAJ, a cala historia jest pod etykietami BUDOWA.
Pogoda sprzyja
Pracuja, ino sie kurzy, ale polewaja przez caly czas
Byl dom, nie ma domu
Godzilla sie krzata po gruzowisku
Sortuje drewno, metal, beton zbrojony i gruz ceglany
Tu zrzuca zbrojone stropy
Coraz bardziej przejrzyscie
Wyrwali zywoplot! Tez im przeszkadzal?
Zrobili miejsce dla barakow
Kiedy rano wchodze do kuchni, mam jak na przesluchaniu przez SB
Coraz mniej gruzu na placu, kontenery pracowicie wywozone
Smetne resztki zywoplotu :(
Godzilla moze sluzyc tez za dzwig, wlasnie znow przenosi barak blizej ulicy
Lada dzien zaczna stawiac prawdziwy dzwig i zacznie sie budowa. Nadal nie wiem, czy pogloska, ze zbuduja na tym miejscu biura naszej spoldzielni, jest prawdziwa. Zobaczymy.
Dla porownania zdjecia przed i po, pierwsze zrobione, kiedy lokatorow juz nie bylo, przed tymi policyjnymi cwiczeniami, drugie 23 stycznia.
Staralam sie zrobic dokladnie ten sam rzut oka, prawie sie udalo. Az serce boli, kiedy czlowiek zda sobie sprawe, ile zieleni ubylo, brzoza, drzewa przy ulicy, dwie stare gigantyczne wierzby i caly zywoplot.
A potem Godzilla podjechala mi pod same okna i zaczela wyrywac z ziemi metalowe stelaze, na ktorych rozciagniete byly sznury do suszenia bielizny. Po jakiego grzyba - nie wiem, ale pewnie musza zrobic droge dla dzwigu, bo z pewnoscia przyjedzie tu jakis dzwig, jak na kazdy plac budowy.
Pozniej wezwano transport dla Godzilli, jako ze prace rozbiorkowe dobiegly szczesliwego konca.
Podjechala
Mozolnie wspinala sie na lawete
Zabezpieczona!
Ale na placu budowy pozostaly jej szczeki
I pojechala...!
Trzeba jeszcze po sobie posprzatac, auta i maszyny pozostawily bloto na chodniku
No to czekamy na rozpoczecie prac budowlanych. Bedziecie ze wszystkim na biezaco :)
Ten Burek zostanie kiedys sierota i wyladuje w koncu w klatce schroniska dla zwierzat, bo my przez nia poumieramy na atak serca.
Kilka tygodni temu moj slubny niedomagal na tyle, ze poprosil mnie o poranne wyprowadzenie psa, zeby on mogl sie dluzej wygrzac w lozku. Mialam troche czasu, nie bylo problemu. Spuscilam Toye ze smyczy na takiej laczce, dosc daleko od ulicy i normalnie nic by sie nie wydarzylo, bo nie po raz pierwszy po tejze laczce latala. Tym razem jednak na teren myszo-lowow wybral sobie te sama laczke kot z pobliskich domkow jednorodzinnych i gdyby siedziel bez ruchu, Toya pewnie by go nawet nie zauwazyla. Ale kot nerwowo nie wytrzymal i rzucil sie do ucieczki, a ta cholera za nim. W strone ulicy, na szczescie malo uczeszczanej, ale akurat jechal jakis samochod. Ja wrzeszczalam, ona wydawala sie byc glucha, kot po prostu biegl o zycie, na slepo. Samochod zahamowal w pore, co wprawilo Toye w oslupienie, wrocila do rzeczywistosci, a potem do mnie. Ja z tych nerwow nawet jej nie osobaczylam, tylko sie po prostu poryczalam, a ona byla tym chyba bardziej przestraszona, niz gdyby dostala lanie.
Dwa dni temu zrobila podobny numer mojemu slubnemu, podobny ale znacznie gorszy. Byl z nia na spacerze na terenie centrum logistycznego, droga tuz przy nasypie kolejowym szybkiej kolei ICE. Kolej jest na calej dlugosci oddzielona wysokim solidnym plotem. Czego moj maz nie wiedzial, ja zreszta tez i czego nie widac z dolu z tej drogi, w plocie co jakis czas sa przeswity, bukwie po co. No i napatoczyl sie zajac czy dziki krolik, Toya go wyczula i rzucila sie za nim w slepa pogon, a ten durny gryzon przelecial przez te dziure w plocie, prosto na tory kolejowe. Burek za nim, moj slubny dostal takiego przyspieszenia przy wspinaczce na ten dosc wysoki nasyp, ze pobilby wszelkie rekordy swiata, tyle tylko, ze nie pasowal rozmiarami do dziury w plocie. Pozostawalo mu tylko wydzierac sie nawolujac Toye i gorliwie modlic, zeby nie przejezdzal zaden pociag. Jakims cudem udalo mu sie , ale wrocil do domu w takim stanie, ze balam sie o jego zdrowie, tak byl zszokowany i roztrzesiony.
Kilka lat temu w taki sposob stracil swojego psa nasz znajomy. Juz nie pamietam, czy pies za czyms pognal, czy czegos sie wystraszyl, w kazdym razie polecial na autobane i zginal, a facet mial jeszcze koszta zwiazane z uszkodzeniem cudzego samochodu.
Zupelnie nie mam pomyslu, jak ja od takich zachowan odzwyczaic. Z Kira chodzilam bez smyczy, kiedy dokola pelno krolikow latalo, matki z mlodymi, a ja je w spokoju fotografowalam. Albo nad Kiessee Kira szla dalej od brzegu, a ja zajmowalam sie robieniem zdjec gesiom z mlodymi. Toya goni doslownie wszystko, koty, ptaki i drobne gryzonie, w lesie w ogole nie spuszczamy jej ze smyczy, bo gotowa pognac za dzikiem, sarna czy jeszcze gorzej - wilkiem. Przeciez nie mozemy jej na stale prowadzac na smyczy, to pies, ktory potrzebuje duzo ruchu i nieograniczonego wybiegu, a male zwierzatka mozna spotkac doslownie wszedzie. Boje sie o nia...
A rozbiorka zaczela robic widoczne postepy. Na plac wjechal ciezki sprzet i zaczal od czesci budynku blizej ulicy.
Taka Godzilla...
... z wielka paszcza...
... zaczela nadgryzac...
... dach. Ino dachowki fruwali naokolo.
Juz wyzarla jedno okienko dachowe i rzad okien od ulicy w jednym pionie
Nawet zapadajaca noc nie wygonila robotnikow z budowy
Polewali wszystko woda, ale i tak pylilo sie paskudnie. Dobrze, ze byl dosc silny wiatr
Im ciemniej sie robilo, tym ich tempo bylo wieksze
Godzilla pozerala dom, nie ogladajac sie na nic
Rownolegle do ramienia (szyi?) Godzilli widac strumien wody, ktora polewano kurz
Tak bylo we wtorek wieczorem, w srode poszlam jeszcze po ciemku do roboty, a kiedy wrocilam...
Domu juz nie bylo
Jeno Godzilla stala tryumfujaco na szczycie gruzowiska...
... i znow sortowala pozostalosci. Zmienila tez paszcze na czerpak
Tu kupka drewnianych odpadow...
... tu metalowych...
... tu jakies zbrojone kawalki muru.
Podziwiam precyzje operowania tym potworem.
To tyle na razie, drugi dom jeszcze stoi. A w kazdym razie stal, kiedy pisalam, bo tego dnia pozniej...
I tylko widac przez te ichnie reflektory, jakie mam brudne szyby.
Ruszylo sie w nowym roku w domach naprzeciwko mojego kuchennego okna. Jeszcze w ubieglym roku ogrodzono teren plotami, teraz zas zaczela sie rozbiorka. Ale... ja sobie wyobrazalam te rozbiorke bardziej spektakularnie, ze przyjedzie jakis wrecking ball, niekoniecznie z ujezdzajaca go naga Miley, i walnie RAZ!, walnie DWA! i z dwoch chalup pozostanie sterta gruzu, ktora raz-raz wywioza w miejsce, gdzie zawsze wywozi sie odpady budowlane. A tymczasem... ale po kolei. Najpierw przyjechal plot, ktory rozstawil sam jeden jakis facet, poskrecal moduly i pojechal.
Potem byl sylwester, a ja sobie trenowalam warsztat, robiac zdjecia fajerwerkom, za co zostalam zbesztana na fejsbuniu, gdzie swoje zdjecia umiescilam. Chodzilo mianowicie o to, ze wystepuje przeciw fajerwerkom, wklejajac rozne apele, a potem te fajerwerki PROMUJE. No coz, sa to osoby, ktore tylko poluja na jakiekolwiek potkniecie, nigdy nie polajkuja czegos, czego nie da sie w zaden sposob skrytykowac, a odzywaja sie natychmiast, kiedy uznaja, ze mozna po kims pojechac.
Pozniej byl nowy rok, jakies dwa dni bez sensu, potem weekend, a na trzech kroli (tu dzien jak najbardziej roboczy, bo Niemcy to biedny kraj i na tyle swiat, co ma bogata Polska, nie moga sobie pozwolic) pojawili sie pracownicy i zaczeli sie bawic w reczna rozbiorke po kawaleczku, z natychmiastowym sortowaniem materialow rozbiorkowych..
Pojecia nie mam, co to moga byc za plachty
Wyglada to troche jak podklad wygluszajacy pod laminat, ale glowy nie dam
We wtorek zabrali sie za wyjmowanie okien
Wszystkie rowno zlozone na jedna kupke, dalej worki z jakimis innymi skarbami rozbiorkowymi (klamki?)
Tu jeszcze wiecej podkladow czy co to tam jest
A kiedy zapada zmierzch, majo lampkie na buldozerku. Pod sciana domu zlozone sa drzwi wewnetrzne
Tak ze, prosze panstwa, niemiecki ordnung musi byc, a w takim tempie to moze skoncza te rozbiorke do konca roku. Oczywiscie bede sprawozdawac na biezaco ;)