Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierszoklectwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierszoklectwo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 lipca 2019

Rozmowy z Krulovom Mieckom.

- Miąchaj futro, ale zwawo! Nie po brzuchu! Troche w prawo...
teraz z lewej...  przy ogonie... masz do tego dobre dlonie.
Ja tymczasem swym mruczeniem puls na lepszy ci zamienie, 
bo wiadomo nawet dzieciom, ze choroby koty lecza.
A pomruku czestotliwosc dobrze dziala na wadliwosc
serca rytmu i cisnienie, zylaki i dotlenienie,
wzmacnia kosciec, nerwy koi, czlowiek mniej sie jakos boi,
ostrzej widzi, lepiej slyszy i na schodach nie tak dyszy...
- Hola, hola, ma Krulovo, nie badz taką doktorową! 
Chwalipieto mala czarna, cos znachorka z ciebie marna.
Ponad tydzien mnie nie bylo, to sie tobie zatesknilo
za miąchaniem i pieszczotą, totez chwalisz sie jak zloto,
ze choroby wszystkie leczysz, przy czym sama sobie przeczysz,
wymyslilas te metode, bo chodzi o twa wygode,
o mizianek deficyty. To sa, Miecko, tanie chwyty!
Nie obiecuj wiec za wiele, daruj sobie ten szwindelek,
bo i tak dostarczasz wzruszen. Daj, pomiziam gruby brzuszek, 
juz nie prychaj, nie sycz groznie, nie spogladaj na mnie mroznie,
wlaczaj szybko swa wiertarke i udawaj znow lekarke.
- Bo jak ciebie, mama, nie ma, wnet powstaje ten dylemat,
kibel czyszczą, jesc nam dają, ale wcale nie miąchaja.







wtorek, 4 czerwca 2019

Za minute dwunasta.

Czas sie konczy i umyka, zegar coraz szybciej tyka,
by ratowac ziemie naszą od zaglady.
Biją w dzwony ekolodzy, debatuje polityka,
jak sie pozbyc tej patowej barykady.
Kiedy dzis na oceanach plastikowe rosna lądy
i plastikiem ryby sa faszerowane, 
przemieszczaja góre smieci naturalne morskie prądy,
a zbiorniki przerazają niskim stanem.
Gdy ostatni orangutan swiat opusci, bo palmowy
olej masz, a zysk stanowi preferencje.
Kiedy padnie nosorozec, bo mysliwy tepoglowy
potrzebowal jego rogu na potencje.
Slonie trabia wnieboglosy, lecz popyt na cenne ciosy 
i chec zysku wylaczaja juz myslenie,
nie pomoga rezerwaty, przesądzone sa ich losy
i za pozno bedzie na ich ocalenie.
Kiedy w piecach napalimy, co nam tylko w rece wpadnie,
dym sie wzbije czarny, gesty i smrodliwy.
Gdy odpady i trucizny zdolujemy w rzekach na dnie,
byle z oczu, na nic innych sa sprzeciwy.
Azotoxy i rundupy, a za nimi pszczele trupy,
za owadem pojdzie ludzkosc w cztery lata.
ludzie sa bezmiernie glupi, bo sie licza tylko łupy,
ich tereny sa w betonie, zamiast w kwiatach.
Nie pomoze szwedzka Lola, paskuda o gebie trolla,
nie pomoga szkolne piatki i wagary,
nic nie wniosa ich apele, poki forsa bedzie celem,
na nic beda tu modlitwy, ani czary.
Kiedy w oczach tylko zloto, kiedy "po nas chocby potop",
kiedy zrec im przyjdzie metal i pieniadze,
gdy gatunki poznikaja,  rozleci ostatni biotop,
runie swiat na skutek glupich rozporzadzen.
Ziemia stoi ostatecznie na krawedzi katastrofy,
jest swiadoma tego tylko garstka ludzi,
bedzie walka bratobójcza o jedzenie na kilofy, 
jesli czlowiek sie zawczasu nie obudzi.







wtorek, 19 lutego 2019

Przedwiosnie.

Przedwiosnie
radosnie
cos rosnie
na sosnie
i glosniej 
i sprosniej
donosniej
milosniej
zalosniej
zazdrosniej
najprosciej.
Soczyscie
srebrzyscie
i pączki
nie liscie
marzlyscie
lkalyscie
i dzdzyscie
i mgliscie
przejrzyscie
to spiszcie
kwieciscie.
Klasycznie
cyklicznie
mistycznie
lirycznie
optycznie
plastycznie
wytycznie
faktycznie.











Trudno uwierzyc, ze to dopiero polowa lutego. Dawno temu słowo "luty" po staropolsku oznaczało mroźny, srogi, okrutny, zły. To prawda, że potrafi być najzimniejszy i najbardziej dokuczliwy ze wszystkich swoich braci. Jednak gdy się ciepło ubrac, zaprasza na zimowe harce lodowo-śniegowe.
Idzie luty - włóż ciepłe buty.
Gdy luty z wiatrami, rychła wiosna przed nami.
Nic z tego sie nie zgadza, a ja nie mam zamiaru zastanawiac sie nad anomaliami pogodowymi, ja sie po prostu delektuje przepiekna pogoda. Poki trwa, poki jest, bo za chwile moze znow przymrozic. Toyka oczywiscie delektuje sie wraz ze mna i z tatusiem - ta to ma szczescie do opiekunow lubiacych dalekie wedrowki, ma okazje sie wybiegac do wypeku.

Toyka z Malvina








Czego chciec wiecej?








czwartek, 13 grudnia 2018

Niepogoda - pierwszy krok do nalogu.

W listopadzie byl pazdziernik, w grudniu jest listopad,
swieta ida, a tu leje. Czlek w depreche popadl,
bo o bialych swietach marzyl, o snieznej pierzynie, 
a tu siapi, pizdzi, wieje, ze idzie skretyniec.

Wyjsc sie z domu nie chce wcale, ni z lozka wypelzac,
trzeba jeszcze psa nauczyc na nocnik sie sprezac.
Sadlo wnet sie zawiazuje, bo wiekszy apetyt,
a kalorii wiecej spalic nie da sie niestety.

W dzien tak ciemno, ze bez lampy juz sie obejsc nie da, 
a prad taki jest kosztowny... W koncu przyjdzie bieda.
Ilez mozna ksiazek czytac, ile w pudlo patrzec,
oczy bola, szczypia, lzawia, az sie obraz zatrze.

Nawet koty ta pogoda jakos w futra swedzi,
zolzowate sie zrobily, zaczynaja mendzic.
 Nastroj skisly, humor zwisly, napic sie wypada.
Patrzysz w lustro, nie poznajesz... co to za szkarada?

Ehhh, niewazna aparycja, pij do lustra dalej,
bo za smutek sie nalezy jakis ekwiwalent.
Lecz na prozno wlewasz w siebie, nic to nie pomoze,
wzuj kalosze, peleryne, poszalej na dworze.







 

niedziela, 11 listopada 2018

Sto lat, sto lat, niech zyja nam.

Smutno mi, choc to swieto winno radosc budzic,
gdyz Polske niepodlegla mamy od stulecia.
Zamiast wspolnie swietowac, podzielono ludzi
na lepszy sort i gorszy - tak orzekl tandeciarz,

ktory z mojej ojczyzny folwark wlasny zrobil
i, by stlumic gryzace wyrzuty sumienia,
kraj biedny pomnikami brata przyozdobil,
samowola sie szerzy niczym epidemia.

Patriotyzm faszystow z naszym konkuruje,
pisowskie defilady przeciw pozostalym,
chronic ich nie ma komu, policja choruje,
lecz wraca przekupiona i juz ostrzy paly.

Z funduszu na obchody niewiele zostalo,
lecz trawe na zielono przymus pomalowac.
Beatka wspomni pozniej: nam sie nalezalo,
my jestesmy u wladzy, nam wolno swietowac.

Nasza prawda wazniejsza, moja racja mojsza,
a obchody znaczniejsze, bardziej wypasione.
Nie dopuscim do glosu jakiegos folksdojcza
i nie oddamy wladzy tak dumnie dzierzonej.

Swiat caly dzis rozblysnie w bieli i czerwieni,
Chrystus w Rio, piramidy, Burj Khalifa sciany.
Inni beda swietowac, a my obrazeni
bedziemy udowadniac, zesmy lud wybrany,

bialy i katolicki, przez innych nekany
dawniej, ale i dzisiaj na unii rubiezy
za to, ze wlasnie teraz z kolan powstawamy
i nie wpuszczamy obcych w granice macierzy.

Inwazja Watykanu przeciez sie nie liczy,
ani jankeskie wojsko, co przed Rosja chroni,
bo my przyzwyczajeni miec nad soba biczyk,
lubimy dyktature i zatargi o nic.

Bardziej zepsuc nie mozna tej pieknej rocznicy,
ktorej niejedno panstwo szczerze nam zazdrosci.
Mozna gardla pozdzierac gadka po proznicy,
Polakow nie nauczysz wzajemnej milosci.






czwartek, 18 października 2018

Kolory pazdziernika.

Slonce swieci, barw bez liku - tak jest tylko w pazdzierniku,
blask mosiadzu, czerwien miedzi, zoltosc zlota w lisciach siedzi.
Paleta mistrza Tycjana drga w jesiennych hologramach.
Brzoskwiniowy, buraczkowy, bordo, bursztyn i brazowy,
bury, burgund i ceglasty, cynobrowy i slomiasty,
cynamon, czekoladowy, czerwien, fiolet, hebanowy,
jasnozólty, herbaciany, kardynalski i rózany,
kakaowy, karminowy, kawowy, karmazynowy,
kasztanowy, koniakowy, koralowy, lososiowy,
miodowy, malahitowy, minia, oranz, morelowy,
oberzyna, ochra, orzech, palisander tez byc moze,
poziomkowy, purpurowy, rdzawy, rudy, rubinowy,
sepia, sjena i slomkowy, starozloty, szafranowy,
ugier, tycjan, tabaczkowy, umbra, winny i wisniowy.
Tak mi sie juz w oczach mieni, zapomnialam o zieleni,
ktora jeszcze jest w przewadze i panuje nad obrazem.
Mietowy, malachitowy, oliwkowy, szmaragdowy,
trawiasty i butelkowy, zgnily, morski, patynowy.
Do kompletu blekit nieba, ktore takze czasem wdziewa
szaty w chabrze i cyjanie, kobalcie albo grynszpanie,
szafirze, ultramarynie, lazurze i seledynie.
Mozna dostac w tym miesiacu kolorowych oczoplasow,
mus napatrzec sie do syta i teczowa chwile chwytac.







środa, 19 września 2018

Babie lato.

Czemu to lato zowie sie babie? Czyzby lezaly baby na trawie?
A moze babka lancetowata zmyslila imie babiego lata?
Czy Alibabe nalezy winic, ze babim lato zdolal uczynic?
Zas babki piecze sie na wielkanoc, skad zatem baba we wrzesniu rano?
Moze wiec kafar, co baba zwano, odpowiedzialny jest za to miano?
Sa pasma gorskie i rzeki Baby, szczyty, przelecze, wsie i osady,
jest Baba Jaga, Baba-bogini, istnieje rowniez babski feminizm,
jest baba-ryba, sa babochlopy, wszedzie tych babek mamy na kopy,
lecz zadna z latem mi nie pasuje. Skad wiec ta nazwa sie definiuje?
Niemcy sa jeszcze dla lata gorsi, Altweibersommer nazwac go skorsi,
gdzie ALT to  stare, WEIBER to baby, a SOMMER lato - przeklad to slaby,
uwlaczajacy wszystkim kobietom. Ja skladam pod tym liberum veto!
Lecz po namysle doszlam do wniosku, ze wyjasnienie wisi na wlosku,
na wlosie siwym jak pajeczyna, jakiego nie ma mloda dziewczyna.
Bo gdy pajeczych dzieci gromadki w podroz szykuja sie bez przesiadki,
nic cienka przeda, potem czekaja i z wiatrem w dalsza podroz ruszaja.
Plyna pod niebem zeglarze mali i wciaz dochodza nowi z oddali,
by zawojowac obce tereny. Takie natury sa fenomeny.
Kiedy ich duzo, ma sie wrazenie, ze siwej glowy jest to lysienie,
stad pewnie nazwa "babie" sie wziela i dosyc dawno w mowie przyjela.






wtorek, 4 września 2018

Spózniony sierpniowy.

Tym razem w sierpniu wiersza nie bylo, spiesze nadrabiac te zaleglosci.
Skwar walil z nieba, slonce palilo, mozg sie lasowal. Mialam tez gosci, 
a czas przez palce szybko przeplywal, dzien byl za krotki na moje plany,
wiec kiedy trzeba, noce zarywam, latam jak fryga z licem rumianym.
Sierpniowe slonce powypalalo pola, trawniki i chec do zycia
i, jakby tego mu bylo malo, nadeszla susza nie do przebicia.
Noc coraz dluzsza swiatlo zabiera, upal upalem, lecz szkoda lata.
Mnie juz jesienna bierze cholera, choc balkon jeszcze mam caly w kwiatach.
Wieczory, ranki coraz zimniejsze, moja patronka tak zarzadzila,
letnie wspomnienia coraz cenniejsze, bo pora roku tez sie schrzanila.
Sejmiki ptasie, przygotowania w podroz daleka, w zamorskie kraje,
rejwach, cwiczenia w grupie latania, jak zawsze, kiedy jesien nastaje.
Pierwsze bociany w droge ruszyly, ledwie piskleta zaczely latac,
musi na szlaku wystarczyc sily, by dolecialy do konca swiata.
A my bedziemy tesknic za nimi, ze smutkiem patrzec na puste gniazda
pajeczynami zdobne babimi i wyszukiwac znow wiosny w gwiazdach.
Schylkowe lato w owoc bogate serwuje bomby witaminowe,
kwiaty zrzucaja za platkiem platek, a liscie coraz bardziej brazowe.
Lecz jeszcze rzadzi zielen w przewadze, a barwa nieba jeszcze nie szara,
kochane lato nie ma dosc blazenstw, wszelkich mozliwych doklada staran,
by dluzej pobyc, ogrzac, popiescic, dobra energia nas naladowac,
taki przyjazny sloneczny gescik, zanim je zima w kieszeni schowa.
Wiec napawajmy sie i garsciami czerpmy te cieple sloneczne sily,
gdy ocieplimy tylki gaciami, juz tylko mrozy beda dreczyly.
Zegnaj wiec lato, dziesiec miesiecy przyjdzie poczekac az znow nastaniesz
i przez czas dlugi twojej absencji cwiczyc cierpliwe na cie czekanie.









 

piątek, 20 lipca 2018

Przewrotny lipiec.

Nie ma litosci, sprawiedliwosci, pogoda w kulki z nami pogrywa,
lipiec szaleje, w Polsce deszcz leje, w Niemczech Sahara bywa w porywach.
W okno spogladam, deszczu wygladam, chmur ani widu, znikad nadziei,
ziemia spekana, na polach dramat, a rzeka sklada sie z samych mielizn.
Na drzewach liscie zolkna soczyscie, w lipcu to widok niespotykany,
ogrod omdlewa, jesien dojrzewa, platki spadaja z krzewow rozanych.
Trawa jak siano, gorac juz rano nie wrozy zmiany ni ochlodzenia,
krew sie gotuje, mozg sie lasuje, wszyscy nachalnie szukaja cienia.
Brakuje wody, znikad ochlody, w zbiornikach poziom katastrofalny,
ptaki nie cwiercza, piora im skwiercza, niedlugo zaczna tu rosnac palmy,
potem cytrusy albo kaktusy, wielblady konie zastapia wkrotce,
woda zdrozeje, czlowiek zbiednieje i nawet igly spadna wejmutce.
Zas lud na wschodzie tapla sie w wodzie, slonca nie widzi od godzin wielu,
i modly wznosi, i grzecznie prosi, a z nieba pompa dosiega celu.
W butach im chlupie, zyja jak w zupie, tona, pluskaja,brodza w kaloszach,
dalej trwa alert, ulewy, ale pogoda dla nich nadal macosza.
I bija gromy, czas na pontony zamienic auta i wiosla w dlonie!
Jazda ostrozna, zeby sie mozna ewakuowac przez wodne tonie.
 W sklepach promocje, graja emocje, bo ogrodnicy ryz beda sadzic,
na bagnach bowiem nie wzrosnie owies, chocby mu nie wiem jak pieknie kadzic.
Kup namorzyny, hoduj sardyny, tratwy, kapoki dzis za pol ceny,
wiosla juz wyszly, kalosze przyszly, a parasole wybraly hieny.
Tak bywa wlasnie z aura, grymasnie, czlek teskni za tym, czego mu malo,
Darmo docieka i nie doczeka, by niebo, czego potrzeba, dalo.





czwartek, 14 czerwca 2018

Plany Boga.

Bog mial w stosunku do nich calkiem inne plany,
na sluzbe ich powolal do teatru w niebie,
na powitanie rozlal w kieliszki szampany,
powolujac jednego po drugim do siebie.

Wodecki mial mu spiewac, innych w skrzypcach cwiczyc,
od Bacha po Chalupy, wszyscy go nucili.
Mlynarskiego przebojow nie sposob policzyc, 
on nalezal do boskich najdrozszych pupili.

Szaflarska pozostala do konca na scenie,
choc Polska nie jest krajem dla ludzi wiekowych.
Pyrkosz - Pyzdra, Wichura, Mostowiak - byl w cenie,
nalezal do aktorow wybitnie kultowych.

Wezwal Krysie Sienkiewicz, pragnal kabaretu,
a jej usmiech szeroki mial niebo rozjasniac.
Michnikowski, adio! Jego do kompletu
potrzebowal, by sile satyry naglasniac.

Czubaszek i Kaczynski - gwiazdy telewizji
i Wajda powolany, by rezyserowac
nowe dziela filmowe, calkiem bez prowizji, 
bo w zaswiatach nikomu nie przyjdzie biedowac.

Kopiczynski ze swoja podwojna czterdziestka,
niezapomniany w roli Genowefy, Smolen.
Ich odejscie nie bylo malo wazna pestka,
a powodem lamentow i glosnych biadolen.

Ostatnio i Pokora powolany zostal,
pokornie sie ustawil w kolejce do nieba, 
za nim spieszy Klosowski, by zadaniu sprostac,
gdyz Bog i jego wezwal, bo uznal, ze trzeba.

Serdecznie sie witaja, dawno nie widziani,
planuja repertuar dla Wszechmogacego
i ruszaja na scene, tesknota targani
do teatru. Niewazne, ze teraz wiecznego.






piątek, 11 maja 2018

Majowe kosy.

Gdy wczesnie rano wchodze na balkon zapalic, 
kosy gardla zdzieraja, jakby wiescic chcialy,
ze maj sie zadomowil, by wiosne utrwalic,
ze cieplo, zielen, kwiaty - i inne banaly.

Wieczorem zas ich piesni maja inna nute,
brzmia uspokajajaco jakby kolysanka,
i cichna usypiajac, aby za minute
znow zabrzmiec pelna moca - a to niespodzianka!

Wytracaja z zadumy i emocje budza,
sercu mocniej bic kaza, smutki przeganiaja,
ale kosie koncerty nigdy mnie nie nudza,
glosne nie sa, bebenki w uszach nie pekaja.

W dzien mocno sa zajete pokarmu szukaniem,
by napchac w glodne dzioby swej progenitury,
kreca sie, podlatuja zajete dawaniem,
nie maja czasu gwizdac, przyklad idzie z gory.

Gdy dzieci ich uspione, syto nakarmione,
 snia w gniezdzie o lataniu do samego nieba,
kos arie wyspiewuje, by pozegnac dzionek,
a glos jego balsamem do duszy sie wlewa.

Potem milknie do rana, sam praca zmeczony,
lecz gdy niebo na wschodzie pojasnieje nieco,
spieszy, by swiatu spiewac powitalne tony,
zanim sie inne kosy do spiewania zleca.

A ja kosom zazdroszcze, ze swiat widza z gory,
lecz skrzydel poskapila natura pazerna,
nie wzniose sie wiec nigdy lekko ponad chmury,
nie dla mnie bedzie w dole ta przestrzen bezmierna.

Pozostaje mi tylko wsluchiwac sie pilnie
w kosie piesni, co prawia o podniebnych lotach
wlaczyc swa wyobraznie i tak abstrakcyjnie
znalezc sie choc na chwile w wiatrowych pieszczotach.

Bo kiedy sen nadejdzie, wszystko dziac sie moze,
sen pozwala byc ptakiem, kolowac nad ziemia,
zawisac jak koliber, szybowac jak orzel
i probowac uciekac swoim wlasnym cieniom.








poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Alleluja i do... tylu.

Alleluja i do... tylu, az sie wzbije tuman pylu,
wrocic szybko w sen zimowy do swej gawry.
Zamiast wiosny snieg na dworze, szlag czlowieka trafic moze
i najchetniej skrylby sie do jakiejs lawry,
 w celi, ktora okien nie ma, bo na zewnatrz jedna sciema:
pierwszy kwietnia, a tu snieg od rana wali.
Komu snieg potrzebny wiosna? Niech juz lepiej kwiaty rosna,
 a snieg w gorach, prosze bardzo, dla gorali.
 Slonca zero, bloto wszedzie. Czy tak juz do lata bedzie?
Zyc sie nie chce, a wychodzic tym niechetniej.
Nie ma jak kalorii spalic. Tylko glowa w sciane walic,
 gdy z godziny na godzine coraz smetniej.
 Chandra kryje mnie calunem, w takie swieta latwo cpunem
zostac albo innym jakims moczymorda,
bo coz robic w takim spleenie, zwisly nastroj nie przeminie,
chyba ze go znieczulimy dzinem Gordon.
Ile mozna spac i drzemac? W telewizji tez nic nie ma, 
religijnie, zmartwychwstanczo i nudnawo.
Ksiazki czytac pozostaje, mozna sie slodyczy najesc,
trza intelekt poratowac piata kawa.
Na te swieta wielkanocne trzeba nerwy dzierzyc mocne,
wszystko wkurza i zupelnie nic nie neci.
Dzis nie pojde na ognisko, choc rozpala je dosc blisko,
lecz zostane, no bo zmoknac nie mam checi.
Gdzie forsycje, gdzie zonkile, gdzie ptaszecych odglos kwilen, 
nawet paczkow na galeziach  nie widziano.
Zima wiosny nie chce wpuscic, mocno trzyma sie, a jusci,
choc o wiosnie jeszcze w lutym cos bakano.
Mam pomysla! Wierszyk stworze i polepszy sie na dworze,
moze wiosna wnet uslyszy moje zale
i zakwitnie jakis hiacynt, kiedy pojde juz do pracy,
lecz, jak mowia, lepiej pozno, nizli wcale.

Ubiegloroczne ognisko wielkanocne.





sobota, 17 marca 2018

Blogowisko.

Na blogowisku w dzien blogowy w komentach tocza sie rozmowy.
Kto nowy, albo krotko z nami, nie orientuje sie czasami,
o co w tym chodzi. Jakies ksywy i szyfry. Serio tak, czy zgrywy?
Jakies Kurniki, Kurze Lapki, Podziemia, Rzony i... ochlapki,
futra za plotem, dzungla w domu i nicki, ktore nic nikomu
nie mowia, ani o czlowieku, ni o wygladzie, ni o wieku.
Normalna ksywke ma Gosianka, Iwona A., lecz nie Rucianka,
Frau Be i Teatralnaforma. Fantazja to na blogach norma
i kto dziwniejsza ksywe nosi, zawsze ciekawe prawdy glosi.
Rybenka pisze wymuszenie, a Dzika Kura jak szaleniec,
Wysokogórska Foka sprawnie, za to Jaskólka calkiem jawnie,
Tupaja zas ekologicznie, Errata bardzo sporadycznie,
Baluma trudno sie doczekac, Green Lobster oczaruje czleka,
Graszka szerokie oczy nosi, Iw motywuje na swej osi,
Olga spod nieba cos opowie, zas Ewe nosi po Krakowie,
Dorka o szwagrze opowiada, o tym, co bawi, gada Jaga,
Lidka w przereblu cos uszyje, Ataner podrozami zyje,
Stardust wychwala Wspanialego, Repo sie uczy u rabbiego,
Jaska zamarza na Podlasiu, ktos inny marzy o kochasiu,
Akular calkiem sie wycofal, Sonic o barwnych prawil sofach,
Marija chwali swe Agatki, a Lucy dzierga swoje szmatki,
Anabell plawi sie w Berlinie, Mariolki ksiazka nie ominie,
Gryzmo zachwala Gajowisko, Grazynie do Caracas blisko,
Elaja wciaz czlowieka szuka, Kjujewny piórko to jest sztuka,
Kalipso jest sentymentalna, Orszulka babka niebanalna,
Agniecha kunie nam serwuje, Alutka obiad ugotuje,
 Dedytka blog ma zamiast listow, Giga nie lubi szowinistow,
Vilma nie powie ani slowa, za to rozsmiesza Nietypowa, 
Frau Be ma swoje wlasne zdanie, a Teatralna wielkie branie,
Iwona A. za Szkota idzie, Gosia pomaga kociej bidzie.
Trzy koty w domu ma Amyszka i czesto pisze o opryszkach.
Basia bloguje kolorowo, zawsze ma dla nas dobre slowo.
Jednak za bardzo bym zgrzeszyla, gdybym wiersz na tym zakonczyla,
nie napisawszy na tych forach o moich stu komentatorach.
Leciwa, co w grajdolku siedzi, Bezowa, co mnie dawno sledzi,
Mari z dalekich antypodow i Gosia z Jelcza, ten pieknoduch,
Echo z biegunowego kola, Iza z Kidowa czasem wola,
Ninka dorzuci rymowanke, Iza I. robi za ma fanke,
a Iza Kama zawsze "lubi" i Glodny Owoc sie nie gubi.
 Na fejsie rowniez, tak sie sklada, mych fanow cala jest gromada:
Ewa, Maszowa i Jolinka, Olo, Eliza i Bozinka*),
Zosia, Agnieszka i Renata - czytaczy mam z calego swiata!
Orka nadaje ze Szczecina, Eliza nie, a Karolina
calkiem niedawno mnie odkryla, ale juz sie zadomowila.
DrevniKocurek, Mirabelka - lista czytaczy jest dosc wielka.
Niewiele da Opakowana, bo miewa czesto focha z rana.
Boguska z Lodzi i Joanna, niejedna pani, pan i panna
dzien swoj zaczyna od lektury, choc czasem pisze takie bzdury,
ze dziwie sie, ze to czytacie i jeszcze na mnie nie bluzgacie.
Skladam wiec piekne dziekczynienie. Kochani, ciesze sie szalenie,
ze blog moj jeszcze nie doskwiera. Kocham i... cmok
Wasza Pantera


*) Chodzi o Bozene P-M, ale by sie nie zrymowalo





sobota, 10 marca 2018

Widok z okna.

Podnosze oczy znad laptopa i, by im ulzyc, w dal spogladam,
gdzie na ulicy wsrod aut innych przejezdza mala czarna Honda.
Po lewej dzwig swe ramie prezy, jakby pokazac chcial publice,
jaki jest silny i jak bardzo pomaga budowlanej klice.
Znow do ulicy mknie spojrzenie, gdzie tkwi samotny rowerzysta,
rzut oka w niebo, tam zurawie kluczowy utrzymuja dystans
i wszystkim w glos sygnalizuja, ze oto wlasnie powrocily, 
ze teraz wiosna juz na pewno, a one beda gniazda wily.
Poklangorzyly i do serca nadzieje nowa powpuszczaly,
ale za oknem nie wiosennie. Glupie zurawie dyrdymaly!
To ma byc wiosna? Zimno, wietrznie, a drzewa nagie stoja wokol,
i biala brzoza, i czeresnia, obie w zimowym powidoku.
Na szarej trawie lezy pilka zgubiona ubieglego roku,
maly rowerek wiatr przewrocil, rdzewieje smutnie kolo bloku.
Hustawka smetnie zwisa z hakow, nieuzywana od miesiecy,
teskni i wzdycha, marzy o tym, by uzywali jej mlodziency.
Wrony zlowrogo pokrakuja, ze zima rychlo nie odpusci, 
wroble im na to odcwierkuja, ze wiosna blisko jest, a juzci!
Trwa ptakow sprzeczka, wrzask sie niesie, wojna na mocne argumenty,
wrony sa wieksze, wroble cwansze, pyskuja, ze az idzie w piety.
Powoli mrok zaciaga calun, koncza wiec spory, czas na spanie,
piora nastrosza, by nie zmarznac i... cala noc na przeczekanie, 
by rano znow do boju ruszyc, poszalec w opetanczych tancach.
Takie widoki mam za oknem w dzien kobiet, dzien ósmego marca.

Czarna Honda zdazyla przejechac, jak i rowerzysta, a zurawie sa tak wysoko, ze nie widac. Podobnie jak wron i wrobli.





środa, 14 lutego 2018

Daremne marzenia o wiosnie.

Marzy ci sie wiosna w lutym? Kup se lepiej cieple buty!
Ale sa tu juz zurawie i krokusy kwitna... prawie.
I bociany powrocily! Wiosna idzie, nie ma sily!
Przebisniegi kwitna wokol... One kwitna tak co roku,
a ich nazwa ci podpowie,  ze to kwiatki sa zimowe.
By zakwitnac w Kolobrzegu, przebic musza warstwe sniegu,
cale kwiatkow tych tabuny - to przedwiosnia sa zwiastuny.
Nawet wedlug kalendarza wiosna w lutym sie nie zdarza.
Przeciez w styczniu bazie byly! Podbialy sie wychylily...
Zadne przeciez, zadne ale... wiosny w lutym nie ma wcale!
W marcu wiosna sie pojawi, w kwietniu slonce ja poprawi,
w maju bzy zakwitna wokol... Tak od zawsze, rok po roku.
Czemu ludzie wciaz gderaja, gdy lagodna zime maja?
Kiedys to walilo chlodem, Baltyk skuty bywal lodem,
ze do Szwecji na piechote szedl, kto zmarznac mial ochote.
Jak cie taki luty dopadl, to i zaspy byly po pas,
wojsko szlo na odsiecz miastom, bo od sniegu bylo ciasno, 
prad bez przerwy wylaczali, ale ludzie jakos trwali.
Teraz lekko sniezek pada, a juz fejsbuk pelen biadan,
bialych fotek, przestróg wszelkich i histerii calkiem wielkich.
Policji komunikaty: ludzie jezdza jak wariaty!
Gaz! Hamulec! Poslizg! Stluczka! Moze przyda sie nauczka,
by po sniegu jezdzic z glowa i opone miec zimowa.
Mam dosc slonca deficytu i nie wstawiaj mi tu kitu,
ze mam jeszcze miesiac czekac. Jak tu, panie, nie narzekac,
gdy do ciepla rwie sie dusza... Pora roku nas przymusza
do czekania w cierpliwosci. Przestan zatem biadac w zlosci
i z pokora przezyj zime, bo narazasz sie na drwine.
Ciesz sie z aury lagodnosci, miej sie jednak na bacznosci,
zima bowiem to nie lato, bedzie jeszcze lodowato,
slisko, wietrznie i sniezyscie, zanim zrobi sie przejrzyscie
i nim wiosna nas zaszczyci, zapanuje i zachwyci.







Zdjecia robione telefonem w poniedzialek 12 lutego br.






wtorek, 16 stycznia 2018

Swiatelko do nieba.

Dzisiaj sa juz dorosli, wlasne dzieci maja,
przezyli, bo w czas przy nich zjawila sie wrozka
w czerwonych okularach, na nic nie czekajac,
sprawila, ze nie zmarli, a powstali z lozka.

Byla glosna, chrypiala, wszystkich zagrzewajac,
by w czarach pomagali, dzielac sie groszami
i w styczniowe niedziele,  wraz z orkiestra grajac,
sluzbe zdrowia wspierali drobnymi datkami.

Wrozka Jurek porywa coraz wieksze tlumy,
szpitale wyposaza w coraz lepsze sprzety,
lud portfele otwiera, plynie ofiar strumyk,
wszyscy przednio sie bawia, wzruszaja momenty,

gdy wiekszy datek wpadnie lub gdy ktos, kto nie ma,
wlasna praca pomaga lub na licytacje
wystawi swoja tworczosc. Jurek wrzeszczy SIEMA!
i prosi dobrych ludzi o wieksze dotacje.

Z roku na rok Orkiestra zbiera coraz wiecej,
dzieki niej wielu dzieciom przezyc bylo dane,
Orkiestry szczytne cele sa warte poswiecen,
a jej organizacje coraz bardziej zgrane.

Niech swiatlo bije w niebo kolejne stulecia,
niech nikt sie nie zniecheca innych intrygami,
oni w koncu zalegna na  historii smieciach, 
a my ratujmy dzieci swoimi czynami.

Robmy swoje w to swieto, na pohybel draniom!
Radujmy sie, spiewajmy, pomagajmy z pasja,
niech swiat sie zaczerwieni od serduszek znamion,
 dbajmy o to, by nigdy swiatelko nie zgaslo. 







wtorek, 9 stycznia 2018

Atak zimy.

W Ameryce zima trzyma, w Europie zimy ni ma.
W Kanadzie i w Stanach mrozy, obraz nedzy oraz grozy,
bo Niagara wnet zastygnie, drzewa snieg do ziemi przygnie,
ludnosc pradu pozbawiona, lód zastygl na falochronach.
Rekiny zamarzly w wodzie, kopytka zdretwialy trzodzie
stojacej po brzuchy w sniegu, zamarly mustangi w biegu,
a ptaki w locie zastygly i spingwinialy tam szczygly.
Floryde tez zasypalo, cala ubrana na bialo,
palmy w sniegowej kolderce, pojechac nie da sie mercem
na jego letnich oponach, bo sie slizgaja na szronach.
Z nieba legwany spadaja, bo termostatow nie maja, 
wezem podeprzec sie mozna lub uzyc go zamiast rozna.
Mrozy sa jak na Syberii, ludnosc w lekkiej juz histerii,
w walonki poubierana, futra i czapy z barana.
Auta nie chca im odpalac, elektronika nawala,
benzyna jak kostka lodu, a wszystko od tego chlodu,
ktorego konca nie widac. Co za zima, co za bida!
A tymczasem w Europie ogrodnik juz ziemie kopie
i do wiosny sie szykuje. Ptactwo stad nie odlatuje,
bo insektow zatrzesienie oraz cieplo jest szalenie.
Za to z nieba bez ustanku mzawka sika od poranku,
slonca ani na lekarstwo, niebo chmur pokryte warstwa,
szaro, buro i ponuro, wyjsc sie nie chce nawet kurom.
Jak w kieleckim pizdzi silnie, jak w katastroficznym filmie,
jak w scenerii gdzies z horroru, cos jak z grozy ksiegozbioru.
Tu Australia sie melduje: u nas taki skwar panuje,
kropli deszczu od miesiecy, kraj wysycha coraz wiecej,
czlowiek tego nie wytrzyma, taka to goraca zima.
Czy na swiecie byc nie moze raz ciut lepiej, a raz gorzej,
byle w normie, nie w ekstremie. Byloby wiec po problemie, 
gdyby Melbourne cieplo dalo, u nich od nas popadalo,
Stany zimna ciut oddaly, a powodzie busz podlaly.
Za dobrze by jednak bylo, gdyby wszystko sie spelnilo.
Przetrwac jeno pozostaje i zazdroscic sobie wzajem.

Zrodlo






środa, 27 grudnia 2017

Powiedz, ojcze.

Ruch wielki w interesie nastal, swiatelka, dzwonki i chinszczyzna,
karpie i gwiazdy betlejemskie, zakupy, tlumy i drozyzna.
Choinki beda jeszcze wieksze, prezenty bardziej wypasione,
blichtr jeszcze bardziej kiczowaty, portfele bardziej odchudzone.
Czasem jednostce sie przypomni, ze przeciez Jezus i Betlejem,
ktos cos zanuci koledowo i znowu w tlumie zbalwanieje.
Lulajze... jeszcze jedna bombke... i Przybiezeli... jeszcze chleba...
Nadmiar wyrzucisz do smietnika... trza do promocji sie dogrzebac...
Sa swieta, zastaw sie, a postaw! Pozyczki czy tam mini ratki,
inaczej co to za tradycja? Na jezyk wezma cie sasiadki.
Wiekszosc zdaje sie zapominac, dlaczego dzisiaj sie swietuje,
sens sie zapodzial w slepym biegu, gdy sie bogactwo afirmuje.
A Jezus patrzy na dol z troska, na kraj we wschodniej Europie
i pyta Boga: ojcze czemuz tam czlek czlowieka tylko kopie?
Gdzie dobro w ludziach, gdzie serdecznosc, gdzie milosc do blizniego swego?
Dlaczego, miast pokornym zostac, kazdy przerosle nosi ego?
Imie twe wola nadaremno, modli na pokaz, kleczy w nawie,
w piers bije, ze az echo niesie, wyprasza u nas laske zbawien?
Czemu kaplani, miast zyc skromnie, pomagac wiernym w ich niedoli,
palacow chca, limuzyn, kasy, luksusow i futer sobolich?
Wszak do gloszenia ewangelii wystarcza checi, trud i zapal,
nie rezydencje i Maybachy, nie adamaszki na kanapach.
Dlaczego kupcza sakramentem, czemu posluga ich kosztuje?
Nie takie bylo zalozenie! A kler mamonie dzis holduje.
I jakim prawem politycy, majac na ustach imie twoje,
drecza lud biedny dyktatura i rozsiewaja niepokoje?
Mnie tam wybrali swoim krolem, matke krolowa okrzykneli,
a maly msciwy uzurpator przewodzi bandzie tych smierdzieli.
Czemu wyznawca nasz przecietny (zechciej wyjasnic ojcze Boze)
nie chce, by jemu bylo lepiej, lecz sasiadowi ma byc gorzej?
Moj synu - rzekl z westchnieniem stworca - tam wiekszosc rzeczy jest na pokaz,
ich dobroczynnosc, polityka, wiara - to cienka jest powloka.
Pozlotka raczej, a tuz pod nia kipiace szambo zlych intencji
i nie obedzie sie finalnie bez nieuchronnych konsekwencji.
Zadna przewina nie zostanie bez kary sprawiedliwych krucjat,
pozlotka peknie, gnoj wybije i kraj ten czeka rewolucja.
Na razie jednak spoleczenstwo trwa w dekadencji i w amoku
i w takim stanie pozostanie co najmniej do nowego roku.

Rysunek mojego ulubionego satyryka Tomka Wiatera ze strona tygodnika NIE na fb






poniedziałek, 18 grudnia 2017

Do slonca.

Sloneczko kochane, pokaz swoja buzie...
Wylaz mi zza chmury, ty zloty lobuzie!
Zadna witamina nie zastapi ciebie,
gdys za chmura skryte, zamiast byc na niebie.
W zimie twa obecnosc mroz ze soba niesie, 
ale gdy cie nie ma, czlowiek zyje w stresie.
Dosc ma pluchy, wiatrow, sniegu i ciemnosci,
a kiedy ty swiecisz, radosc w sercu gosci.
Skutecznie zastapisz antydepresanty, 
z toba przezywamy radosci warianty.
Gdybym ci ja byla na przyklad bocianem,
zwialabym przed zima we wtorek nad ranem,
skrzydla rozpostarla, piórka nastroszyla
i w sobote na noc w cieplych krajach byla.
Tam ludzie nie maja slonca deficytu,
bylobys powodem mojego zachwytu.
Ale chyba szybko stamtad bym uciekla,
gdzie temperatury w okolicach piekla.
Pocic sie nie lubie i nie znosze skwaru
i tak bym nie przeszla pustyni bezmiaru.
W domu wiec zostane i przezyje zime,
latem zas odpale w samochodzie klime,
snieg tez jakos zniose, pluche przetrwam dzielnie,
a gdy mroz swiat zetnie, owine sie szczelniej.
Co tam cieple kraje czy inne tropiki,
lepiej tutaj zostac, nie tesknic za nikim,
prosic i zaklinac sloneczko uparte,
bo bez niego zycie niewiele jest warte.







czwartek, 14 grudnia 2017

Oda do bigosu.

Bigosie - na sam dzwiek twej nazwy slinka naplywa mimochodem.
Sedno polskosci, symbol smaku, twoj zapach poskutkuje glodem.
Kto tak cie ochrzcil? Skad to miano? Od czasow Piasta Kolodzieja?
Moze z laciny? Z francuskiego? Czy jakas onomatopeja?
BI - jak podwójny, to sie zgadza, bo do kapusty ukiszonej
wloską dajemy i tak mamy baze potrawy wymarzonej.
Lecz to nie wszystko, dalej leci pól setki innych ingrediencji, 
wiec odrzucamy te teorie, nie bez zalosnych konsekwencji.
Wiem! Nazwa przyszla z angielskiego! BECAUSE - to jasne jak latarka!
Nie? Wiec od czego to pochodzi? - czy slychac w mym pytaniu sarkazm?
Jak zwal, niewazne skad sie wzielo. Lecimy dalej z tym przepisem,
suszone sliwki, grzyby, mieso - tu nic nie bywa kompromisem -
boczek, kielbasy kilka krążków, cebula, liscie laurowe,
pomidorowy wez koncentrat... i danie prawie jest gotowe.
Teraz mieszajac warzyc trzeba, im dluzej, tym bigosik lepszy.
Ach, gapa ze mnie! Zapomnialam! Posolic trzeba i popieprzyc.
Kto lubi, moze dolac wina, ale bez niego tez smakuje.
Czy wszystko dalam? Doprawilam? - takie pytanie mnie nurtuje.
Pachnie i kusi, trudno zdzierżyc i nie próbowac wciaz po drodze,
nie zapominac o mieszaniu, byle nie kapac po podlodze.
Po gotowaniu i studzeniu mozna nareszcie pokosztowac.
Toz to majstersztyk kapusciany! Teraz juz mozna bankietowac.